Łapówka na maxa

Dostałam łapówkę. Facet przyniósł do dyżurki reklamówkę i powiedział, że dziękuje za opiekę nad żoną. A w ramach wdzięczności coś słodkiego do kawy. Mówię, że nie trzeba, że to zbędne. Ale położył reklamówkę na ławie i ze słowami, że to od dzidziusia i żony, szybko się pożegnał. Zdążyłam jeszcze podziękować i już go nie było. Do reklamówki nie zaglądałam, bo pisałam raport, więc nawet nie wiedziałam co tam było. ,,Coś słodkiego” to zazwyczaj bombonierka, czekoladki lub rafaello, no i nieodłączna paczka kawy. Wszystko idzie do wspólnej ,,kuchni”, bo wiadomo, że nie tylko ja opiekowałam się dzieckiem. Każda dziewczyna pije kawę, więc jest zapas na oddziale, właśnie z ,,łapówek”.

O, nie myślcie, że dostajemy ,,dowody wdzięczności” codziennie! Takie spektakularne podziękowania jak trzy blaszki swojskiego ciasta ( pyyyyycha ) to do tej pory pamiętamy. Ale miło, że ktoś podziękuje i pożegna się z personelem, i wcale nie musi nic dawać. Po prostu miło, że nie opuszcza oddziału cichaczem i bez słowa.

Skończyłam pisać raport i zajrzałam do reklamówki, żeby rozpakować prezent. Jak zaczęłam wykładać na ławę, to głupio mi się zrobiła. To była prawdziwa ,,łapówa”. Mąż pacjentki zadał sobie trud wyboru słodkości i wybierał z górnej półki. Czekoladki, pralinki, kawa znakomitej marki, dobra herbata, ,,michałki”, rafaello i ….cały pojemnik długopisów! Jak zobaczyłam te długopisy i zaczęłam się śmiać, bo czy wy rozumiecie, że to towar najbardziej pożądany w szpitalu! Facet musiał być bardzo spostrzegawczy i zauważył, że bez tego ani rusz. Zostawiłam na ławie niewielką część słodyczy a resztę schowałam do szafki, za to długopisy w pojemniku postawiła przy komputerze.

Róża jak weszła na dyżurkę to od progu zapytała o bogactwo słodyczy. Ale aż oczy jej się zaświeciły na długopisy. ,, Ja biorę ten różowy!Śliczny, taki cukierkowy!” Śmieję się z niej, ale sama wybrałam żółciutki, bo kojarzył mi się z wiosną i narcyzami. Zajadamy czekoladki ( do diabła z dietą i kaloriami :-P ) i próbujemy, jak się pisze nowymi długopisami. Ktoś z boku spojrzałby na to i określił, że zachowujemy się głupio i cieszymy się z byle czego. Ale dla nas to przyjemność, ,,słodki” gest męża pacjentki. Każdy lubi być doceniany. A jeszcze te długopisy długo będą nam przypominały miły gest.