Śmierć łóżeczkowa

,,Śmierć niemowlęcia w prywatny żłobku we Wrocławiu” – jak tylko przeczytałam taki tytuł to już przeszedł mnie dreszcz strachu. Boże, co się stało? Kto zawinił? Jak doszło do tej tragedii? Śledziłam nowe informacje w tej sprawie z czysto zawodowego zainteresowania. Kiedy sekcja zwłok dzieciątka nie dała jednoznacznej odpowiedzi, zaczęłam sobie przypominać opowieść pewnej kobietki, która urodziła u nas parę lat temu swoje drugie dziecko. Pierwsze zmarło w wyniku śmierci łóżeczkowej w trakcie pobytu pod opieką teściowej.

Śmierć łóżeczkowa a raczej Zespół Nagłej Śmierci Niemowlęcia ( SIDS) jest najczęstszą przyczyną śmierci dzieci od 1 miesiąca do 1 roku życia. Zazwyczaj badanie sekcyjne nie wykazuje istotnej przyczyny. Śmierć dziecka następuje w trakcie snu. Pomimo wielu starań, badań i różnych teorii prawdziwa przyczyna tragedii nadal nie jest znana. Nie występują żadne charakterystyczne objawy przed śmiercią. Największym ryzykiem wystąpienia SIDS obarczone są : wcześniaki, niemowlęta z zaburzeniami oddechu, z niedowagą, bliźniaki, dzieci matek, które paliły papierosy, rodzeństwo niemowląt , które zmarły na SIDS, dzieci matek nieletnich. Najnowsze wyniki badań łączą śmierć łóżeczkową z pozycją snu niemowlęcia na brzuchu. Potwierdzono znaczący spadek zgonów od momentu zalecenia:pozycji do snu na boku lub na plecach, unikania miękkich materacy i poduszek, przegrzewania podczas snu, zakaz wieszania na poręczach łóżeczka ruchomych płacht materiału. Jeśli u dziecka wystąpiły poważne incydenty bezdechu a utrudniona jest diagnostyka przyczyny, rozważa się monitorowanie dziecka w warunkach domowych. Rodzina powinna być poinstruowana w razie alarmu o sposobach postępowania i podjęcia natychmiastowych działań resuscytacyjnych.

Pacjentka, której pierwsza córeczka zmarła w wieku siedmiu miesięcy, nigdy chyba nie pozbędzie się obawy o życie swojego nowonarodzonego dzieciątka. Pierwsze dziecko urodziło się w dobrym stanie, nie chorowało i nic nie niepokoiło ani matki ani lekarza pediatrę. ,,To był okres zimowy, Sylwester, ja i mąż poszliśmy na zabawę, tak bardzo chciałam wyjść do ludzi, maluch został pod opieką babci, do końca życia będę miała wyrzuty sumienia, że bawiliśmy się, gdy umierało nasze dziecko. Wróciliśmy z zabawy około 5 nad ranem. poszłam zobaczyć do pokoju teściowe, czy mała śpi spokojnie. Weszłam, teściowa spała na wersalce, mała w łóżeczku. Chciałam przykryć dziecko, bo kocyk był w takim nieładzie, a mała leżała jakoś tak dziwnie. Podniosłam rączkę, a ona już nie żyła. Krzyczałam, próbowałam zrobić sztuczne oddychanie, mąż zadzwonił na pogotowie…Powiedzieli, że od kilku godzin nie żyła, uderzyłam teściową, biłam i przeklinałam. Nie wiem, jak przeżyłam to wszystko. Teściowa wylądowała w szpitalu dostała zawału, nie żałowałam jej. Po sekcji lekarz powiedział nam , że to ,,śmierć łóżeczkowa” , nikt nie jest winny. Ale ja nadal myślę, że może gdyby ….Boję się, ale muszę wierzyć, że będzie dobrze…”

Współczułam z całego serca pacjentce, ale też pomyślałam: jakie piekło przeszła babcia dziecka. Przecież przy niej zmarła wnuczka, a ona spała. Jaka to musiała być tragedia dla kobiety, która na pewno kochała dziecko. Z takiego bólu człowiek nigdy się nie otrząśnie.