Drobiazg?

Dziś przekonałam się, że drobiazg może zmienić wszystko. Ale od początku. Przyszłam na nockę i jako druga miałam pełnić dyżur na położnictwie. Nie jest to dla mnie jakiś problem, bo nie raz w swojej pracy zawodowej musiałam uzupełniać braki personelu na innych oddziałach. Wiadomo, że jestem ,,ta druga” i to koleżanka ma ,,przewodnią siłę”. Ale wcale mi to nie przeszkadza. Ma to swoje plusy, przy takiej zmianie bardziej doceniam swoją pracę na fizjologii noworodka i pełną samodzielność.
Wizyta lekarska była nawet interesująca. Nie znam tak dobrze stanu pacjentek, więc to okazja poznać bliżej historię położniczą i postępowanie lecznicze. Zwróciłam uwagę na młodą kobietkę na siódemce, bo wyglądała wręcz dramatycznie. Bladziutka, spocona, wręcz wycieńczona. Ręce skłute i z siniakami. Na pytanie lekarza o samopoczucie cichym głosem powiedziała, że dobrze. Ale sądze, że to tylko grzeczność.

Pacjentka przeszła ciężkie chwile, odklejające się łożysko, dużą utratę krwi, zabieg cięcia cesarskiego. Była to już druga doba po zabiegu, ale wzrokowo miało się wrażenie, że pacjentka jest świeżo po zabiegu. Co prawda wyniki badań nie wskazywały na pogorszenie, a wręcz na pełną stabilizację stanu, ale pacjentka miała problemy z uruchomieniem, uskarżała się na zawroty głowy, nudności, dolegliwości bólowe i duszności przy jakimkolwiek ruchu.

Zgodnie z zaleceniem lekarza, podałam położnicy wlew kroplowy z lekiem przeciwbólowym, próbowałam porozmawiać, ale pacjentka nie była zbyt rozmowna. Wycofałam się z sali, żeby nie przeszkadzać w odpoczynku. Sen to najlepsze lekarstwo.

Podłączam kroplówki, mierzę ciśnienie, podaję leki godzinowe, nocka spokojna i tylko na sali intensywnego nadzoru mamy sporo pracy, bo uruchomione zostają pacjentki po cięciu cesarskim. A mnie ciągle chodzi po głowie tamta pacjentka. Pytam koleżankę co o tym myśli. Ona też ma wątpliwości, ale …

W wolnej chwili idę na salę numer siedem. Chcę sprawdzić czy wszystko w porządku. W sali zaduch, pacjentka leży na wznak, skóra blada i wilgotna. Zaproponowałam, że zmierzę ciśnienie. Nie było niepokojące, tętno też w porządku. Pacjentka była aż lepka od potu, więc prawie przymusiłam ją do wstania do łazienki. Przy okazji chciałam wywietrzyć salę. Pomogłam przy toalecie, zaprowadziłam z powrotem do łóżka, sięgnęłam po butelkę z wodą, chcąc podać pacjentce. Ale odmówiła… I tu włączył mi się ,,alarm”. Dlaczego nie chce pić? Teraz nie odpuściłam i ,,przesłuchałam” kobietkę.

Nie piła, żeby nie wstawać do toalety, bo bała się bólu, chociaż ciągle otrzymywała środki przeciwbólowe. W ciągu dnia wypiła może 0,5 l. Zbyt mało, żeby organizm się nawodnił plus przebyta utrata krwi. Odwodniona, ciągle pod wpływem silnych leków, zestresowana….

Mam nadzieję, że jak przyjdę na dniówkę to wszystko będzie zmierzało ku dobremu. Niby drobiazg, a jakie znaczenie.