Echo ,,łapówki”

Oj, matko kochana, niektórzy widzą mnie na ławie oskarżonych, bo ktoś z własnej woli podarował nam słodycze i długopisy! Ludzie, przecież wartość tego ,,prezentu” nie zainteresuje żadnego prokuratora ( ostatnio sam prokurator – tatuś przyniósł nam ,,łapówkę” a właściwie ,,dowód wdzięczności”  :lol:). Nie wyciągam ręki, nie proszę o prezenty, a ,,do widzenia” pacjentki jest mi potrzebne z prozaicznej przyczyny: muszę wpisać do dokumentacji godzinę opuszczenia oddziału! Jak ukradkiem opuszczają oddział ( przy okazji zabierając NASZE pieluchy , laktatory lub poduszki do karmienia ) to trudno mi określić czas. Myślicie, że nie dbam o moich pacjentów, bo nie dali mi czekolady za 2,50 zł? Wiem, że są ,,czarne owce” w moim zawodzie, jak w każdym innym, ale NIGDY nie uzależniałam staranność w pracy od ,,dowodów wdzięczności”. Wykonuję swoją pracę najlepiej jak potrafię, ciągle podnoszę kwalifikacje, jeżdżę na szkolenia i mam kontakty z firmami,  bo dzięki temu mam materiały i próbki dla pacjentek, ubranka i inne rzeczy na oddział.

Na przykład : dzięki firmie KOSMED mamy moich małych pacjentów otrzymały maść do pielęgnacji brodawek A-pectus ( a swoją drogą niedługo konkurs z nagrodami ufundowanymi przez KOSMED :lol: ) i nie oczekuję za to łapówki, daję z serca i troski.

Moja praca jest czasami bardzo ciężka, ale widzę, że niektórzy chcieliby, żeby była niewdzięczna ;-). No, cóż, przykro mi, ale nie będę wyrzucać do kosza słodyczy ( jeśli dostanę! :twisted:), zjem i niech mi idzie w biodra! A co tam! Mam czyste ręce i sumienie.

Na ostatnim dyżurze miałam ciężka reanimację, walczyłam o życie dziecka i wszystko zakończyło się dobrze. To mój sukces i nagroda. Satysfakcja i poczucie dobrze wykonanej pracy. Nikt nie ma prawa obrzucać mnie błotem.

Po reanimacji, ojciec dziecka spytał mnie, czy często takie nieszczęścia się dzieją. Nie, nie jest to często, ale wystarczy, żeby doceniać każdy poród zdrowego dziecka. Teoretycznie możesz mieć całą ekipę, ale faktycznie cały ciężar akcji ciąży na tobie, ty masz w swoim ręku życie malucha, ty masujesz jego klatkę piersiową i modlisz się o oddech. To tak, jakbyś ciągnęła linę z uwiązanym na końcu dzieckiem, jeśli wyciągniesz przeżyje. Trochę tych dzieci wyciągnęłam, więc nie wypominajcie mi tych czekoladek….