Motylek

Dziecko nie powinno umierać. Nigdy. Powinno rosnąć, żyć, być pociechą i radością dla rodziców. Ale tak nie jest. Śmierć dotyka każdego, jest w szpitalu na każdym oddziale, nawet na bloku porodowym.

Nie myślcie, że można do tego przywyknąć. To nie prawda. Zawsze taki ,,motylek” pozostawia ślad nawet u obcych. Dorota na zawsze zapamiętała Ewę, dziewczynkę urodzoną w dzień wigilijny. Żyła  tylko kilka minut, pomimo akcji reanimacyjnej i staraniu wielu osób, odeszła. Sekcja wykazała rozległą wadę serca i organów wewnętrznych. Zewnętrznie nie miała żadnych wad, nikt nie spodziewał się takiego nieszczęścia, w tym okresie badania USG nie były takie dostępne. Dorota pamięta każde dziecko , które przy niej odeszło. Ja zawsze mówiłam, gdy o ,, motylkach” wspominała, słowa zaklęcie : obym nigdy tego nie przeżyła. Ale losu nie zaczarujesz.  Myślałam, że przy takiej technologii, procedurach i świadomych matkach, nigdy nie będę zawijać ciałka  w pośmiertne pieluszki. Towarzyszysz w zdrowych narodzinach , słyszysz płacz, krzyk noworodka, matki wykrzykują jaki on ( czy ona ) ładny, przystawiają do piersi.Masz poczucie sensownej i dobrej pracy, To życie.

Wczoraj , po raz pierwszy przy mnie, lekarka neonatolog stwierdziła zgon noworodka. Ważyłam i mierzyłam martwe dziecko, zakładałam metryczki, owijałam w pieluszki. Dorota zmówiła modlitwę i ułożyła w wózku, przykryła kocykiem. Jakby dziecko spało, tylko te sine usteczka i blade policzki odcinały się od kolorowego, puchatego kocyka. Spytałam Doroty : i co teraz ?Nic, nic już nie robimy. Zawiozła wózek do sali obserwacyjnej , zasłoniła rolety w różowe kwiatki. Na dworze słońce i wiosna. Wszystko takie dziwne skoro tu stało się takie nieszczęście. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, wydawało mi się, że nie można zostawić dziecka samego. Że to jakieś nieludzkie, paskudne. Do sali weszła oddziałowa i powiedziała : idźcie do swojej roboty, dokumentacja czeka, a na sali kończą już zszywać brzuch, więc idźcie do pacjentki, ja tu zostanę. To nie moje dziecko zmarło, ale byłam jej bardzo wdzięczna. Tyle jadu w ludzkim gadaniu,ale nikt nie wie, że oddziałowa czuwa przy ,, motylkach”, że Dorota  i lekarka płakały ,bo nie można było uratować tego malucha, że salowa wybrała najładniejszy becik z Myszką Miki, a ja zapamiętam to do końca mojego życia.

Dziecko zmarło w wyniku odklejenia się łożyska i rozległego krwotoku. Cięcie cesarskie uratowało życie matki, ale nie ocaliło dziecka. Po wydobyciu noworodek nie dawał oznak życia a podjęta reanimacja nie powróciła funkcji życiowych. Matka zwlekała z wezwaniem karetki, bo była po piwku. To była czwarta z kolei ciąża, paliła papierosy i nie stroniła od alkoholu.