Rodzinka

Nie lubię porodów rodzinnych.Och, nie mówię o porodach ,gdzie osobą towarzyszącą jest mąż, ale o takich gdzie rodzącej chcą towarzyszyć matka, teściowa, siostra a nawet koleżanka-psiapsiółka.Kłócą się na korytarzu,która ma wejść, a mąż stoi z boku i robi głupie miny. Baby ustaliły,że będą po dwie godziny, Dorota sprzeciwiła się temu. Zgodnie ze standardem ma być jedna osoba towarzysząca, a nie tłum. Baby w krzyk, teściowa poleciała do lekarza dyżurnego, a jej krzyki było słychać na całym korytarzu. Za chwile przyszedł dyżurny i z głupim uśmiechem powiedział,że wyraża zgodę na ich obecność , bo nie chce skarg i awantur. No, tak tylko że on będzie siedział w gabinecie a my to dziwowisko będziemy miały na głowie. Próbujemy dyskutować, ale lekarz jest już za drzwiami. Rodzinka z tryumfalnymi uśmiechami mości się na fotelach na korytarzu.Na blok porodowy idzie matka. Zagląda na taśmę kardiotokografu, czyta każdy wydruk. Bardziej zajmuje się co robi personel niż jej własna córka. Obrzydliwość. Mijają minuty , to dopiero początek czynności porodowej, więc nie ma sensacji.Mamusi się nudzi i jakby trochę się uspokoiła. Odbieramy w tym czasie poród i mamy co robić.Zmiana w warcie, teraz koleżanka. Jedno co powtarza to że nigdy by nie chciałaby tak cierpieć. Rodząca cierpliwie znosi fanaberie koleżanki.

Czynność skurczowa się nasila , rozwarcie szyjki też wszystko idzie fizjologicznie , prawidłowo. Koleżanka chce być przy badaniu pochwowym, ale przyszła mama ma jej dosyć. Obrażona koleżanka przed czasem opuszcza blok. No, teraz kolej na teściową. Apogeum złośliwości !Każde nasze wejście  do sali to komentarz o przekrętach,zaniedbaniach i błędach w służbie zdrowia. Trzymam nerwy na wodzy i nie odzywam się, robię swoje. Babę bym udusiła, ale nie wolno…. :twisted: Wiem,że są takie przypadki,ale ja swoja pracę wykonuję dobrze, więc co się mnie czepia. Teściowa dalej jazgocze. Dorota odlicza czas teściowej , jak przed startem rakiety. Było strasznie  ale teraz robi się śmiesznie. Licytujemy się co wymyśli siostra :twisted: .

Wszystko przerywa rodząca, prosi aby teściowa wyszła i nie chce nikogo więcej widzieć. Bóle porodowe i ciągły stres dodał jej odwagi i asertywności. Wściekła teściowa wykrzykuje, że młoda zostanie sama i nikt nie przypilnuje,żeby  ,,one”nie zamieniły dzieci! Już współczuję synowej, ta jędza będzie wtrącała się do wszystkiego w ich małżeństwie. Ale nie doceniłam rodzącej.Zdecydowanie i spokojnie wyprasza teściową, przeprasza nas za zaistniałą sytuację. Młoda poradzi sobie ze wszystkim – opinia Doroty sprawdza się przy porodzie. Urodził się śliczny, silny chłopiec. Przy porodzie były ,,one” i lekarz, zdziwiony spokojem na bloku ( to nie jego zasługa ). Mama szczęśliwa trzymała swoją kluskę w ramionach i komentowały z Dorota jaki on śliczny. Kluska była śliczna :lol: .

Porody rodzinne nie zawsze są takie jak w założeniu. Czasami przyszłe mamy wola na tę chwilę inną rodzinę zastępczą.