Rysio

Rysio żyje, i ma się bardzo dobrze :lol: Rysio to maluch urodzony kilka dni temu. Mama Rysia ma już czworo dzieci, sam drobiazg, ojciec pracuje na tirach. Kobietka wygląda jak nastoletnia dziewczynka, drobna,chudziutka, zmęczona. Pojawiła się w drzwiach izby przyjęć o drugiej godzinie w nocy. Od popołudnia bolał ją brzuch,ale nie miała z kim zostawić dzieci, więc czekała aż mąż wróci z trasy. To dopiero 33 tydzień ciąży, do porodu daleko ale przyszła, bo bardzo martwi się o dziecko.Jak tylko ją zobaczyłam wiedziałam, że dzieje się coś złego.Czasami matki mają takie przeczucia  i szukają pomocy, bo coś je niepokoi i zazwyczaj mają rację,pomimo braku uchwytnych objawów.To opisane w literaturze przypadki gdzie instynkt ostrzega przed zagrożeniem.Tak było w przypadku Rysia, gdyby jego mama wzięła lek przeciwbólowy i została w domu, maluch by nie żył.Tętno płodu było w KTG było jak u staruszka, wolniutkie.Zamiast zwyczajowego puk,puk,puk, jak w rozpędzonej lokomotywie – wolne i nierówne,  stan zagrożenia.Decyzja co do cięcia była tylko hasłem, które formalnie wypowiedział lekarz, ale my już szykowałyśmy pacjentkę do zabiegu.Wkłucie, cewnik, pobranie krwi do badań , dokumentacja,wywiad. To wszystko robi się bez zbędnych słów. Anestezjolog był prawie szczęśliwy gdy usłyszał, że pacjentka nie jadła i nie piła od obiadu, nie pali, nie pije alkoholu i nie ma innych obciążeń.

O sprawności zespołu świadczy jak szybko jest gotowy do zabiegu. My jesteśmy błyskawicą :twisted: . Dorota zajmuje się pacjentką, ja dokumentacją, wzywam lekarzy, organizuję wszystko do zabiegu.W nocy słychać tylko stukot wind, klikanie szyfrowych zamków,żadnych krzyków,nawoływań.Zespoły położniczy i neonatologiczny gotowe czekają na sali cięć na słowa anestezjologa : można ….To początek zabiegu.Po nacięciu powłok brzusznych i mięśni macicy wydobywają dziecko. Sine, drobne, bez oddech .W kąciku noworodka prowadzimy reanimację.Drobne ciałko nie reaguje na pierwsze wdech aparatem Ambu. Dzięki Bogu jest akcja serca – pojedyncze tony.Wszyscy obecni patrzą na naszą walkę , czekają.Po kilku  minutach reanimacji uzyskujemy nieregularny oddech i silniejsze tony serca. Ciałko powolutku nabiera ciepłych kolorów, oddech wspomagany tlenem daje dziecku życie. Słyszymy pierwsze kwilenie i wszyscy oddychają z ulgą. Neonatolog z uśmiechem mówi :,, strasznie malutki ale twardy chłop”.Kamień z serca, teraz dopiero wszystko idzie zgodnie z rutyną . Szybki transport noworodka wcześniaczka na OIOM. Zakończenie zabiegu operacyjnego u matki i transport do sali pooperacyjnej. Na bloku porodowym kończymy czynności obsługi sali cięć. Cisza.

Dorota sprawdza całość i dziękujemy Bogu,że nie było w tedy porodu.Całą uwagę mogłyśmy skupić na tej pacjentce. Analizujemy nasze czynności.  W takich trudnych momentach zawsze coś może umknąć, stres jest przecież ogromny.Musimy uzupełnić dokumentację po zabiegu, posprzątać i  zdezynfekować sprzęt. Wszystko musi być gotowe gdyby znów…..

Dorota warczy na mój pomysł, aby dowiedzieć się o stan malucha :,, nie zawracaj im teraz głowy swoją ciekawością , mają robotę a ty będziesz wydzwaniać” .Trochę mi głupio.Ma rację. Powoli świta nowy dzień.Siadamy przy biurku i rozmawiamy o byle czym. Zagadujemy stres i nerwy. Chociaż tego nie mówimy to każda z nas to przeżywa. O godz 6  Dorota nie wytrzymuje i truchcikiem biegnie na OIOM na przeszpiegi.Wraca z uśmiechem od ucha do ucha :,, wiesz , że nasz Rysio już dobrze oddycha?! Trochę chudy tylko 1700 g ale jest ok” Nasz Rysio :lol:Tych ,,naszych” w dobrym zdrowiu oby było jak najwięcej.