Nocka

Lubię nocki.Jest wtedy spokój i nie ma ,,ósemkowych”. Oddziałowej, sekretarek, tłumów lekarzy, salowych. Czasami pracy jest więcej niż na dniówce, mówią, że kiedy dziecko robione wtedy się rodzi, a zazwyczaj to nocna robota,  :-D. Nie wszystkie dziewczyny lubią nocki, bo ciężko utrzymać głowę szczególnie o czwartej rano. A jak jeszcze jest w nocy reanimacja to człowiek liczy każdą minutę do końca dyżuru. Ale ja jestem sową i lepiej mi przetrwać noc. Nocna zmiana to tylko ja i Dorota , nikt inny nie grzebie po dokumentach, nie zajmuje ci biurka, całą prace masz podzieloną według tego co kto lubi: dokumentacja, sprzątanie, poród, przyjęcie.

Dorotka lubi sprzątać, opowiada wtedy jak pracowało się kiedyś. Może było mniej sprzętu,ale ludzie byli bardziej życzliwsi i mniej roszczeniowi. Ostatnio partner pacjentki miał do nas pretensję i awanturował się, bo to rodzenie tak długo trwa a my nic nie robimy. Do diabła ,poród to nie bułka z masłem, wymaga trochę trudu i cierpliwości , a oni chcą przyjść do szpitala i mieć dziecko. Tak się nie da. To wymaga spokoju i czasu, nerwy i złość tylko wydłużają poród. Kiedyś Dorotę mało nie pobił pijany tatuś,bo płeć urodzonego dziecka mu się nie podobała. Dobrze, że lekarz odciągnął pijaka. Dorota teraz zawsze wzywa lekarza jeśli tatuś jest na gazie, zwyczajnie boi się. Ja też się boję pijaków. Ale najgorzej jak pijana jest rodząca. Wyzywa nas, szarpie się, chce uciekać z oddziału, wyrywa sobie venflon, sika na podłogę, pluje, a gdy trzeba przeć to złazi z łóżka porodowego bo ma dość tej zabawy. Jak tu zapanować nad wariatem? Koszmar.Rodzić po ludzku. Tylko ,że niektóre rodzące to gatunkowe małpy.