Sie wkurzyłam

Lubię spokojne dyżury,  to znaczy takie bez reanimacji, nagłych postępowań czy transportu do kliniki. Lubie takie dyżury, gdzie rodzimy zdrowe dzieci, jest czas na rozmowę z matkami, nic nie jest w biegu i na chybcika. Oj, wtedy jest spokojnie i fajnie, a czasami bardzo serdecznie i wesoło. Dorota mówi,że mamy wtedy głupawkę. Niby uspakaja rozgadane towarzystwo, ale też śmieje się. Robota idzie tak jakoś lekko i bez zmęczenia. Sama radość: nasza i rodzącej. Tak było na ostatniej nocce.

Rodziła młoda dziewczyna, 26 lat,rude włosy, mnóstwo piegów, jasna karnacja. Typowy rudzielec. Bardzo sympatyczna,ale temperament ognisty. Przyszła na izbę sama i pierwsze co to spytała czy jej samochód może stać na parkingu do czasu wypisu. Zaskoczone zapytałyśmy czy z bólami prowadziła samochód  (w badaniu rozwarcie szyjki macicy 6 cm- czynność porodowa w pełnym toku! )?A ona na to:

„No, bo sie wkurzyłam. Ten mój gamoń lata po mieszkaniu, upycha jakieś ręczniki do reklamówki i każe mi czekać, on nie gotowy.Idiota, nie? Ja mam czekać?! Zanim on się spakuje to ja już wychowam dziecko i poślę na studia. To wzięłam kluczyki i poszłam do samochodu a on dalej się tam miota. Oj, siostrzyczko, boli.Bo wie siostra, ja to nie lubię stać i nic nie robić. Przecież do porodu to tylko dokumenty są potrzebnie, prawda? Ciuchy to mi dowiezie autobusem. Boże, żeby tylko nie zapomniał, że ja na porodówce, bo gotów latać po całym szpitalu. No, nie jest głupi, tylko jak coś się dzieje to taki robi się fajtłapa. Uuuuu, ała…… oj teraz to bolało.Wie siostrzyczka, ja to wiele rzeczy mu nie mówię, bo on potrafi takiego zamieszania narobić. Jak braliśmy ślub to w urzędzie był trzy razy, bo ciągle z nerwów  zapominał terminu, aż kobieta miała go dość, nawet mu pisała na kartce, ale i tak wolał spytać.Jego zawód?A on w armii służy , jest oficerem….” Oj, śmiechu było co niemiara z „wojaka”.

Poród przebiegał pięknie, dziewczyna rodziła jak zaczarowana, sumiennie parła, pełna współpraca. Urodziła się śliczna dziewczynka,ale włoski czarne. Po tatusiu. Mama szczęśliwa  tuliła kruszynę do siebie, tylko nam tatusia brakowało….Przez tyle godzin nie dojechał. Mama próbowała zadzwonić ale nie odbierał. Po dwóch godzinach pacjentka powinna być przekazana na oddział położniczy,więc szykujemy się do transportu.  Powoli wyjeżdżamy wózkiem leżącym na korytarz, a pod drzwiami zguba: tatuś ! Chłop z dwa metry wzrostu, klata jak dzwon, oj a jaki przystojny.Musi się pięknie prezentować w mundurze. Czekał pod drzwiami, bo słyszał krzyki i nie chciał przeszkadzać, :-P Ślicznie  przywitał się z żoną, szarmancko zaczął nam pomagać przy wózku, w pokoju pomógł przenieść żonę na łóżko, szybko rozpakował rzeczy , porządnie ułożył w szafce. Jak Dorota przywiozła wózeczek z dzieckiem, z łzami w oczach wziął malutką na ręce. Pomyślałam, że pacjentka to trochę zmyślała, facet to ideał, zorganizowany, chętny do pomocy i w ogóle. Wychodziłyśmy z pokoju, kiedy usłyszałyśmy:

” Jaka ona śliczna ta nasza perełka, a wiesz żoneczko, że nam samochód ukradli?Ale nic się nie martw, wszystko załatwię z ubezpieczeniem…..”Nie słuchałyśmy dalej, dobrze że ma taką żoneczkę.