Urodzaj na dziewczynki

Własny mąż przyprawiłby mnie o zawał. Wracam z dniówki, zmęczona, żądna spokoju i ciepłej herbatki, a tu, ledwie zadzwoniłam do drzwi mieszkania, jazda na całego. ,,Gdzieś ty była tak długo ! ( na wczasach :evil:)Chodź, zobacz co się stało!” I ciągnie mnie za rękę, zdążyłam tylko torbę rzucić na szafkę. Myślałam, że pralka wywaliła (,,nie zostawiaj włączonej, bo kiedyś zalejemy sąsiadów – kiedyś ;-)). ,,Zobacz, ile masz wejść na swojego bloga!No, zobacz….”  - to ja myślałam, że Bóg wie, co złego zrobiłam, a to chodzi o moja pisaninę! Po co tyle krzyku! Patrzę w otwartą stronę i szok ! ,,Eeee, co ty, musiał się ten licznik zepsuć, ty lepiej zadzwoń do tego koleżki grafika- informatyka , niech naprawi….” próbuję uspokoić męża, który ciągle dreptał przy mnie z emocji. ,,Co naprawi, co naprawi….ja raniuśko jak to zobaczyłem, to zaraz przebrałem się w piżamę!” ,,A co piżama ma do tego!?”- nie mogę zrozumieć toku myślenia małżonka. ,,Jak to co? a jakbym dostał zawału to pogotowie wiozłoby mnie w piżamie w hipopotamy!” No, tak …tu ma rację, ale by mieli ubaw.  :lol:

Wczorajszy wieczór to istne fajerwerki, dziękuję wszystkim za miłe słowa. Cieszę się przeogromnie, że zainteresowała Was moja praca, moja pasja. A męża możecie nadal straszyć wejściami, ma serce zdrowe jak koń! :lol:

W pracy, wczoraj mieliśmy urodzaj na dziewczynki.Jedna urodziła się przez cesarkę , taki mały drobiazg – 2400 g, ale imię wielkie -Elżbietka. Druga to trzecia z kolei córeczka w tej rodzinie, tata zadowolony, bo nie musi zmieniać tapety w księżniczki w pokoju dziecinnym. A jak idzie ulicą z córkami, to każda babka chwali urodę maluchów, a wiadomo, że coś z pochwał zawsze skapnie na tatusia. Trzecia to córeczka, której tatuś to wielki tchórz, zostawił partnerkę, gdy zaszła w ciąże. Na tle dwóch szczęśliwych rodzin, ta młoda, samotna dziewczyna czuła się okropnie. Dorota o takich facetach mówi : życiowe gamonie. Wysłuchała, pocieszyła i przytuliła, ale to wszystko co można zrobić. Takie to dziwne życie. Różnie się plecie.

Poród samotnej matki przebiegał z małymi problemami. Zbyt dużo stresów w ciąży, zmartwień i niepewności, a tu jeszcze nie oddzieliło się całe łożysko,  pozostały resztki i konieczna była kontrola jamy macicy. To prosty i krótki zabieg. Po wszystkim, gdy trzymała swoją córeczkę w ramionach, cały czas płakała. Dorota nie wytrzymała i kazała jej dzwonić do matki, już teraz, natychmiast. Mówię jej, żeby dała spokój, nie możemy mieszać się do życia i spraw osobistych pacjentek, nie wolno . A Dorcia :,, Matka to matka, zawsze będzie za swoim dzieckiem,  a teraz jej miejsce jest tutaj, trudno, najwyżej mnie szef opierdzieli !” Byłam zła na Dorotę, wiem że jest starsza i ma duże doświadczenie, ale to nie profesjonalne. Po około 40 minutach – dzwonek do drzwi bloku porodowego. A w drzwiach kobieta i  mężczyzna w średnim wieku oraz nastolatka, ciekawie zaglądająca na blok. To przyjechała rodzina smutnej dziewczyny, zaraz otoczyli ją  taką spłakaną w łóżku, zaczęli pocieszać ,,będzie dobrze” , rożek z dzieckiem trafił do rąk dziadka – uśmiechniętego !, matka pomogła przebrać pacjentce koszulę …..Jedna rozmowa zmieniła świat dziecka i matki. Wymuszona przez ,, starą ” położną, która z życiowego doświadczenia wiedziała co robić, żeby pomóc. Oj, Dorcia jeszcze się muszę dużo nauczyć. Z przeprosinami zrobiłam jej kawę , a niech ma! :-P