Posucha na bloku

Przez ostatnie dwie zmiany nie ma porodów. To straszne. Jakby rodzące omijały nasz szpital. Aż się nie chce wierzyć, że żadna kobieta w okolicy nie rodziła przez ten okres. Ale szef mówi, że jest mało kobiet w ciąży, że nie tylko my mamy taki niski stan, że to normalne. Nie wiem dla kogo taka cisza jest normalna. U nas przy przyjęciu dyżuru, pierwsze pytanie to czy był poród lub czy mamy pacjentki. Teoretycznie powinnam się cieszyć luzem, ale tak naprawdę to ta upiorna cisza na bloku niepokoi i straszy. Dorota szuka sobie zajęcia sprzątając wszystko jeszcze raz, co już dawno było wysprzątane. Ja dezynfekuję i sprawdzam sprzęt reanimacyjny, ładuję akumulatory, sprawdzam stan narzędzi. Dorcia nawet okna chciała myć, ale oddziałowa powiedziała,że jej na mózg chyba padło, że ona nie myśli iść do więzienia za starą babę, która chce udawać alpinistkę. I tu miała rację. Część okien się nie otwiera i trzeba dobrze się wychylić aby umyć szyby, a do ziemi daleko…

Dobrze, że o siedemnastej przyszła młodziutka rodząca, wystraszona i przejęta, czy aby nie za szybko zgłosiła się do szpitala do porodu. Bo położna środowiskowa powiedziała jej, że dopiero jak będzie miała regularne bóle, ale ona wolała teraz, bo mąż idzie na nockę i zostanie sama. Dorota mało nie posikała się ze szczęścia. Zła passa przełamana! Na pytanie czy ktoś z rodziny dojedzie do porodu, dziewczyna odpowiedziała, że będzie sama. Dorota popatrzyła na nią i powiedziała: ,,Dziecko, nie będziesz sama, będziemy my a potem koleżanki z nocnej zmiany, tutaj zawsze będzie przy tobie położna, nie bój się!” I miała rację. W przepełnionych, wielkich oddziałach szpitali pacjentki są anonimowe i czują się zagubione, w małych oddziałach każda pacjentka to pani Zosia, a nie Kowalska. Małe obłożenie to większy czas dla pacjentki, prawdziwe indywidualne podejście do rodzącej, spokój i dobre emocje. Zachowane są wszelkie standardy i procedury bez pośpiechu i poganiania. Jest czas na zwykłą, ludzką rozmowę.

Dyżur kończyłyśmy ze stanem: jedna pacjentka na przedporodowej, pierwszy okres porodu. Koleżanka z nocnej zmiany czyta dokumentację pacjentki i mówi do nas: ,,No, nareszcie, bo zwariować można było przez posuchę …” Dorcia zostawia swoją pacjentkę, więc jak zawsze ,,matkuje”. ,,To taka spokojna i miła dziewczyna, trochę wystraszona”. Koleżanka z nocnej zmiany czuje w słowach Dorci protekcję i strzela focha. ,,Nie zjemy jej przecież!” Idziemy do pacjentki, Dorota przekazuje ją pod opiekę nocnej zmiany. Jak wychodzimy z sali słyszę słowa ,,nocnej” położnej do pacjentki:,, Niech się pani nie boi, razem poradzimy sobie, przyjmę dyżur i przyjdę do pani, to wszystko powiem  i wyjaśnię.”

Wiem, że będzie dobrze.Czasami marudzimy, narzekamy, ale lubimy swoją pracę i swoje pacjentki. Koleżanka z nocnej zmiany zaopiekuje się rodzącą serdecznie, a nie tylko z obowiązku. Bo strzelać focha i marudzić każdy może, ale  w zaciszu dyżurki ;-)