Dzieciobójczyni

Co stało się z kobietami, że potrafią zabić własne dziecko? Dlaczego zatarła się granica człowieczeństwa, a zaczęło się zezwierzęcenie? Jedna zabijała i wrzucała do plastikowej beczki, druga wyrzucała na strych własnego domu, trzecia w reklamówce wynosiła żywe do lasu. Dzieci, które są błogosławieństwem, one zabijały i traktowały, jak śmieci. Dlaczego? Chyba nigdy nie zrozumiem. A może nie chcę nawet słyszeć tłumaczeń. Bo dla mnie to potwory w ludzkiej skórze. Głupie, bezmyślne bestie.

Z dawnych lat w naszej okolicy był tylko jeden przypadek dzieciobójczyni. Byłam młodym pracownikiem, dyżurowałam na ginekologii w zespole z bardzo doświadczoną życiowo i zawodowo położną. Na nocnej zmianie, trafiła do nas pacjentka, młoda, bardzo młoda dziewczyna – miała siedemnaście lat. Przywiozła ją matka, z dużym krwawieniem z pochwy. Według matki, córka dźwignęła wiadro z węglem i dostała krwotoku, ,,bo wiadro było za ciężkie i coś sobie naderwała”. Dziewczyna stała milcząca, z głową spuszczoną i jakaś taka nieobecna. Matka była zdenerwowana i przerażona, ona zachowywała się, jakby ta cała sytuacja nie dotyczyła jej osoby. Ginekolog dyżurny poprosił, żeby przygotowała się do badania i weszła na fotel ginekologiczny, a ona nadal stała i patrzyła w podłogę. Położna, pani Lucynka, podeszła do niej i pomogła jej rozebrać się i położyć na fotelu. Cały czas mówiła do niej i ją uspakajała, dziewczyna nie odezwała się ani słowem. W kroczu miała włożony złożony ręcznik, przesiąknięty krwią. Matka zaczęła płakać. Lucynka usunęła ręcznik i zobaczyłam ziejącą pochwę, pęknięte krocze na około 4 cm, silne krwawienie i strzępy tkanek. Pierwsza moja myśl: ,,Boże,  ktoś ją zgwałcił!” Z przerażeniem patrzę na Lucynkę, a ona mówi do dziewczyny: ,,Chryste, dziewczyno, gdzie jest dziecko? Coś ty z nim zrobiła?” Lucynka wiedziała, że to był poród, lekarz spojrzał na krocze, zbadał pacjentkę i cichym głosem kazał mi wezwać milicję. Matka dziewczyna była w szoku, ciągle coś powtarzała, krzyczała, że to nie możliwe, jakie dziecko? Bełkotała i szarpała mnie za rękaw. Nie wiedziałam co mam robić, nigdy nie byłam w takiej sytuacji, nie byłam przygotowana na to. Lucynka, widząc moje przerażenie, kazała mi trzymać wzierniki, a sama zatelefonowała na centralę, żeby wezwać milicję. Pacjentka patrzyła w sufit, nie odezwała się ani słowem, jej nie było. Matka buczała na krześle. Została wyłyżeczkowana jama macicy, lekarz pobrał próbki do badań, zszył krocze. Kilka razy próbował z pacjentką rozmawiać, pytał matkę dziewczyny o płód, ale ona ciągle wrzeszczała, że nie ma żadnego dziecka, że to wiadro , krwotok, że ona nie była w ciąży. Lucynka prosiła dziewczynę, żeby powiedziała co stało się z dzieckiem, może żyje i trzeba ratować, gdzie jest? Ale lekarz kręcił głowa, wiedziałam, że nie wierzy, aby dziecko żyło. Byłam przerażona i zdruzgotana, nie wiedziałam, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. Kiedy ja myłam pacjentkę, lekarz w swoim gabinecie rozmawiał z milicjantem, potem zabrali matkę dziewczyny i pojechali. My przewiozłyśmy pacjentkę do izolatki, wykonywała nasze polecenia, ale nawet nie jęczała, ciągle milczała, nie patrzyła na nas.

Rano, na raporcie dowiedziałyśmy się, że dziecko nie żyje, milicja pół nocy szukała ciała w okolicach mieszkania, znaleźli w kominie na strychu kamienicy. Lucynka słuchała i płakała, ja byłam zła i pełna nienawiści, złorzeczyłam rodzinie, bo nie wierzyłam, że mogli nie wiedzieć o ciąży córki. Wszyscy byli poruszeni śmiercią maleństwa.

Sąd uznał, że dziewczyna nie może odpowiadać za swój czyn, biegli stwierdzili, że działała w szoku poporodowym, pod presją, w strachu. Leczyła się psychiatrycznie, nigdy nie założyła rodziny, żaden mężczyzna w miasteczku nie był zainteresowany randką, a ona nadal mieszka tam, gdzie każdy wie co się stało, chociaż mogła to nie wyjechała. Matka zmarła na raka parę lat po tragedii, dalsza rodzina odcięła się od dzieciobójczyni. O grób dziecka dbają obcy ludzie.

KOBIETA MOŻE POZOSTAWIĆ NARODZONE DZIECKO W SZPITALU I ZRZEC SIĘ PRAW, JEŚLI NIE CZUJE SIĘ NA SIŁACH ABY JE WYCHOWYWAĆ. NIKT NIE BĘDZIE UTRUDNIAŁ JEJ TEJ DECYZJI, ANI POTĘPIAŁ. MATKA NIE PONOSI KONSEKWENCJI PRAWNYCH ANI FINANSOWYCH. DZIECKO ŻYJE …..