Upał i nerwy

Okres urlopowy jest męczący dla pracujących. Zawsze brakuje kogoś, na oddziale, w laboratorium, ktoś kogoś zastępuje, ale jednocześnie wypełnia swoje obowiązki, czyli podwójna robota. A jak jeszcze jest upał to ledwo można wytrzymać w murach szpitala. Środki dezynfekcyjne parują na potęgę, nawet z pojemników przy umywalce, jest duszno i wszyscy chodzą rozkojarzeni. Dobrze jak się ma nockę, ale przeżyć dniówkę to już wysiłek. Bo zaczynasz dyżur i cały czas pracujesz, nie można powiedzieć:stop, jest za gorąco, muszę odpocząć, napić się i pozbierać myśli. Nie mówię o zwykłym upale, ale takim jak jest teraz, 30 stopni ciepła w pomieszczeniu, nie ma siatek w oknie, więc nie można otworzyć i przewietrzyć, klimatyzacja to marzenie. A ty siedzisz w takim gabinecie i pot spływa ci po pupie. Najgorsze to cięcia cesarskie, czapka, maska,  dwa fartuchy, jednym słowem sauna za darmo. Spocona jak prosiak, marzysz o prysznicu i czystym fartuchu. A tu jeszcze trzeba wytrzymać do wydobycia dziecka, zabezpieczyć malucha, przewieźć wybudzoną pacjentkę i jeszcze posprzątać, uzupełnić sprzęt i dokumentację. Kiedy ogarniesz wszystko i w biegu wypijesz szklankę wody, znajdzie się coś nowego do roboty, przyjęcie, nowa pacjentka, poród. Ktoś powie, że każdy pracuje w takim upale i żyje, więc co ja marudzę. A marudzę, bo mam doła i już. Jest gorąco, wszystko śmierdzi, każdy chce wszystko na wczoraj, salowa na urlopie – nowa nie ma pojęcia o pracy na bloku, więc jej praca idzie jak po grudzie. Jednym słowem: mam swoje obowiązki i salowej. Do tego ciągle coś się zawiesza w komputerze, nie mogę wpisać danych, ani przesłać na oddział. Zalegam już z danymi dwóch pacjentek.

Wściekła dzwonię do naszego informatyka, niech coś robi z tym bałaganem. Po 20 minutach przychodzi młoda dziewczyna, na nogach szpileczki, sukienka w kwiatki z dekoltem, włosy modnie ufarbowane, laleczka. Mówię jej co  nam sprawia problem, a ona nosem kręci i twierdzi, że musiałyśmy coś źle zrobić. Obsługuję ten program już parę lat, więc wiem co robię. Wycofałam się do sali porodowej, niech młoda walczy. Siedzimy z Dorcią przy rodzącej, na śmierć zapomniałam o młodej. Poród fizjologiczny przebiega z krzykiem, ale takie prawo. Zajmuję się dzieckiem, Dorcia kończy poród łożyska, wszystko poszło sprawnie. Maluch jest u mamy, a ja mogę zająć się dokumentacją. I doznaję szoku…Przy biurku siedzi nasza panienka, zgrzana, włoski przyklejone do czoła, czerwona na buzi, a kreska na oku rozpływa się powoli. Zła i zdenerwowana prawie krzyczy do mnie, że tu nie ma warunków do pracy, wrzaski, śmierdzi gównem, krwią, nie ma klimatyzacji, ona nie może skupić się na pracy, która wymaga spokojnego umysłu. Mało ją nie kopnęłam w dupę. Damulka się znalazła! Co ona sobie myślała, że gdzie jest ? W spa czy perfumerii? W  ufarbowanej głowie się poprzewracało!

Miałam jej głupiego gadania po dziurki w nosie. Ale Dorcia była szybsza. Podeszła do biurka i wyłączyła monitor. ,,Nie radzi sobie pani ani z praca, ani z emocjami, proszę wracać do informatyka i powiedzieć, że czekamy na niego”. Młoda zrywa się z krzesła i już jej nie ma. Zaskoczona spokojem i taktem Doroty, gapię się na nią z podziwem. ,,Dorcia, ty to masz nerwy ze stali, nawet w taki upał !”. Dorota śmieje się:,,Niech młoda wie, że żaden upał i zapaszek nie przeszkadza myśleć!” Oj, święta racja, pokornieję. Ta moja Dorcia to mądra kobieta!