Figlarny dialog

Miałam piękną dniówkę. Dwa porody. Urodziły się zdrowe dzieci, bez powikłań, bez kłopotów. Rodzice zadowoleni, szczęśliwi. Czego chcieć więcej? Miodzio. I przestał padać deszcz! I dzieci się rodzą! I wszyscy mają lepsze humory!

Ostatnie dwie godziny dyżuru to prawie cały czas się śmiałam. Przez Dorotę. Ale opowiem od początku. Ostatnią pacjentkę przekazałyśmy na położnictwo o godzinie 17-tej. Dorota zaparzyła herbatę, ja kończyłam raport, uzupełniałam dokumentację. Fajny, spokojny czas. Lekarzem dyżurnym był ginekolog, który nigdy nie lubi samotnie pić kawy, zawsze przychodzi do nas ze swoim półlitrowym kubkiem (zawsze przynosi kawę najlepszej marki dla wszystkich i zostawia na wspólnej półce!) i opowiada nam ciekawostki medyczne, ,,świńskie” kawały i nowinki polityczne. Wszystkie go lubimy, bo to złoty człowiek. Jak tylko wróciłyśmy z położnictwa przydreptał do nas ze swoim słynnym kubkiem. Spróbuję odtworzyć Wam dialog Dorci i lekarza:

- Dorota, wylejże kobieto ten niegodny płyn  i zaparz porządnej kawy. Herbata to ani sił ani wigoru nie dodaje.

- Doktor, że też ci serce nie stanie od tej kofeiny! Kto to widział tyle żłopać kawy!

- Oj, gadanie, kawa nie szkodzi jak pije się w dobrym towarzystwie, człowiek się relaksuje i nabiera chęci do działania….Widzisz, Doroto puchu marny, przyjdziesz do domu i będziesz miała siły na miłosne uniesienia z mężem!

- Jak przyjdę do domu to mój mąż, jak zwykle, będzie oglądał wiadomości, a jak zobaczy ministra finansów to już do nocy będzie gdakał na niego…..

- Oj, to trzeba odseparować chłopa od telewizora i zaciągnąć do sypialni, Doroto, wykaż się inicjatywą! Nie można postępować rutynowo, bo to zabija każdy związek!

- Doktor, jakby rutyna zabijała to mój stary dawno by już nie żył, a tak ma się dobrze….

- No, tak nie może być! Trzeba poruszyć jego struny namiętności…wprowadzić ogień i wigor

- Tak, tak …Żeby mu ta struna nie trzasnęła! A ja nie strażak, ognia nie lubię , no może sikawki ;-)

- Doroto, kobieto serdeczna, ty wiesz,że się nie mieszam do życia osobistego, ale z twoim małżonkiem muszę porozmawiać..

- Mowy nie ma, on do tej pory nie może ogarnąć co to punkt G, a teraz jeszcze strun biedak ma szukać….Już on raz z doktorem rozmawiał i wyszło na to, że cały czas, to on wszystko źle robił, mało w depresję nie wpadł, do niczego ta rewolucja seksualna….Chłop to proste stworzenie…

- Oj, Dorotko, a wiesz, że moja Jola też tak mówi….

- No, właśnie, i tego się trzymajmy, ale kawa pyszna….