Otrzaskana łożyskiem

Nocny dyżur, późna godzina, spokój i cisza. Miałyśmy poród, ale na początku dyżuru, po wywiezieniu pacjentki na oddział i ogarnięciu bloku złapałyśmy chwilę luzu. Dorcia wyciągnęła zapasy żywnościowe: sok pomidorowy, jakieś świeże zioła, chrupki ryżowe i inne wiktuały. Ona ma teraz manię zdrowego odżywiania – mierzyła strój kąpielowy  :twisted:. Przerabiamy to zawsze jak szykuje się urlop Dorci i wyjazd nad morze. Jej mąż, człowiek świętej wprost cierpliwości, stołuje się w tym czasie u teściowej, która przygarnia głodnego. Dorcia po walce wciska się w strój i mogą jechać na urlop.

Zgodnie ze zwyczajem, w okresie przedurlopowym nasze posiłki w pracy to mieszanina lekka i ulotna – jesz i dalej jesteś diabelnie głodna. Ale przystaję na taką dietę z kilku powodów: sama potem mieszczę się w strój kąpielowy :lol: , dotrzymuję towarzystwa koleżance, Dorcia zaskoczy mnie zawsze czymś nowym! Dziś moja koleżanka serwuje soki warzywne, dorzuca jakieś świeże zioła (bazylia, mięta), coś tam miesza i mamy cały dzbanek purpurowego soczku. Siedzę przy ławie i patrzę na krzątaninę Dorci, jest cieplutko, otwarte okno za moimi plecami, rześki powiew wieczoru, nic tylko rozkoszować się miłymi chwilami. Wystarczył tylko moment, wejście lekarza i nagły przeciąg i chlup….Cały soczek z przewróconego dzbanka (nienawidzę powiewających firanek) ląduje na mnie, a właściwie na moich kolanach. Tonę w soku pomidorowym. Dorcia stoi jak żona Lota, lekarz patrzy na mnie z uśmiechem:,, wygląda pani jak otrzaskana łożyskiem”. Udusiłabym gadzinę, ale ważniejsze w tej chwili  jest ogarnięcie bałaganu. Dorota ratuj! Dostaję ręcznik i próbuję w miarę możliwości bezśladowo przejść do łazienki. Zrzucam ubranie na podłogę i myje się z okładu soku i ziółek. Ale nie mam co na siebie włożyć, wrzeszczę więc przez drzwi: dajcie jakieś ciuchy, komentarz o nagich pracownicach i ich wkładzie w rozrodczość narodu nie robi na mnie wrażenia. Siedzę w łazience w bieliźnie ze śladami soku, i jestem tak spanikowana jak cholera. Pomyślałam: dobrze, że nie ma pacjentek…Jakbym wykrakała, natarczywy dzwonek wzywa na izbę. Słyszę jak Dorcia tupie z doktorem, zostawiając mnie w osamotnieniu. Jasny gwint!Już panikuję na całego. Po chwili Dorota puka do drzwi: ,,masz ciuchy operacyjne , pośpiesz się, będzie rodził się wcześniak, jest 9 cm rozwarcia…” Łapię ciuchy i ubieram się w pośpiechu, wiążę za duże spodnie, bluza ma dekolt do pępka, dostałam męski komplet. Na sali porodowej spinam dekolt narzędziem, w pośpiechu szykuję inkubator, nie myślę już o ubraniu, skupiam się na pracy.

Poród przebiega bardzo szybko, kilka bóli i mam już malucha, drobiazg. Zdrowy, ale  wymaga obserwacji i inkubatora, dzwonię więc po ,,noworodki”. Przekazanie, transport na oddział. Po drodze koleżanka ostentacyjnie pociąga nosem:,,co ty tak dziwnie pachniesz kobieto? Wiesz, nie chciałam ci nic mówić, ale masz cały biustonosz w krwi, jakby cię ktoś otrzaskał łożyskiem, hihihihi…” O narodzie, dekolt puścił i całą bieliznę widać. ,,A wy, ,,noworodki” to myślicie,że my z nudów rzucamy się łożyskiem? Sok mi się wylał na mundurek, pomidorowy z bazylią…”. ,,Aaaa, to pewnie Dorcia niedługo jedzie na urlop….” Śmiejemy się jak wariatki. Sława jej soku pomidorowego z bazylią sięga daleko.