Jak to jest ze stażystkami

Dziękuję za komentarze. Jesteście wspaniali i czuje się ,,wywołana” do odpowiedzi. Chcę Wam pokazać pracę z młodymi położnymi i stażystkami szczerze i prawdziwie z mojego punktu widzenia. Więc zaczynamy:

Stażystki, w większości przypadków w naszym szpitalu, są przyjmowane na staż za pośrednictwem Urzędu Pracy. Na porannym raporcie dowiaduję się, że od dziś przez np trzy miesiące mam pod swoją opieką Młodą. Nie ważne, że nikt nie pyta mnie o zdanie, że oprócz swojej pracy, teraz muszę poświęcić czas Młodej, że wiem dobrze ile nerwów i stresu przejdę, zanim praca pójdzie sprawnie. Młoda kolejny raz ląduje w naszej zmianie. Na odchodnym oddziałowa życzy nam powodzenia.

Przedstawiam się dziewczynie i proponuje aby zapoznała się z oddziałem. Pokazuję, gdzie co leży i jaka jest organizacja bloku. Tłumaczę jak przebiega zazwyczaj dyżur i co robimy na dniówce. Młoda kiwa głową. Mamy pacjentkę do porodu, więc w pierwszym dniu wciągnie się do roboty. W praktyce najwięcej można się nauczyć. Proszę, żeby założyła wkłucie pacjentce, pytam czy potrafi, czy potrzebuje pomocy. Odpowiada, że ,,tak, potrafi” i robiła to na studiach. Ok, wychodzę więc z sali, bo wiem, że patrzenie na ręce stresuje. Robię swoja pracę, ale coś to długo trwa. Przerywam swoja robotę i lecę do Młodej. Pytam: jak idzie? Odpowiada mi zniecierpliwiona pacjentka:,,czy może mi ktoś inny ukłuć?”Rzeczywiście, nie jest dobrze. Ręka posiniaczona, uspakajam kobietę i patrzę co robi Młoda. Kilkakrotnie manipuluje wenflonem, błąd karygodny (możliwość uszkodzenia sprzętu i powstania zatoru). Proszę, aby usunęła wkłucie, robi to z wyraźnym nerwem. Wenflon powyginany, jakby przebiegło po nim stado słoni. Zakładam dostęp naczyniowy i opatrunek. Wychodzimy z sali. Proszę o rozmowę w gabinecie zabiegowym. Pokazuję, jak przygotować się do tej czynności i przypominam zasady, za każdym razem słyszę ,,wiem”. Rozumiem, że jest zdenerwowana niepowodzeniem, ale staram się,aby to była życzliwa rozmowa. Młoda powoli uspokaja się. Okazuje się, że zakładała dostęp tylko kilka razy. Brak doświadczenia i stres spowodował niepowodzenie. Tłumaczę, że teraz ma mi mówić szczerze, bo nerwy w naszej pracy są zbędne. Dobra, to mamy przerobione. Na korytarzu otrzymuję reprymendę od lekarza, nie przygotowałam dokumentacji, nie pomaga tłumaczenie. Dostaję swoje. Robię szybko papiery, za chwile będzie cięcie, Dorota zwija się jak w ukropie. Goni nas czas. Stażystka poszła do pacjentki, aby pomóc jej przebrać się w szpitalną bieliznę. Po chwili wraca i pyta, gdzie znajdzie koszule. Cholera, rano jej pokazywałam, ale dobra, mogła zapomnieć, więc biegiem do szafy, koszula i pacjentka przebrana. Bum, teraz anestezjolog niezadowolony, bo kobieta powinna być już na sali. Biegam jak na maratonie. Młoda stoi z boku i rozmawia z pacjentką. Wołam ją do sali operacyjnej, będzie przy mnie w czasie zabiegu. Ubieramy się i stajemy do cięcie. Po urodzeniu malucha, pytam, czy chce przyciąć pępowinę przy klemie. Młoda kręci głową, ale naciskam. Przycina pępowinę. Po zabiegu pytam, dlaczego nie chciała tego zrobić. Usłyszałam, ze nie chce pracować przy noworodkach. To po co wybrała ten zawód?Przecież my opiekujemy się matką i dzieckiem. No, tak ale nasza Młoda chce pracować na ginekologii, a tam noworodków nie ma. No, fakt, logiczne.

Do godziny 14.35 pracuję z Młodą. Pokazuję, pomagam, tłumaczę. Dziewczyna powoli wciąga się w pracę. ,,Ubawiła” mnie, gdy oburzyła się, że musi zdezynfekować stanowisko noworodkowe, bo to należy do salowej. W teorii ma rację, ale co będzie jeśli będzie następne dziecko i nie zechce poczekać?Położy je na brudny materacyk?Salowa możne być zajęta np sprzątaniem sali operacyjnej. Musimy umieć wszystko co przydatne. Nie jesteśmy tylko do wyższych celów. Personel tworzy zespół.

Po miesiącu pracy na bloku, Młoda stwierdziła, że za takie pieniądze to ona nie chce pracować w takim stresie (nagłe cięcia, reanimacje noworodka), oddziałowa przeniosła ją na ginekologię. Dorota na moje skargi i narzekania, że zmarnowałam czas ucząc Młoda powiedziała:,,Coś tam w głowie jej zostało, ty byś chciała,żeby każda kochała noworodki, a tak się nie da. Za dużo wymagasz…jest młoda, może kiedyś zmieni zdanie…”. Kochani, to prawda, że nie miałam szczęścia do stażystek, może za dużo wymagam, ale nie ma taryfy ulgowej. Kiedyś zastąpi mnie młoda położna, chcę, żeby była lepsza ode mnie. Moim noworodkom się to należy.