Święta cierpliwość

Czasami obserwuję dziewczyny na położnictwie i podziwiam je. Wiecie za co? Za świętą cierpliwość do niektórych kobiet. Jak widzę, jak się zachowują i co robią niektóre mamy, to mam ochotę powiedzieć prosto w twarz: kobieto, ogarnij się. Oj, zaraz będzie komentarz, że jestem wredna, bo nie rozumiem i tak dalej. Czekajcie, opiszę kilka sytuacji, a Wy obiektywnie oceńcie to.

Pierwsza. Sala dwuosobowa, przywozimy druga matkę i nie możemy wjechać do pomieszczenia. Tłum osób odwiedzających, wszędzie torby, kurtki, na łóżku nowej pacjentki siedzą dwie kobiety, jedna prawie leży. Nikt nie przesunie się, aby można było wjechać wózkiem. Koleżanka wchodzi do sali i próbuje zrobić porządek. Ludziska, mrucząc coś pod nosem, z oporem robią przejście, położna prosi o opuszczenie sali, ale nikt nie wychodzi. Nagle ogłuchli. Stoję przy wózku i szlag mnie trafia, dziewczyna z położnictwa ponawia prośbę.  Z ociąganiem wychodzą mężczyźni, kobiety ustawiają się przy pierwszej położnicy, gotowe do oglądania. Nawet nie myślą opuścić salę i nowe wydarzenie. Położna stanowczo nakazuje wyjście. Wychodzą i nagle komentarz:,, ale wredna”. Lokujemy nową położnicę na łóżku, a tymczasem wymieniana jest wymiętolona poszwa. Pierwsza położnica ostentacyjnie odwraca się plecami do ekipy. Wychodzimy z sali, a ja na końcu języka mam ,,kazanie”. Koleżanka z położnictwa uśmiecha się i mówi ,,nie warto”.

Druga. Przyniosłam dokumenty po porodzie na położnictwo. Rozmawiamy o sprawach zawodowych : o noworodku, matce, karmieniu. Co prawda, w dokumentacji piszemy przebieg porodu , ale warto, w kilku słowach, przekazać koleżance garść informacji.Może to pomóc w późniejszej opiece. Do dyżurki wchodzi zadbana i elegancka pani. Nie ma: przepraszam czy dzień dobry, od razu polecenie: ,,moja córka potrzebuje pomocy”. Koleżanka spokojnie mówi,że za chwilę przyjdzie. Pani wychodzi zaznaczając: ,,to my czekamy”. Połozna prosi, żebym poczekała, jeśli mogę. Dobra jest, blok pusty, więc nie ma sprawy. Po chwili wraca od położnicy. ,,Wiesz, po co byłam potrzebna? Żeby podnieść dziecko z wózeczka i podać matce, taka skomplikowana czynność, że ręce opadają”.

Trzecia.  Przywiozłam pacjentkę po porodzie. Na sali położna pomaga przystawić noworodka do piersi położnicy na sąsiednim łóżku. Kobieta leży na bok, nie patrzy nawet co robi położna. A ta pobudza brodawkę sutkową i przystawia dziecko. ,,Proszę przytrzymać pierś, czuje pani jak maluszek ssie mocno?”. Kobieta krzywi się ,, no, nie wiem, myśli pani, że ssie?”. patrzę na pierś położnicy, której noworodek mało nie połknie, tak mocno ciągnie. I co tu myśleć?

Czwarta. Koleżanka opowiada o laktacji, że pokarm pojawi się, jeśli dziecko będzie ssało, że te pierwsze dni są trudne, dziecko ciągle ssie, płacze, ale ważna jest konsekwencja i chęć karmienia, że trzeba dużo pić, jak przystawić prawidłowo, opisała pozycje. Popisowa edukacja. Na to położnica: ,, ale mi tu nic nie leci, to chyba nie mam pokarmu !” Gadał dziad do obrazu….

Piąta. Ciężki dyżur. Dwie kobiety po cięciu. Trzeci poród z ,,ciężkim” dzieckiem. Przewozimy szybko na położnictwo. Nie tracimy czasu. Przekazujemy dokumentację, zlecenia, zwracam uwagę koleżanki na alergie pacjentki na środki dezynfekujące. Ta, uwija się jak w ukropie. Szykuje plyny do przetoczenia, przekłada pacjentki, sprawdza rany, jest sama, musi wszystko przygotować i zabezpieczyć. Ma dziś maraton. Na korytarzu położnica pcha wózeczek z dzieckiem, koleżanka pomaga mi tymczasem wyjechać wózkiem leżącym z sali, widzi pacjentkę i pyta :,, trzeba coś pomóc?”,,Dziecko trzeba przebrać!”. ,,Proszę wrócić na salę, za chwilę przyjdę”. To była pacjentka w dobie wypisowej, nie przebierała swojego dziecka w szpitalu, bo będzie to robić w domu. Ot, filozofia życiowa.

Praca na oddziale położniczym nie zawsze jest łatwa i słoneczna. Pacjentki nie zawsze są miłe, często wyładowują swą złość i frustrację na personelu. Nasze położne to doświadczona kadra. Życiowo i zawodowo. I maja nieskończone pokłady świętej cierpliwości.