Restrukturyzacja ?

No, i stało się. Dziś, na raporcie, oddziałowa powiedziała, że dyrekcja rozważa zwolnienia pracowników, bo długi, koszty i tym podobne. Że to na razie takie plany, ale….Wiemy jak to jest, plany i plotki, a potem – trach i sypią się zwolnienia. W szatni, jak zwykle, rozgorzała dyskusja. Że bezpieczeństwo pacjentek, lata pracy, doświadczenie, ale to wszystko nic, jeśli chodzi o pieniądze. Rodzi się mało dzieci, nie ma pacjentek, to i blok, i położne nie są potrzebne. To wszystko wbrew naturze, wymierający naród, gdzie tu mądrość i instynkt?

Na nocce urodziło się dwoje dzieci, jedno to poród siłami natury, drugie z CC, brak postępu porodu. Powiedziałam Dorocie, że to mogą być ostatnie dzieci, którym zakładam metryczki. Zrobiło mi się strasznie przykro. Lubię swoje dzieciaki, chociaż czasami to przyprawiają mnie o palpitacje serca. Bo albo nie chcą oddychać jak trzeba, albo ani myślą rodzić się porządnie, albo idą w zaparte i nie raz trzeba dobrze się natrudzić, żeby żyły. Ale mam z nimi układ i było ok. A teraz czekam na decyzję, czy to ja otrzymam wypowiedzenie. I tak mi było smutno, gdy podawałam dziecko matce. Jak usłyszałam słowa oddziałowej to pomyślałam, kiedy to się skończy, to wieczne oszczędzanie na ochronie zdrowia, czy ktoś wreszcie zrobi z tym porządek. Ja chyba tego nie doczekam.

Jak schodziłam z dyżuru to zmieniałam Młodą. Chyba dopiero teraz uświadomiła sobie to co my wiemy od dawna. Że praca nie jest dana do emerytury. Nasz szpital przechodził już trzy razy restrukturyzację, koleżanki położne, które wtedy odeszły nigdy nie wróciły do zawodu. My też nie znajdziemy nowego zatrudnienia: ani młode, ani stare. Młode, bo nie maja doświadczenia, a stare, bo są za stare. Szkoda tego wszystkiego.

Idę z Dorotą ulicą i żalę się, że mam dosyć tego strachu i wolę iść do Biedronki na kasę. Dorcia popatrzyła na mnie krytycznie i mówi,, za gruba jesteś, za stara i do tego nie masz kursu na kasę fiskalną, nie przyjmą cię”!,,To co robić?”,,Nic, poczekamy, zobaczymy, a jak dadzą wypowiedzenia to się upijemy!”.Ot, rada, gdy obie nie pijemy!

Jak przyszłyśmy do pracy na dniówkę, to nie było czasu nawet na podrapanie się w ….! Dwa pilne cięcie, trzy porody w tym jedno  dziecko z zaburzeniami oddechu w ciężkim stanie – więc transport do specjalistycznego szpitala. Dokumentacja leżała porozkładana na parapecie okna, bo nie było czasu na uzupełnienie. Taka była jazda! Wieczorem, na raporcie, pytam dziewczyn co dalej ze zwolnieniami. A te śmieją się jak wariatki: ,, Wiecie co się okazało? Że nie można nikogo zwolnić, bo według norm to brakuję jeszcze dwie i pół położnej!Pomysł zwolnień dla oszczędności diabli wzięli!”  I dzięki Bogu!