,,W bólach rodzić będziesz” – a może nie?

Powoli zbliżamy się do milionowego ,,wejścia”. W życiu nie myślałam, że będziemy tak szybko świętować takie liczby. To takie zaskakujące, że ten temat jest dla Was interesujący, myślałam , że będzie to blog niszowy, raz na jakiś czas ktoś przeczyta i może skomentuje, a tu taka niespodzianka! Czytam każdy komentarz, nie raz przeżywam Wasze opinie, czasami jest mi przykro, czasami bardzo miło, ale każde zdanie jest dla mnie ważne. Bo traktuję to jako sygnał do większej staranności w pracy.

W jednym z komentarzy było pytanie na temat znieczulenia w trakcie porodu. NFZ refunduje taka procedurę, a jednak bardzo mało szpitali znieczulenie oferuje. Bo, moi kochani, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze! Małe szpitale nie zdecydują się na powiększenie swojej obsady anestezjologicznej do znieczuleń przewodowych, a proszę pamiętać, że taka opieka musi być prowadzona nawet kilka godzin. Nie ma mowy o tym, żeby prowadzić to z doskoku. Musi być osobna obsada. Co prawda fundusz płaci, ale w bilansie mamy coraz mniej porodów a coraz wyższe koszty utrzymania personelu, który czekałby na rodzącą. Przy porodzie naturalnym w obsadzie jest tylko położna, w przypadku znieczulenia dochodzi lekarz położnik, lekarz anestezjolog i pielęgniarka anestezjologiczna plus koszty leków i sprzętu. Mowy nie ma żeby NFZ pokrył całe koszty czy dał więcej. Żaden szpital powiatowy nie będzie się zadłużał w tych procedurach. To pieniądze, ale są inne wątpliwości.

Ważne jest też to, że ciągłe znieczulenie zewnątrzoponowe może mieć wpływ na postęp porodu – mówi się o przedłożeniu pierwszego okresu porodu (czas rozwierania szyjki) o godzinę, a drugiego okresu (urodzenie noworodka) o 15 – 30 min. Są też możliwe skutki uboczne: depresja oddechowa u noworodka, konieczność zakończenia CC, hipotonia, zaburzenia okresu wydalania łożyska i połogu. Nie jest znany wpływ opioidów na rozwój dziecka w przyszłości ( niektórzy wskazują na podatność na uzależnienia).

Leki stosowane w znieczuleniu bólu porodowego to opioidy. Nie liczcie, że nie mają wpływu na stan ogólny dziecka. Ono tak samo otrzyma lek jak i matka, przez łożysko. Ale ono po pierwsze nie potrzebuje znieczulenia , po drugie nikt nie obliczy dla niego bezpiecznej dawki wg jego masy ciała, po trzecie każdy reaguje inaczej na takie leki, nikt nie wie co będzie z maluchem. Czy będą zaburzenia układu nerwowego czy oddechowego, czy stan ogólny po porodzie nie wymusi działań resuscytacyjnych! Jeśli ktoś Wam mówi, że jest to 100% nieszkodliwe to kłamie, w medycynie nie ma pewności, a każdy człowiek w pewnych granicach rożnie reaguje na leki. Dobrze o tym wiecie.

Pozostaje analgezja wziewna, która pozwala na eliminację bólu o niedużym nasileniu. Jest to podtlenek azotu zmieszany z tlenem (50%/50%). Jeśli nie ma przeciwwskazań lekarskich (nadciśnienie, astma, zaburzenia świadomości itd). Wdychanie gazu sprawi, że ból stanie się znośny, zmniejszy się uczucie lęku. Efekt jest osiągany po dwóch – trzech minutach, wdychany na początku skurczu najsilniej działa na szczycie skurczu. Kobiety są rozluźnione, spokojniejsze. Skutki uboczne: uczucie nudności, suchość w jamie ustnej, oszołomienie, uczucie mrowienia w palcach rąk, wszystko ustępuje po zaprzestaniu wdychania gazu. Czy szkodzi noworodkowi? Przy odpowiedniej kontroli stosowania nie ma istotnego wpływu na stan ogólny noworodka. Zalecana jest obserwacja w kierunku działań niepożądanych. U nas stosowany jest gaz rozweselający, zmniejsza napięcie lękowe rodzącej, nie zaobserwowałam zaburzeń oddechowych u noworodka.

I tak to jest z tym znieczuleniem, niby prosta rzecz, ale jak zacznie się analizować to wychodzi węzeł gordyjski. Takie życie……