Plotka

Ja kiedyś Dorotę ukatrupię. Tak zwyczajnie, walnę basenem i będzie wypadek w pracy! Co ja mam przez tę wariatkę, to nikt mi nie uwierzy. Powinni mi płacić szkodliwe, bo przebywanie z nią (nie wspomnę o pracy ) to prawie Afganistan. Ona to chodzące nieszczęście, zagraża każdemu urządzeniu o zasileniu elektrycznym. Dzisiaj, w nocy zabiłaby nas jak nic. Rano oddziałowa znalazłaby dwie skwarki ( spore rozmiarem ). Dorcia wie, że nie ma pojęcia jak coś naprawiać, ale z uporem maniaka, pcha się do wszystkiego co iskrzy i buczy. A zaczęło się od oszczędności.

Wiecie, jak to jest ze szpitalami, toną w długach. Więc oszczędza się na wszystkim co jest możliwe. Teraz, jak szybciej zapada zmrok oszczędzamy na energii. Gasimy światła, wyłączamy urządzenia czuwające, jednym słowem: pilnujemy licznika elektrycznego. A Dorci to już całkiem odbiło. Ledwo wejdę do dyżurki, to już słyszę hasła na temat marnotrawstwa. To, że mi zgasiła światło w toalecie zanim wciągnęłam majtki, mogę jej wybaczyć, to, że siedzimy prawie po ciemku, a jasność staje się, gdy przychodzi pacjentka – mogę zrozumieć, ale ona chciała nas usmażyć! A tego się nie wybacza! :evil:

Zaczęło się od dziwnego buczenia świetlówki na korytarzu. Odgłos irytujący i monotonny. Wyłączyłam upierdliwca, ale to buczenie dalej jest słyszalne. Włączyłam światło, ale teraz miga i coś syczy. Żebym ja wiedziała co nas czeka, to zostawiłabym to w spokoju. Ale diabeł mnie podkusił, żeby bawić się wyłącznikiem. Pstryk i ciemność plus buczenie, pstryk i miganie plus syk i buczenie. Diagnostyka elektryka amatora. No i nadeszła Dorcia. Od razu stwierdziła, że trzeba wyciągnąć z oprawy świetlówkę, że to proste a my będziemy miały święty spokój. Pełna skuteczność specjalistki położnictwa, o kursach nie wspomnę.

Za wysokie to my nie jesteśmy, sufit wysoko. Trzeba znaleźć coś, co posłużyłoby jako drabina. Pod ściana stał wózek leżący. Nada się, zablokujemy kółka, jedna będzie wyciągała świetlówkę z oprawy, a druga asekurowała. Plan prosty i łatwy. Oj, jak ja się pomyliłam. Ten plan był prosty, ale nie z Dorcią :-?

Najpierw rozdarła spódnicę jak właziła na wózek, śmiałam się jak głupia. Potem zwaliła mi na głowę osłonę, już się nie śmiałam. A potem złapała przez podkład świetlówkę i zbyt mocno pociągnęła, bo wszystko się urwało, oprawa i jakieś kable. Jak pizło to mało w majtki nie popuściłam, Dorotę otumaniło na dłuższa chwilę, ale skutek natychmiastowy: pełna ciemność i cisza. ,,Dorcia żyjesz? Jezu, co to było?” ,,A co miało być?, nic!, wylazło to wszystko  i tyle”- drżący głos Dorci brzmi dziwnie. ,,Matko, i co teraz zrobimy?”. Dorota gramoli się z wózka ,, muszę się czegoś napić, ręce mi się trzęsą, mało nie popuściłam…”. Tylko jak tu coś robić jak wszędzie ciemno. Nawet awaryjne się nie włączyły. Idziemy po ścianie do dyżurki. Dorota wygląda jak upiór, blada, włosy w nieładzie, spódnica puściła na szwie, więc rozporek ma do krocza. Mnie się ręce trzęsą, a serce wali, jak durne. Po cholerę pchałyśmy tam łapy?

,,Dorota, lepiej zadzwońmy po konserwatora, nie możemy tego tak zostawić…”. Pan Miecio,  jak przyjechał, to używał samych wulgaryzmów:,, K….., co tu się stało?!!!” Powiedział, że byłyśmy głupie, że mogło nas zabić, bo coś się obluzowało i dlatego buczało, od razu trzeba było dzwonić, a nie bawić się w fachowców. ,,A pani Dorota to najlepiej, żeby  trzymała się, jak najdalej od elektryki, bo wszyscy mówią, że wysadzi każdy bezpiecznik i zepsuje każde urządzenie elektryczne”. Żebyście widzieli święte oburzenie Dorci ,, Panie Mieciu, to wierutna i bezpodstawna plotka!”