Nocna bieganina

Ja to jestem pechowcem. Jeszcze niedawno rozmawiałam z oddziałową, co będzie, gdy na nocy ,,wyskoczy” pilne cięcie, co robić z noworodkami pod moją opieką. No i wykrakałam. Ale od początku.

Nocny dyżur miałam mieć z koleżanką. Ale to osoba na wypowiedzeniu, więc poszła na zwolnienie lekarskie i takim sposobem zostałam sama. Fakt, ze dzieci tylko czwórka, dwa  noworodki matek po cięciu cesarskim i dwa na fototerapii. Do ogarnięcia, wcześniej czy później trzeba stawić czoło i wyjść spod klosza. Opieka nad dziećmi nie sprawia mi żadnego problemu, znam przebieg dyżuru, schemat opieki i dokumentację. Powoli uspokajam się i nabieram pewności, że nie jest tak źle. Strach ma wielkie oczy. Taki ze mnie kozak! Telefon w dyżurce rozdzwonił jak przewijałam malucha. Nie odebrałam , bo nie zostawię gołego dzieciaka. Po sekundzie przybiegła Dorcia, nawrzeszczała, że nie odbieram, a potem kazała się szykować do pilnego cięcia, zawinęła ogon i już jej nie było. Serce podeszło mi do gardła, co to za wariactwo? Jak to szykować się ? A co z dziećmi? Wierzcie mi, że miałam tak wielkiego stresika, że nie za bardzo wiedziałam co robię. Dzieci do wózków i jazda do mam, a potem biegiem na blok. Wpadam a pacjentka już na stole, za sekundę wydobycie a ja jeszcze nie ubrana i nie umyta do zabiegu, dobrze, że stanowisko dla noworodka przygotowała Dorota. Za mną wpada lekarz neonatolog, ubieram się w pośpiechu, tylko dezynfekuję ręce, wkładam fartuch, maskę, czepek i rękawice, nie mam czasu na wiązanie tasiemek. Ledwie zdążyłam chwycić gruszkę a już wydobyli dziecko. Dzięki Bogu, stan dziecka nie był zły. Powodem cięcia były wahania w tętnie płodu, ale po wydobyciu maluch dostał 8 punktów Apgar. Neonatolog bada dziecko i widzę, że ma tylko maseczkę i fartuch. ,,Nie miałem czasu nawet się umyć”. ,,Ja też doktorze” odpowiadam na jego żale. ,,No, widzi pani i szlag trafił standardy…”.,,Doktorze, dobrze, że dziecko dobre, bo teraz to najważniejsze”. Ale oboje jesteśmy zdenerwowani, nikt nie lubi takich sytuacji. Normy, zasady postępowania? Złamaliśmy wszystkie.

Szybko zabezpieczam dziecko i pędzę na oddział z wózkiem, za mną sapie doktor w dokumentacją w garści, pod drzwiami oddziału stoją już mamy z wózkami, chcą oddać pod opiekę. Proszę o chwilę, przecież najpierw muszę ogarnąć ,,świeżynkę”, uzupełnić dokumentację, poobserwować noworodka, wykonać zlecenia. Lekarz, zły, gdy usłyszał po co kobiety przywiozły dzieci, wybucha:,, Drogie panie, same chciałyście mieć dzieci więc proszę się nimi zajmować!” Buch, jak na komendę wózki zawracają na sale. Oj, jutro będzie skarga. Ale lekarz bagatelizuje problem. ,,Wie pani co, nie będziemy się tym przejmować, róbmy swoje,ale w miarę możliwości, nie może pani brać wszystkich obowiązków na siebie, są priorytety i koniec”. Święte słowa!