Zostałam ,,noworodkiem”

No i jestem ”noworodkiem”. Przyuczam się i powoli ogarniam wszystko. Oddzialik malutki, ale pracy mnóstwo. Wizyta lekarska trwa długo. Każde dziecko trzeba rozebrać, potem po badaniu ubrać, uspokoić, bo nie wszystkie lubią osłuchiwanie. Potem zlecenia: badania krwi lub przesiewowe, USG,dodatkowe pobrania na bakteriologię lub inne zlecenia, badanie słuchu lub szczepienia. Niby nic, ale żeby niczego nie przeoczyć zapisuję sobie na karteczkach. U tego trzeba pobrać krew, ale dopiero za dwie godziny, ten ma podklejony woreczek na mocz (trzeba sprawdzać czy coś jest), ten jak zaśnie to trzeba wykonać badanie słuch, następnego przygotować do badań USG, a jeszcze jednego mamy na fototerapii, więc kontroluj, czy nie płacze. A, jeszcze obsługuję porody i cięcia, na wezwanie. Jak do tej pory to biegam do każdych narodzin. Wariactwo jakieś. Wygląda na to, że będę obsługiwała dwa oddziały : blok i noworodki. Nie mam pojęcia jak to będzie, czy ja dam radę ?

Położne, które maja odejść, straszą nas nieszczęściami i odpowiedzialnością karną. W każdej rozmowie przewija się prokurator ( najpopularniejsza osoba ostatnio ). Ale co ja mam zrobić? Nie chcę stracić pracy, zbyt dużo wysiłku włożyłam w podniesienie kwalifikacji i teraz ma to wszystko pójść na marne?!Myślę, że trzeba poczekać, chociaż nie ukrywam, że z lękiem myślę o przyszłości.

Muszę też postawić Dorcię do pionu. Ta wariatka woła mnie do każdych narodzin. A przecież mam być tylko przy patologii. Jak ją sztorcuję, że nie powinnam chodzić do fizjologii, to przymila się i gada, że nie zostawia się koleżanki w potrzebie, żebym tylko zobaczyła czy jest z dzieckiem ok, bo ona jest stara i ślepa. Czysty wariat. Ale przyjaźnimy się tyle lat, że nie mam siły odmówić. Jak na razie nie kolidowało to z pracą na noworodkach, ale Dorcia musi przestawić się na nowe.

Cięcia to ciągle moja domena. Planowe nie są problemem, bo te zabiegi wykonuje się do południa, więc jest jeszcze oddziałowa na noworodkach, która zabezpiecza oddział. Ale co z nagłymi? Jak ja pójdę do cięcia, to kto zostanie z noworodkami przebywającymi na oddziale? Jak poruszałam ten temat z oddziałową, po chwili zastanowienia odpowiedziała:  ,,przykro mi, ale wtedy trzeba będzie przekazać pod opiekę matki, bez względu na jej stan czy samopoczucie, i dzieci z fototerapii też”. Czyli w ciągu chwili muszę rozwieźć dzieci i przygotować się na bloku do zabiegu! Pięknie! No, i na stare lata będę potrzebowała dopalacza. Przecież fizycznie jest to prawie niewykonalne. Piszę ,,prawie”, bo znając życie szpitalne to coś się wymyśli, znajdzie się patent na wszystko. Jeśli tak będzie to dam znać :twisted: