Narodziny zimowej panienki

Od początku roku pracuję sama. Są plusy i minusy, plus – bo wiem co zrobiłam i co jeszcze przede mną, minus – brakuje jeszcze jednej pary rąk,  gdy trzeba pobrać krew dziecku lub przy reanimacji. Ale muszę radzić sobie, bo inaczej nie będzie i już. Gorzej jest na dniówce, gdy jest  nawał pracy ,,na już”. Ledwie jedno zrobię, a już mam zaległości w innej czynności. Sama nie wiem jakim sposobem, bo uwijam się jak w ukropie. Na nocce jest spokojniej. Pracę planuję w miarę spokojniej, jak wypadnie poród czy cięcie to wtedy włączam szósty bieg. Początkowo miałam ogromne poczucie niepewności czy wszystko zrobiłam, ale okazuje się, że do moich dyżurów nie ma komentarzy – czyli jest dobrze.

Na ostatniej nocce urodziła się dziewczynka, drobiazg – 2300 g. Dorota zawołała mnie wcześniej do porodu, bo …. chciała pogadać. Mało jej nie przywaliłam. Po gwizdek ściąga mnie do fizjologii? Trochę trudno jest jej zaakceptować fakt, że musi zająć się też dzieckiem. Wcześniej cała odpowiedzialność za malucha spoczywała na mnie, teraz należy to do niej. Ta mała to śmieszne dziecko, pomarszczona, skóra łuszcząca się, bez tkanki tłuszczowej, główka wielkości pięści, ale taka żywotna jak mało które dziecko. Krzyk tak wielki, że nie słyszałam co do mnie mówi matka, która tuliła ją do piesi. Płuca ze stali. Imię wybrali subtelne i śliczne. Ale to zmyłka, ta mała będzie chodzić po drzewach i tłuc chłopaków. Sam poród był szybki i bez problemu, mama ,,stara weteranka”, nawet nie chciała wysłuchać do końca informacji o organizacji oddziału : ,, nie trzeba siostrzyczko, przecież ja wszystkie dzieci u was rodziłam i wszystko wiem…”. Fakt, nie minął chyba rok od ostatniego porodu, pamiętam kobietę, też było śnieżnie i drogi zawiane. Strażacy zwozili wtedy chorych do szpitala z wiosek na podgórzu, bo karetki nie mogły dojechać. Trafiały się też rodzące. Śmiesznie to wyglądało: przejęci faceci w pełnym rynsztunku i kobietka w różowej kurtce, nie dopiętej na brzuchu.To była nasza pacjentka. Teraz przywiózł ją mąż i po porodzie wracał do domu, do dzieci, w środku nocy. Mówię do niego, żeby poczekał, aż piaskarki wyjadą na trasę, sama dojeżdżam więc wiem, jak ciężko jest na naszych drogach w środku nocy. Ale dzieci były pod opieką babci, która nie radziła sobie z maluchami i jak usłyszała, że już po porodzie, to oczekiwała natychmiastowego powrotu sprawcy przyrostu naturalnego. Facet pozbierał tobołki, wysłuchał poleceń od żony i życząc nam spokojnej nocy, wyszedł. Po chwili wraca i przepraszającym uśmiechem mówi:,, Zapomniałem podziękować „. Chórem odpowiadamy: ,,Nie ma za co, oby zdrowo rosło!”. :lol:

Dobre takie dyżury !