Nowe szaty księcia

Atmosfera w pracy ciężka, wypowiedzenia i świadomość możliwości zamknięcia oddziału przytłacza każdą z nas. Zbliżające się chwile nie dla wszystkich będą radosne. To trudne i przykre, ale nic nie można poradzić.  Czuje się nadzieję i takie oczekiwanie, że zło już mija i będzie lepiej. Chcemy, żeby pacjentki czuły się dobrze na naszym oddziale.

Mam już samotne nocki i nie narzekam. Daje radę. Chociaż zdarzają się mi się czasami dziwne i troszkę stresujące sytuacje. Opiekuję się noworodkami matek po CC, zabieram na oddział, a jeśli maluch budzi się do karmienia, przebieram i zawożę do matki. Po karmieniu znów na oddział i tak do następnego razu. Czasami to ledwie jednego zawiozę a tu już drugi oczy ma otwarte i krzyczy na całego. Ale jest fajnie, czas biegnie spokojnie i miło. Staram się bardzo dbać o maluchy, przebieram w kolorowe ubranka, które mamy z darów, pilnuję, żeby miały zawsze wywietrzone sale i były zadowolone :lol:. Jak przywożę matce do karmienia to opowiadam czy spało spokojnie, czy zrobiło kupkę i co przy nim robiłam. Chcę, żeby matka wiedziała, ze troszczę się o malucha i nie traktuje rutynowo.

Na nocy miałam troje dzieci z CC, często budziły się na raz, więc musiałam szybko przygotowywać do karmień, żeby nie zanosiły się płaczem. Jeden z maluszków, podczas przewijania wykonał tzw fontannę, czyli zwyczajnie obsikał mi kocyk, w którym był zawinięty. Szybko przebrałam malca w kolorowe body i dałam piękny kocyk w motylki, do tego czapeczka z misiem, dosłownie księże z bajki. Zadowolona jadę z wózkiem do matki, otwieram drzwi i mówię: ,, przywiozłam syneczka do karmienia!”. Kobieta patrzy na dziecko i mówi z oburzeniem i gniewem:,, ale to nie moje dziecko!”. Mało zawału nie dostałam, z przerażenia serce mi stanęło. Pomyliłam sale? Przecież sprawdzałam nazwiska! Czytam metryczkę na wózeczku: ,,pani Kowalska?”. Kobieta potwierdza: ,,Kowalska, ale to nie moje dziecko!” Czyżbym pomyliła wózki? Ale jak ? Przecież z tego wózka przewijałam i do tego włożyłam, nie mieszałam dzieci! Jestem tak zdenerwowana, że aż ręce mi się trzęsą, wyciągam malucha na przewijak i rozbieram, chcę przeczytać obie metryczki, które ma każde dziecko na rączce i nóżce. A tam jak byk : Kowalska Anna, czyli w porządku. Nie ma pomyłki. ,, Pani Kowalska, to pani dziecko, ma metryczki z pani nazwiskiem, nie ma żadnej pomyłki”. Matka patrzy na rozebranego malucha i widzę ulgę na jej twarzy. ,, No, rzeczywiście, to mój młody, przepraszam, ale on miał inne ubranko i kocyk, a jak siostra przywiozła to wydawało mi się, że jest jakiś większy i inny”. Próbuję rozładować atmosferę i żartobliwie mówię, że do niczego to powiedzenie, że nie szata zdobi człowieka. Wracając do dyżurki, przysięgam sobie, że od razu będę informować matki o przebraniu noworodka w nowe ciuszki, bo drugi raz to ja tego nie przeżyję.

132 Komentarze

  1. Mnie polozne po cc ani razu nie przywiozly coreczki do karmienia :’(. A gdy mi ja oddaly po 24h mala na widok cyca dostawala spazmow. A komentarz poloznych powalil na lopatki: „widocznie dziecko juz sie za bardzo do smoczka przyzwyczailo…”
    NA PEWNO NIE BEDE W TYM OKROPNYM MIEJSCU RODZIC EWENTUALNEGO DRUGIEGO DZIDZIUSIA…

        • Jujo, może dlatego, że to początek zdania ;]? Jak ja bym chciała spotkać taką miłą położną jak Pani (: Z opieki po moim CC mam kiepskie wspomnienia. Miałam duże problemy z poruszaniem się, mimo to nikt mi nie pomagał. Nie mogłam wcale spać przez dwie nocy przed i dwie po CC. Kiedy w końcu zemdlałam na łóżku przy synku, dopiero po kilkunastu minutach jego ryku ktoś mnie przyszedł ocucić. Położna, która do mnie przyszła patrzyła się na mnie jak na wyrodną matkę. W pierwszych karmieniach bardziej pomogła mi mama mojej sąsiadki, z łóżka obok. Gdy prosiłam o pomoc, czy radę każda dawała wymijającą odpowiedź. Gdy poprosiłam którejś nocy o dopojenie, bo mały nie mógł się nasycić dostałam niezły wykład. Tylko, że dopiero po butelce mogłam się pierwszy raz w spokoju zdrzemnąć na 2h. Też na te traktowanie pewnie miał wpływ mój wiek, rodziłam po skończeniu 19 lat. Niestety, ale teraz mam straszną traumę po pobycie tam. Mam jednak nadzieje, że kiedy będę się spodziewać drugiego maluszka, spotkam taką miłą położną jak Pani (:

    • Dziecka się nie karmi piersią bo nigdy tak dobrze nie dobierzesz sobie diety żeby dostarczyć mu wszystkich składników. Ciesz się że zrobiły Ci przysługę i dziecko nauczyły pić z butelki.

      • Wystarczy nie żreć fast foodów, nie palić i nie pić % i da się karmić. A to żadna przysługa kiedy ci dziecko przyzwyczajają do butelki.

      • Coś Ty wymyśliła???? Poczytaj odrobinę podstawowej literatury na ten temat. Jeśli matka nie ma odpowiednio dobranej diety w jej mleku i tak znajdują się WSZYSTKIE niezbędne dla dzidzi składniki, bo „ściągną” się z jej organizmu: włosów, skóry itp. Wykarmiłam dwie córeczki piersią do 6 m-cy, później wprowadzając inne pokarmy i dalej karmiąc (jedna 3,5 roku, drugą 1,5 roku). Dziewczyny wyrosły na schwał! A przynajmniej nie wyglądały jak dziecięce „michelinki”, takie okropnie tłuste. Żaden to powód do dumy…

        • No to chyba nie o to chodzi żeby samej Ci zęby i włosy wypadły a dzieci dostały jakieś resztki pokarmu ? Skonsultuj się z położną, teraz zdecydowanie odchodzi się od karmienia piersią na rzecz formuły bo tam wszystko jest dokładnie dobrane i nie grozi mamusiom zakażeniem piersi. I nie wydaje mi się grzeczne obrażanie innych dzieci że wyglądają jak ludziki Michelina, można ludzi szanować nawet jeśli nie popierasz jak się odżywiają…

      • nie wierzę że można w takie bzdury wierzyć. to jakaś prowokacja. Nawet na opakowaniach sztucznego mleka jest napisane że mleko matki jest jedynym najlepszym pokarmem dla dziecka.

      • Dzizus. Kobieto skad Ty sie urwalas? Jestem facetem i nawet ja wiem, ze mleko z butelki, nawet najlepsze i najdrozsze, nawet w 1/10 nie posiada tylu skladnikow odzywczych co mleko matki… O chociazby przeciwcialach nie wspominajac… Kazdy maluch rowniez inaczej sie rozwija, w roznym tempie i na roznym etapie rozwoju potrzebuje roznych skladnikow, a mleko matki rozwija sie wraz z dzieckiem i dostosowuje do jego potrzeb. Mleko matki zawiera cenne przeciwciala, ktorych w zadnym mleku nie znajdziesz. karmienie butelka to glupota i wygodnictwo, a czesto nawet matkom nie chce sie karmic piersia bo im szkoda piersi, bo beda brzydko wygladaly. Zenada. A myslalem zawsze, ze dla matek liczy sie przede wszystkim zdrowie dziecka. Nie spotkalem lekarza, ktory by zalecal karmienie butelka, kazdy zachwala karmienie piersia. To co piszesz to bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura, jesli na sile chcesz usprawiedliwic fakt, ze nie chcialo ci sie piersia karmic, to ci nie wyszlo…

  2. Co prawda CC nie miałam, ale rodziłam w Niemczech. Dziecka ani razu NIKT ode mnie nie zabrał. Sama musiałam przebierać, nikt tego za mnie nie robił! I tak powinno być! Dziecko cały czas z matką, a nie zabierane Bóg wie gdzie… Do ważenia czy badań musiałam iść z dzieckiem sama, ewentualnie zadzwonić po położną/pielęgniarkę żeby ona to zrobiła – ale nikt bez zgody matki dziecka nie zabierze! Na porodówce leżałam z małą ponad 2 godziny zanim zostałam zawieziona na swoją salę – 2-osobową! A nie jak w Polsce na jednej sali leży 6-8matek z dziećmi… Przynajmniej w mojej rodzinnej miejscowości… Do tego w czasie skurczów leżałam sobie w wannie z olejkami aromatycznymi i odczuwałam skurcze dużo słabiej… Proponowali mi nawet poród w wannie, ale nie chciałam… A wanna wielka jak na 4 osoby! To się nazywa standard… A nie jak w Polsce… Kuzynka urodziła w grudniu w Polsce i jej skakali po brzuchu żeby szybciej urodziła!! KATASTROFA!! Dziękuję Bogu, że wywiało mnie do Niemiec…

    • nie oceniaj wszystkich szpitali tak jak tego jednego, wcale nie trzeba jechać do Niemiec żeby urodzić po ludzku. Ja rodziłam w Polsce w równie komfortowych warunkach – też leżałam w wannie, pokój miałam 1-osobowy- tylko dla mnie i dzieciaczka i to w dodatku z łazienką i dodaję nie płaciłam za pobyt, to nie była żadna prywatna klinika, zwykły szpital powiatowy, więc nie do końca jest tak jak mówisz.

        • hej!! ja też rodziłam w Polsce w komfortowych warunkach. i to 16 lat temu. Też miałam CC. Sala jednoosobowa z łazienką. Dziecka nikt nie zabierał, było cały czas ze mną. Zapytacie gdzie i za ile? Za darmo. W szpitalu powiatowym. Kowary.

        • Naprawdę są takie szpitale. Mój syn urodził się w podobnym sala była dwuosobowa a matka choć była po CC dostała dziecko krótko po zabiegu. I to też szpital powiatowy. Niech tam napiszę nawet gdzie. Rypin woj kujawsko -pomorskie.

        • Śmiało mogę polecić , po cesarce ,miałam czystą, wyremontowaną salę z łazienką tylko dla siebie i córeczki. Opieka bardzo dobra , wszyscy bardzo mili i też nic nie dopłacałam . Szpital w Zdrojach w Szczecinie. Mąż nie jest z PO , tatuś też nie, u nas też widocznie może być NORMALNIE . Może właśnie dzięki PO , chociaż nie biorę udziału wyborach od dawna . Szopka Tuskowo-Kaczyńska mnie nie interesuje :). Pozdrawiam :)

        • Witam, też rodziłam w Polsce, cc w 2012 r. sala 2-osobowa z łazienką, dziecko dostałam do karmienia zaraz po operacji i cały czas już było ze mną (zaraz po porodzie oddane było w ręce tatusia). Przebieranie, ważenie itp. odbywało się przy matkach. Za darmo! Szpital powiatowy Bochnia, małopolskie

        • rodziłam siłami natury
          miałam osobna salę z łazienką i tv
          połozne po porodzie nawet herbate mi przynosiły
          godziny odwiedzin całą dobę
          opieka i pomoc rewelacyjna
          wyżywienie aż się zdziwiłam po tym co się słyszy o szpitalach
          szpital w Kamieniu Pomorskim

      • w Piotrkowie Trybunalskim są sale jednoosobowe i łóżko dla tatusia, może być cały czas przy żonie i dzidziusiu i dobra opieka, i też dziecka nikt bez zgody matki nie zabiera :)

    • Daleko nam jeszcze do Niemiec i będzie zawsze daleko. Inna mentalność ludzi, inna polityka, inny stan finansów państwa. Nie porównujmy. Jeszcze kolejne 20 lat potrzeba żeby dorównać innym europejskim państwom. W Polsce politycy mają inne priorytety. Głównie kłótnie pomiędzy sobą. Nie należy jednak uogólniać. Atmosfera w szpitalu zależy głównie od ludzi. Bądźmy dobrzy dla innych aby inni byli dobrzy dla nas.

      • Mądre i rzeczowa treść artykułu,tam normalność trwa kilkadziesiąt lat u nas dopiero zaczyna wcielać się w życie pewne normy ,ale oceniajmy innych przez pryzmat własnej osobowości i starajmy się być wyrozumiali i milsi dla innych,,,,pozdrawiam…

    • Ja tez rodzilam w Niemczech i przy obu cc na sali obecny byl maz ubrany w szpitalne fatalaszki , ktoremu zaraz po wytarciu i zbadaniu maluszka dali nozyczki do ciecia pepowiny, pozniej dostal dziecko w rece i wyslali na sale 1-osobowa gdzie oboje na mnie czekali. Przed porodem wypelnia sie ankiete czy dziecko ma byc przy matce, czy tylko do karmienia prywozone, ewentualnie zabierane tylko na noc, zeby matka mogla sie wyspac.

    • baaardzo niesprawiedliwa ocena, generalizowanie i gwiazdorzenie! Rodziłam dwóch synów w Polsce i ani na sekundę mi dzieci nikt nie zabierał, również po porodzie na sali w trakcie tych 2 godzin, sama chodziłam z dziećmi na wszystkie badania i sama przy obu wszystko musiałam robić. sale też były dwu- osobowe. nie widzę różnicy między tym Państwowym szpitalem Polskim i rzekomo wyjątkowym Niemickim. dodam tylko, że pierwszy syn rodził się w 2002 roku, drugi w 2009, więc takie podejście nowością w Polsce nie jest.

      • Masz rację, takie standardy były w Polsce również w 1996, jak rodziłam moją pierwszą córkę. Też robiłam wszystko sama, bo tak CHCIAŁAM, położna była obok i zerkała czy przebiega wszystko ok. Po porodzie dzidzia też trafiła w moje ręce i na sali po porodzie mogliśmy cieszyć się jej pierwszymi chwilami na świecie. Później przewieziono nas do sali dwu osobowej. Były mamy wymagające więcej wsparcia, i to wsparcie dostawały… Nie róbcie z Niemiec jakiegoś raju… Tam też są „słabe” szpitale.

    • O przepraszam….. Też rodziłam w grudniu, w POLSCE, i miałam identyczne warunki jakie Pani opisuje, że miała w Niemczech. Na porodówce mogłam przebierać w środkach łagodzących ból, od wanny po gaz rozweselający. Mogłam również wybrać sobie najbardziej dla siebie wygodną pozycję do rodzenia. Po porodzie leżałam z Malutką 2 godz na sali porodowej, mąż był obok nas – bo takie są teraz standardy opieki okołoporodowej. Od razu mi ją przystawiono do piersi, potem przewieziono mnie na salę 2- osobową bo wszystkie 1-ynki były już zajęte. Na oddziale położniczym, gdzie przebywałam nie ma większych sal – co innego na oddziale ginekologii, tam są kilkuosobowe. O skakaniu po brzuchu, wymuszaniu porodu itp itd nie było mowy – zresztą każda kobieta powinna być świadoma, że ma prawo odmówić takich technik . I też każda kobieta od pierwszych godzin aż do wyjścia ze szpitala miała swoje dziecko przy sobie non stop. Mimo to, zawsze mogła liczyć na pomoc i radę położnej. Do badań czy zabiegów higienicznych również każda z nas sama musiała zawozić dziecko. Dzięki temu, od pierwszych chwil zaczęłam się z własnym dzieckiem nawzajem „poznawać”. „Instrukcja jego obsługi” jakby przyszła instynktownie choć byłam pewna obaw jak sobie poradzę. Co innego kobiety po cc – wiadomo, że one mają ciężej, stąd przez pierwsze doby to właśnie położne opiekują się ich maleństwami.

    • się dziwię, żeś jeszcze języka ze starego kraju nie zapomniała, skoro w tej nowej Heimat jest tak wspaniale….
      oddaj polski paszport, z dzieckiem po niemiecku, zmień nazwisko, zapomnij o polsce skoro tu jest tak źle i żyj w nowej, wspaniałej „ojczyźnie”…

    • tak samo rodzi się w Zamosciu., Po porodzie bobas na brzuch na co najmniej godzine a potem juz cały czas z mamunia. Ale niestety tak też można przedobrzyć. modliłam się, żeby córkę ktoś na chwile chociaż wziął, żebym mogła się umyć, bo młoda się darła i nie spała. Urodziła się przed 19 i do rana spała może z pół godziny i nikt się nami za specjalnie nie interesował….

    • taka ocena jest krzywdząca dla niektórych placówek.
      rodziłam ponad rok temu w Olsztynie. świetne warunki, personel przemiły od pań sprzątających po panią ordynator, mieliśmy z mężem salę jedynkę do rodzenia, potem też salę 2 osobową po porodzie, maluszek był ze mną cały czas i sama wszystko przy nim robiłam. polecam wszystkim szpital wojewódzki i dziękujemy z syneczkiem za opiekę!

    • Ja mam już dorosłe dzieci. Córkę urodziłam 24 lata temu, a syna 18 lat temu. Obydwoje dzieci urodziły się w małym szpitalu w województwie mazowieckim. W obu przypadkach był ze mną mąż. Opieka lekarska i położnicza była wspaniała (poza jedną niesympatyczną pielęgniarką). Dzieci były cały czas razem ze mną na sali, od razu po porodzie przystawiałam je do piersi. Wprawdzie nowoczesne pomocne metody takie jak wanna, gaz rozweselający, itp były niedostępne, ale oba porody wspominam wspaniale. W Polsce też były i są dobre szpitale i oddane położne. Pozdrawiam, Aleex :)

    • A kto pwiedział, że tak nie jest w Polsce?
      Rodziłam w szpitalu w Toruniu ponad 10 lat temu – i naprawdę polecam – miałam mały zgrzyt z położną przy I porodzie, ale też się jej nie dziwię, bo kto rodzi 1 dziecko w takim tempie jak ja to może je „zgubić”. 1 dziecko rodziłam 10 min a drugie 5 min….. i to 4100,00 g :) ale fakt jest taki, że to położna – starszej daty kobietka powiedział mi jak zrobić, żeby dziecko się dobrze ustawiło do piersi (pamiętam słynnego dziubka kaczuszki do dzisiaj :) i bardzo jej za to dziękuję kimkolwiek jest bo dzięki niej moje dzieci były karmione piersią przez 18 m-cy a drugie 12 m-cy i żadne nie ma absolutnie żadnych problemów ze zdrowiem czy alergiami…..

  3. ja też miałam cc i małego dostałam po 1,5 dnia (cc miałam późno wieczorem i kazali mi leżeć bez ruchu cały następny dzień). Tyle co go widziałam zaraz po wyciągnięciu przez dosłownie ułamek sekundy. A przez resztę pobytu w szpitalu przynosili mi go raz na jakiś czas. Nawet nikt mi nie pokazał jak powinnam karmić. Położna tylko przynosiła mi dziecko i zaraz wychodziła:/ Na karmienia też nikt mi go nie przynosił… Niedługo urodzę drugie dziecko, ale do tego szpitala raczej nie wrócę.

  4. mi po 6 godz kazali juz wstac i zajmowac sie dzieckiem…tylko kapaly polozne, podeszlam zobaczyc mniej wiecej jaka temp wody jest…a ja patrze a baba wlozyla moje dziecko pod kran odkrecony na maksa i lodowata woda!!! koszmar! znieczulica totalna! a ja tez nie bylam tam dobrze traktowana…czulam sie tam tak jakby kazdy byl zly ze urodzilam dziecko. przy nastepnym dziecku przemysle wybor szpitala

  5. ja miałam cc w Gliwicach – koszmar. Zero zainteresowania niby masz człowieku leżeć i się nie podnosić a dziecko w wózeczku obok. Pomijam, że gdyby nie interwencja męża to obie mogłyśmy z tego nie wyjść.

  6. drogie panie czemu nie piszecie o tym jak oddajecie sssswoje dzieci póżno w nocy żeby sie wyspaćPersonel mósi sobie jakoś radzić do rana jAK nie macie pojecia o dostawieniu dziecka do piers Jak przychodzą do was tabuny odwiedzajacych i nie wiedzą kiedy wypada już iść do domu bo czasami jest godzina 22

    • W szpitalu, w którym rodziłam, nie musiałam nikogo prosić o zabranie dziecka. Sami to robili bez pytania. Tylko raz mi POZWOLILI zostać z dzieckiem na noc. I jakoś nie miałam „tabunów odwiedzających”, ew. mąż był przy mnie, ale to i tak nie zmieniło faktu, że nikt nie potrafił (lub raczej nie chciał) udzielić mi żadnych porad lub wskazówek nt dostawienia dziecka do piersi. Ten komentarz mogła już pani pozostawić dla siebie nie znając prawdy

  7. To ja miałam szczęście, czytając niektóre komentarze ;)
    Rodziłam SN Synka miałam cały czas przy sobie, położne zabierały Maleństwa tylko na badania, na kąpiel sama zawoziłam, położna pokazywała co i jak ;) A z przystawianiem do piersi to i 20 razy podczas jednego karmienia potrafiła przyjść i pokazać (mam płaskie brodawki i Młodemu ciężko było złapać, a położna przychodziła i cały czas powtarzała, ze musimy się oboje siebie nauczyć i żebym się nie stresowała, że niedługo sam będzie potrafił robić to doskonale) :)
    Bardzo miło wspominam zarówno swój poród jak i opiekę, którą mnie otoczona podczas niego jak i przez cały pobyt w szpitalu :)))

  8. Droga Pani Ewo,a nie jest naturalnym, że po tak dużym wysiłku, jakim jest poród to normalne, że kobieta chce, ba! wręcz potrzebuje snu? Co w tym złego, że w szpitalu pomogą położne. Nie wszystkie kobiety mają wysoki próg bólowy i nie każda kobieta ma tyle siły, aby samej zajmować się nowo narodzonym maleństwem. Będzie to robiła przez następne kilka lat.
    Prawdą jest, że w wielu szpitalach panuje znieczulica. Położne-niektóre podkreślam, nie są skore do pomocy, a położnej laktacyjnej niekiedy brak na oddziale. Trzeba umawiać się w swojej przychodni.
    Jednak widać, że w coraz większej ilości szpitali warunki robią się podobne, jak na „zachodzie”. I mam nadzieję, że w każdym będzie tak, że możliwość wyboru znieczulenia, pozycji rodzenia, sposobu rodzenia będzie dostępna wszędzie i dla każdego.

  9. ja rodziłam 2 lata temu w Polsce – okazało się,że cc jest nie do uniknięcia.
    Ale na opiekę nie powiem złego słowa! Malucha od razu położono mi na piersi ( na krótko bo jeszcze mnie szyto) ale było. Po przewiezieniu na salę też go od razu dostałam , położna sama mi go podała z łózeczka i pomogła przystawić do piersi. Zabrano go po karmieniu bo znieczulenie skutecznie mnie wykończyło, ale następnego dnia położne pomogły mi się umyć a dziecko dostalam już na cały dzień – i tak do końca pobytu w szpitalu. Było wszystko- od życzliwości po pomoc więc nie generalizujmy !

  10. Ja miałam cesarkę o godzinie godz 11, po cesarce na pooperacyjną oczywiście z dzieckiem, tu dzieckiem zajmowała się położna. O godz 20 już na swoją salę 2-osobową oczywiście też z dzieckiem. Od tej pory radzić musiałam sobie sama, przewijanie karmienie i ubieranie. Było bardzo ciężko ale jak szybko wszystko się wygoiło i wróciłam do formy. Dziecko sprawiło, że mimo bólu wstawałam.

  11. ja rodziłam na madalińskiego w warszawie, CC, i dziecko było cały czas ze mną. nie ma przebacz;)
    tylko po samej operacji na chwilę go zabrali, ale wtedy jego tata został poproszony o towarzyszenie.
    a mój facet cały czas był na sali operacyjnej i potem w pooperacyjnej.
    poród dwa lata temu

  12. ja rodzilam w irlandii. tutaj to same polozne sie pchaja zeby pomagac, a to moze przewinac, a moze nakarmic, a moze mamusia zdrzemnac sie sobie zyczy to one przypilnuja, albo prysznic wziasc itd albo na cala noc przypilnowac maluszka zeby mamusia mogla odespac ;-) moje zdziwienie nie mialo granic. wspomnienia bardzo pozytywne ;-)

  13. kobiety co wy tak z ta cc?ja po trzeciej wstalam wieczorem poszlam sie wyklapc po 3 dniach sie wypisalam nikt nic nie robil przy moich dzieciach bo dawalam sobie rady sama,mleka w cyckach nie bylo ale jakos dzieci mi z glodu nie umarly !!!!!grunt to chciec!!!!!pozdrawiam super polozna ktora tu opisuje swoje przezycia bo kobiety po cc lub normalnym porodzie potrafia byc rozne(wiem to sama jestem pielegniarka)aaa……i gratuluje poczucia humoru wszystkim paniusiom ktore wyzywaja kobiety ktore rodzily gdzies tam…naprawde bardzo po chrzescijansku gratuluje zazdrosnice

  14. no ja rodzilam 1 w polsce, 2 w anglii. I powiem tak, moze i wanglii warunki lepsze, sala jednoosobowa z wanna , prysznicem, poporodowa 1 osobowa z wlasna lazienka, ale w polsce polozne sto razy bardziej sie interesowaly byl lekarz, polozne, pediatra, wszystko na miejscu :) i dzieckiem sie zajmowaly, w uk ubraly dziecko, daly mi i poszly, 3 godziny prosilam zeby popilnowal ktos bo chce sie umyc. czasu nikt nie mial.

  15. Mi tak przeniesiono nie moje dziecko to było straszne była 6 rano ja prawie dobę po cc z morfiny jeszcze podbipięta masakra szpital niby super tylko ginekologiczno położniczych

  16. Gratuluję radości i zadowolenia z pracy. Mnie blisko 40 lat temu mało nie podmieniono, a właściwie nawet już prawie wyniesiono ze szpitala. Jakaś kobietę wypisano już i wychodząc ze szpitala wskazała mnie jako swoje dziecko. Przyjechała po nią rodzina, przebrali mnie i zabrali jak własne dziecko. Przypadkowo w tym samym czasie moja matka znalazła się przy sali, gdzie leżały wszystkie noworodki i dostrzegła, że mnie brak. Przytomna pielęgniarka zauważyła ze przed chwilą właśnie wydano dzieciaka wypisanej pacjentce. Zbiegły oboje po schodach i zatrzymały tamtą rodzinkę wysiadajaca z windy ze mną w ramionach. Moja matka narobiła szumu na pół szpitala, dostała prawie szału kiedy wydzierała mnie tamtej babce. Ponoć byłem charakterystyczny „nie do pomylenia”, bo urodziłem się z długimi czarnymi loczkami, nie było podobnego do mnie żadnego innego bobasa na oddziale. Zresztą do dziś jest przekonana, że tamta kobieta zupełnie świadomie z premedytacją wzięła nie własne dziecko.

  17. Gdzie Pani pracuje? :D Przeprowadzam się tam natychmiast! Ja miałam dwie opcje do wyboru po CC: oddaję dziecko pod opiekę pielęgniarek na całą noc lub opłacam dodatkowo jedną z pielęgniarek, która i tak jest na dyżurze tej nocy, żeby przynosiła mi dziecko do karmienia. Przed zabiegiem nawet umówiłam się z konkretną pielęgniarką na opcję 2, która nota bene kosztuje w naszym szpitalu 400 zł!!! Niestety po operacji byłam w tak złym stanie, że zrezygnowałam z opcji opieki nocnej, a pani pielęgniarka, która do tej pory dość żwawo się przy mnie kręciła, odwróciła się na pięcie i więcej nie pokazała :/ Dziecko rano przyniesiono mi całe w kupie, nikt nawet razu w nocy nie przewijał dzieci!!!

  18. ja rodzilam w Polsce w 2013 roku. bylysmy 2 na porodowce. 2polozne i lekarz. zostalam calkowicie sama . druga pacjentka tak bardzo krzyczala ze wszyscy zajeci byli nia. dopiero kiedy zawolalam ze chyba wychodzi glowka zaczekla sie bieganina i odbieranie porodu. byl to moj pierwszy porod trwał 30 minut

  19. kobiety… najgorsze jest to, że wy się wzajemnie nie lubicie i nie szanujecie… stwierdzenie… ja mogłam to i inne mogą, jest wredne… to, że ty cierpisz, nie znaczy że inna ma cierpieć… to nie jest obowiązkiem kobiety – cierpieć…. i jeszcze być z tego zadowolona…. kobieta to też człowiek i ma prawo do swojego widzenia i odbierania świata i zdarzeń. Jeżeli jedna z pań chce spać w nocy, a nie lulać dzieciaka to ma takie prawo… bez względu na to, że inna pani poświęca się dla tego lulania, a trzecia to po prostu lubi. Żadna z nich nie jest ani lepsza, ani gorsza. Zrozumcie to w końcu i zacznijcie o sobie myśleć… życzliwie… kobieta to nie maszyna, nie surogat ludzki. Myśli, czuje, ma swoje preferencje, uczucia, wolną wolę. Uszanujcie to. Nie próbujcie wtłaczać siebie i inne w jakieś ustalone ramy… rodzi i morda w kubeł. Rodzenie to jakaś kara za grzechy… pokuta… Tak nie jest i być nie powinno. Ile to panie nawybrzydzają się przy wyborze domu wczasowego… bo co można… wypada… a szpital do rodzenia może być byle jaki. Coś tu nie gra…. może powinnyśmy mieć więcej wiary w siebie, godności, aby walczyć o wygodę i luksus w tych trudnych (acz szczęśliwych) chwilach związanych z porodem. Cierpienie i poniewierka nie jest wpisane w naturę kobiety… to kłamstwo..:)

  20. Nie naskakujcie na kogoś tylko dlatego, że napisał o niemieckich warunkach. Fakt, w Polsce też zdarzają się szpitale na europejskim poziomie i to o dziwo głównie w mniejszych miejscowościach. Ale prawda jest taka, że wiele jest jeszcze placówek w których straszy PRL. Może zamiast nieproduktywnej krytyki, niech każda Pani zadowolona z warunków napisze w którym mieście rodziła – w ten sposób stworzy się lista miejsc na europejskim poziomie. Ja niestety rodziłam w prywatnym szpitalu, gdyż w Łodzi żadna Państwowa placówka nie spełnia standardów opisanych a propos placówki w Niemczech.

  21. Pamiętam jakim cudownym uczuciem było karmienie mojego synka. To były cudowne chwile jak miałam go przy piersi. Butelka nie zastąpi kontaktu matki z dzieckiem….

  22. sierpień 2013 r. Wojewódzki Szpital Zespolony w Toruniu. CC o godzinie 3:10 – od 3:15 córcia w objęciach męża a od 4 cały czas przy mnie. Położne zabierały ją tylko na szczepienie i usg główki. Wszystkie sale 3-osobowe, klimatyzowane – personel cudowny

  23. Pewnie wszystkie położnej w polskich szpitalach to małpy bez serca czekając na łapówki, nie ma mowy żeby coś wytłumaczyły, pokazały. Tylko zachód gwarantuje opiekę i profesjonalizm. Tylko dlaczego jak coś idzie nie tak to dzwonicie do polskich położnych prosząc o radę? Dlaczego przyjeżdżają szczepić dzieci do Polski tego ciemnogrodu? W Polsce dbamy o mamę i dziecko i nie szprycujemy kobiet środkami p/bólowymi standardowo,informujemy o korzyści i ryzyku na jakie może być narażone dziecko. Jeszcze nie musimy zastanawiać się czy nowo upieczona mama nie pozwie nas, bo w jej odczuciu poród było za bardzo bolesny! Nie można się dziwić zachód to zawsze było coś lepszego szkoda że wszystko przyjmujemy z UK tak bezkrytycznie.Czy nasze młodego mamy są ąż tak ograniczone jak np.młode brytyjki wydaje mi się, że nie,więc dlaczego taki tok myślenia?

  24. Ja miałam CC w 2011 roku. W prawdzie synek jest wcześniakiem, ale i tak nie moge powiedziec ani jednego dobrego słowa o opiece w szpitalu… Zanim zdecydowali się zrobić mi cesarskie cięcie minęło 19 godzin i 45 minut od momentu odejścia mi wód płodowych, lekarze chcieli, zebym sama rodzila, bo dziecko było małe, pokazalimmi Go dosłownie na półsekundy i zaraz wzieli… nie dostawałam maluszka do karmienia przez 3 doby. Poźniej jak mi Go w końcu przywieźli to nie chciał juz ode mnie pić a pokarmu miałam baaardzo dużo przec co bolały mnie piersi… ogólnie bardzo źle wspominam tamten pobyt w szpitalu…

  25. Proszę się nie przejmować, to wszystko przez te hormony. Jestem niepełnosprawna, dwa razy rodziłam przez cc, więc moje dzieci też były w nocy „na noworodkach” (w dzień pomagali mi mama i mąż). Córeczka była bardzo spokojna, siostry mówiły, że przesypia prawie całe noce – a mnie się i tak zawsze wydawało, że to ona płacze, kiedy tylko któreś zapłakało. A mówi się, że „matka swoje zawsze pozna”.:) Jak się okazuje, nie zawsze.

  26. Rodziłam w 2008 roku. Przez CC. W Kołobrzegu. Zdarzają się różne położne, ale każdy człowiek ma lepszy lub gorszy dzień. W naszym szpitalu dziecko od urodzenia jest przy matce, która musi się nim zajmować. Zaraz po cesarce położna przyniosła moją córeczkę i położyła ją na mnie. Kiedy taka malutka istotka przytula się do ciebie nie myślisz o bólu. Z resztą ból mija po 2 – 3 dniach. Od samego początku położne uczyły jak trzeba trzymać niemowlę do karmienia. Dokarmiały je nocą jak mamie brakowało pokarmu. W czasie pobytu w szpitalu każda mama musiała sama przewijać dziecko i pomagać przy myciu, ale to była dobra szkoła przed powrotem do domu. Miło wspominam położne z naszego szpitala i życzę innym mamom dobrych wspomnień z porodu.

  27. Cieszyn, jak dla mnie postawa personelu – mamy panią w dupie/ zajmiemy się bo musimy, tak to odebrałam, przypuśćmy, że mam zafałszowany obraz, wiadomo nikt nie jest tak na prawdę obiektywny, a już na pewno nie w sytuacji stresującej, ale ja zostałam wychowana na osobę taktowną i nieśmiałą, nie pyskowałam, lekarz uraczył mnie po porodzie rubasznym „zaszyć panią na dziewicę”? a kierujący oddziałem (być może ten sam nie pamiętam) wypuścił ze szpitala z kulą gazy w pochwie wielkości pięści która wypadła ze mnie po jakichś 2 dniach jak kawałek ciała cała czerwona… nigdy więcej i żadnej dziewczynie nie życzę, ps. myślę że traktowanie bez odrobiny dobrej woli było spowodowane tym że wyglądałam na 16 bo jestem drobna a miałam 21. wszyscy w okolicy fluchcą na ten szpital a miałam jeszcze niestety nieprzyjemność wrócić do niego z rannym dzieckiem (straszna historia, w której nocą w śpioszku mojego dziecka zacisnęło się kilka włosów na palcach stopy przecinając skórę!!! koszmar!), zostałam wtedy oskarżona o umyślne zrobienie mu krzywdy i poinformowana, że powinno to być zgłoszone na policję…

  28. Widzę, że gorączka co do miejsca porodu sięga zenitu! Nie ma znaczenia, gdzie się rodzi, ale że warunki są ludzkie. W Polsce też się dużo zmienia i miejmy nadzieję, że niedługo wszędzie będą ludzkie warunki. Położne, które krzyczą albo robią coś innego powinny pomyśleć o zmianie zawodu. Wiadomo, że młode mamy (w szczególności te rodzące po raz pierwszy) są bardzo zdenerwowane. Ale szacunek i wzajemne zrozumienie się należą z obu stron. I zdenerwowane mamy, które mają tylko w głowie, żeby dzidzia urodziła i się zdrowa i położne, które chcą mieć dyżur bez większych ekscesów. Miło poczytać jak to ta druga strona odbiera. Dobrze, też wiedzieć, że w Polsce da się rodzić po ludzku. Wiadomości o koszmarnych porodach jeżą włosy na całym ciele. Ale to te złe się słyszy najczęściej, więc chyba czas podzielić się też tymi dobrymi doświadczeniami.
    Po poczytaniu koszmarnych historii na polskich stronach cieszyłam się, że rodziłam w Holandii. Z pewnością zdarzają się koszmarne historie ale chyba mniej niż w Polsce (przynajmniej tego nie widać).
    Położna, opiekująca się nami przyjechała po naszym telefonie i stwierdziła, że ma dobrą i złą wiadomość :) Dobra to, że było już 8 cm, mniej dobra to , że musimy natychmiast jechać do szpitala (wybrałam poród w szpitalu, mimo, że w Holandii przynajmniej połowa porodów odbywa się w domu). Ja poszłam jeszcze na górę, żeby zebrać rzeczy, o które w międzyczasie mój mąż zadbał. Pani położna cierpliwie mówiła, że musimy natychmiast jechać, bo poród może się zacząć w samochodzie. Po dokończeniu makijażu (bo w końcu muszę się jakoś na pierwszych zdjęciach z moim maleństwem prezentować) ubrałam buty i kurtkę i ruszyliśmy do szpitala. Położna zaprowadziła nas do szpitala, zadbała o wpis i salę i o nas. Poród nie przychodził łatwo, skurcze zaczęły zanikać, więc miałam najpierw iść pod prysznic, może ciepła woda pobudzi skurcze. Trochę pomogło, też na ból pleców. Niestety skurcze zaczęły zanikać. Bez ponaglania ze strony męża, który takowe instrukcje wcześniej dostał, dostałam Oxy, na wywołanie skurczy. No i się zaczęło. Nieustanne fale skurczy, które trwały i trwały. Po takiej godzinie stwierdziłam, że ja już nie mogę, że już nie dam rady i że ja już nie chcę. He, he, wiedziałam, że to nie jest możliwe, ale to taka chwila słabości i odpływu energii po nieprzespanej nocy i bolesnym dniu. Z pewnością położne to słyszały częściej :) Pomogły przebrnąć przez kryzys i dodały otuchy i wsparcie do dalszego porodu. Dzięki nim po 45 minutach moja córeczka przyszła na świat cała i zdrowa. Dostałam moją córcię od razu i dałam ją tylko na chwilkę do ubrania i na ręcę taty. Po następnych kilku godzinach mogliśmy jechać do domu. Mogliśmy też zostać na noc, ale myślę, że rano było by jeszcze trudniej. Więc o 2.30 w nocy mogliśmy położyć się do własnego łóżka.
    Wiem, wiem, to jest szok dla wszystkich Polek (dla mnie też to był). Ale uwierzcie mi, że nie ma nic lepszego jak pierwsze skurcze w domu, zamiast w szpitalnym łóżku i jak pierwszy ranek we własnym domu z własnym maleństwem. Oczywiście młode mamy nie są zostawiane na pastwę losu. Przez pierwszy tydzień przychodzi pomoc do domu, która opiekuje się dzieckiem, mamą i domem. Włącznie z tatą byliśmy w stanie się do siebie przywyczaić i nauczyć opiekować naszym maleństwem.
    Gdyby nie ten ból przy porodzie :D to byśmy pewnie już drugie maleństwo mieli… (pracujemy obecnie nad tym).
    Taka opieka nie jest płatana – tzn jest pokrywana z ubezpieczenia. Wszyscy płacą i wszyscy mają z tego zyski . Poród w szpitalu jest bezpłatny, jeżeli ktoś ma ubezpieczenie dodatkowe. Dla osób, które takowego nie posiadają i nie ma zalecenia medycznego, ale się zdecydowali na poród w szpitalu muszą zapłacić ok 200 euro.
    Poród w domu podobno też jest komfortowy, ale my się baliśmy ewentualnych powikłań i tego, że trzeba byłoby tak czy siak mknąć do szpitala w razie „W”.
    Taka ciekawotka – koleżanka rodziła w domu w wannie :) Nie wiemy, gdzie im się ten w zasadzie basen zmieścił, ale polecała bardzo.
    Mam nadzieję, że każdy poród (mimo bólu) będzie wspaniałym doświadczeniem dla każdej z mam. Dużo zależy od personelu ale także naszego nastawienia do niego.
    Ciekawa jestem, jak Wasze porody przebiegały. Podzielcie się swoimi doświadczeniami. Tatusiowie może też? To też niezapomniane wrażenia dla panów.
    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.