Nowe szaty księcia

Atmosfera w pracy ciężka, wypowiedzenia i świadomość możliwości zamknięcia oddziału przytłacza każdą z nas. Zbliżające się chwile nie dla wszystkich będą radosne. To trudne i przykre, ale nic nie można poradzić.  Czuje się nadzieję i takie oczekiwanie, że zło już mija i będzie lepiej. Chcemy, żeby pacjentki czuły się dobrze na naszym oddziale.

Mam już samotne nocki i nie narzekam. Daje radę. Chociaż zdarzają się mi się czasami dziwne i troszkę stresujące sytuacje. Opiekuję się noworodkami matek po CC, zabieram na oddział, a jeśli maluch budzi się do karmienia, przebieram i zawożę do matki. Po karmieniu znów na oddział i tak do następnego razu. Czasami to ledwie jednego zawiozę a tu już drugi oczy ma otwarte i krzyczy na całego. Ale jest fajnie, czas biegnie spokojnie i miło. Staram się bardzo dbać o maluchy, przebieram w kolorowe ubranka, które mamy z darów, pilnuję, żeby miały zawsze wywietrzone sale i były zadowolone :lol:. Jak przywożę matce do karmienia to opowiadam czy spało spokojnie, czy zrobiło kupkę i co przy nim robiłam. Chcę, żeby matka wiedziała, ze troszczę się o malucha i nie traktuje rutynowo.

Na nocy miałam troje dzieci z CC, często budziły się na raz, więc musiałam szybko przygotowywać do karmień, żeby nie zanosiły się płaczem. Jeden z maluszków, podczas przewijania wykonał tzw fontannę, czyli zwyczajnie obsikał mi kocyk, w którym był zawinięty. Szybko przebrałam malca w kolorowe body i dałam piękny kocyk w motylki, do tego czapeczka z misiem, dosłownie księże z bajki. Zadowolona jadę z wózkiem do matki, otwieram drzwi i mówię: ,, przywiozłam syneczka do karmienia!”. Kobieta patrzy na dziecko i mówi z oburzeniem i gniewem:,, ale to nie moje dziecko!”. Mało zawału nie dostałam, z przerażenia serce mi stanęło. Pomyliłam sale? Przecież sprawdzałam nazwiska! Czytam metryczkę na wózeczku: ,,pani Kowalska?”. Kobieta potwierdza: ,,Kowalska, ale to nie moje dziecko!” Czyżbym pomyliła wózki? Ale jak ? Przecież z tego wózka przewijałam i do tego włożyłam, nie mieszałam dzieci! Jestem tak zdenerwowana, że aż ręce mi się trzęsą, wyciągam malucha na przewijak i rozbieram, chcę przeczytać obie metryczki, które ma każde dziecko na rączce i nóżce. A tam jak byk : Kowalska Anna, czyli w porządku. Nie ma pomyłki. ,, Pani Kowalska, to pani dziecko, ma metryczki z pani nazwiskiem, nie ma żadnej pomyłki”. Matka patrzy na rozebranego malucha i widzę ulgę na jej twarzy. ,, No, rzeczywiście, to mój młody, przepraszam, ale on miał inne ubranko i kocyk, a jak siostra przywiozła to wydawało mi się, że jest jakiś większy i inny”. Próbuję rozładować atmosferę i żartobliwie mówię, że do niczego to powiedzenie, że nie szata zdobi człowieka. Wracając do dyżurki, przysięgam sobie, że od razu będę informować matki o przebraniu noworodka w nowe ciuszki, bo drugi raz to ja tego nie przeżyję.