Moje koleżanki

Zawsze jakoś tak omijałam temat moich koleżanek. A przecież w pełni zasługują, żeby je przedstawić. Bo pracujemy razem, są częścią mojej pracy, bez nich nie ma oddziału.

Więc od początku, na noworodkach pracują panie z wieloletnim stażem, weteranki zawodu. Takie kobietki, które po chwili obserwacji wiedzą co się z dzieckiem dzieje, co trzeba zrobić i jakie decyzje podjąć. Dyżurni lekarze w pełni mają do kadry  zaufanie i nie ma zbędnych zgrzytów, każdy ceni pracę i zaangażowanie personelu.

To mały zespół, chociaż jestem ,,nowa”, zostałam przyjęta bardzo serdecznie i z pełna wyrozumiałością do danej sytuacji, nikt nie lubi restrukturyzacji, ale nie ma co pogarszać sytuacji zbędnymi fochami.

Karolina to typ matkujący i strojący, sama jest babcią, więc wszystkie maluchy muszą być śliczne i kolorowo ubrane, czapeczki dopasowane kolorystycznie do ubranek i rożków, grzywki ( nawet jeśli to włosy w śladowej ilości :lol: ) równo zaczesane. Dba z uczuciem i chociaż mówi ,, ale niedobre  chłopaczysko” to wiadomo, że ten niedobry pół nocy siedział na jej rękach, ona lubi swoją pracę i szanuje dzieci.

Katarzynka to oaza spokoju, wiele lat pracy i cudowny charakter skutkuje pewnością i profesjonalizmem. Ma oko diagnosty i pewną rękę. Specyficzny humor pozwala przetrwać najcięższy dyżur bez spalającego stresu. Nikt skuteczniej nie potrafi rozładować napiętej sytuacji niż ona. Zez w jej wykonaniu to antidotum na głupotę.

Marta to pedantka, musi błyszczeć i lśnić, wszystko i wszyscy, sama nie szczędzi sił, więc czasami trudno jej zrozumieć matki, oddające dzieci na ,,przechowanie” i zapominające odebrać maluchy – to nie wymysł, zdarzają się takie sytuacje, że ,,tylko na 2 – 3 godziny” a potem malec jest u nas całą noc, bo mama skutecznie udaje, ze twardo śpi.

Róża to kobietka do tańca i różańca. Nie robi problemu z drobiazgu, kocha pracę i ludzi, ale nie wszystkich! Nikt nie lubi grubiaństwa i cwaniactwa.

Cenię swoje koleżanki, pracujemy razem, wspólnie dbamy o swoich podopiecznych. Fajne dziewczyny. to bardzo małe grona, czasami zdarzają się nieporozumienia, ale nikt się nie gniewa i nie robi fochów. Wyjaśniamy i koniec sprawy. Wspaniała jest też oddziałowa, mądra kobieta, znająca swój fach, pracowita i rozsądna.

Kiedyś moja koleżanka zrezygnowała z korzystniejszej oferty pracy. Nie chciała odchodzić z obecnego miejsca pracy ze względu na  wspaniałą atmosferę, zgraną grupę i dobra oddziałową. Troszkę jej się dziwiłam, że rezygnuje. Ale teraz rozumiem ją lepiej. Można wszystko przetrwać, ale w życzliwym gronie.

15 Komentarze

  1. Zgrany zespół i dobra atmosfera w pracy to podstawa, pieniądze to nie wszystko. Tylko Pani pozazdrościć! :)

  2. Nareszcie doczekałam się nowego wpisu :-) Powiem szczerze,że gdyby nie fakt,ze mieszkam poza granicami Polski,napewno przyjechałabym na pani oddział z moimi chłopakami :) Zostalo mi niespełna 2 miesiace i moje dzieciaczki będą z nami. Pomimo nowych obowiązkow będę nadal Pani wierną czytelniczka. Ponieważ to jedyny blog który ma w sobie tyle”milosci” i humoru zarazem. Dziękuję za cudowne wpisy!

  3. Potwierdzam, życzliwa atmosfera w pracy i współpraca to podstawa…. Nie wyobrażam sobie, że miałabym spędzić kilka czy kilkanaście godzin w pracy z osobami, które tylko by patrzyły kiedy noga mi sie podwinie… Brak współpracy, sympatii i zrozumienia to makabra, a taka praca niezwykle dołująca i stresująca… Choć wiem, że nie wszyscy mają tak dobrze..

    • Myślę, że na złej atmosferze w pracy i złych relacjach miedzy personelem medycznym tracą wszyscy: sami pracujący i pacjenci, bo przecież nie jest to bez znaczenia dla jakości opieki i ich poczucia bezpieczeństwa.

  4. Nic tak nie motywuje do pracy jak zgrana i wyrozumiała ekipa. Nie dziwię się, że kobiety chcą u was rodzić. Dobrzy i pozytywnie myślący ludzie przyciągają do siebie innych. :) I przekazują tę pozytywną energię wszystkim na około.

  5. Aż mnie ciekawość zżera gdzie Pani pracuje, to musi być cudowne miejsce na poród. Co do atmosfery to jest ona niezmiernie ważna, ja swoją pracę lubię bardzo, niestety w biurze siedzi 12 dziewczyn i bardzo często dochodzi do kłótni i nieporozumień, nie potrafię zrozumieć dlaczego tak sobie psujemy nastroje, w końcu tyle czasu spędzamy razem. Strasznie Pani zazdroszczę że umiecie się dogadać, u nas to chyba niemożliwe :(

  6. witam, jestem kolejną osobą, która z niecierpliwością czeka na każdy Pani wpis. Tym bardziej że w sierpniu po raz drugi zostanę mamą. pozdrawiam serdecznie

  7. Witam!

    Widzę, że pracuje Pani z moją imienniczką :) Róża :) no ze mnie to akurat charakterna kobietka, z dyplomacją jestem na bakier i zawsze mówię co myślę :) a szczerze mówiąc najpierw mówię potem myślę, do tego zodiakalny ze mnie lew :D
    Też uwielbiam dzieciaczki, jednak na pielęgniarkę się nie nadaję. Więc aktualnie szukam sposobności zajmowania się takimi maluchami.
    Panią szczerze podziwiam!!
    Ja przy swoim porodzie nie miałam tyle szczęścia, byłam nastawiona na cc (miałam takie prawo po pierwszym cc), więc nie uczyłam się oddychać itp. Kazano mi jednak rodzić SN, a jak położna zobaczyła że nie wiem co z czym się je to powiedziała: ja w 15 min rodzić Pani nie nauczę!! zawinęła kitel i tyle ją widziałam. gdyby nie mąż padłabym tam z pragnienia.
    Życzę dalszej satysfakcji z pracy i samych zadowolonych pacjentek :)

  8. bez fajnego zespołu można zepsuć nawet najfajniejszą prace. dobrze ze tak ci się ułożyło. w końcu wasza praca to obcowanie z nowym życiem. atmosfera jest tak samo ważna jak profesjonalizm

  9. Całą ciąże czytałam Pani bloga z zachwytem, wyczekiwałam kolejnych wpisów. Przyznaje ze ten nieco mnie rozczarował. Tzn wzmianka o ,,kobietach udajacych ze spia,,. Urodziłam kilka dni temu, kilka godzin po „nasto”godzinnym porodzie przeszłam jeszcze zabieg ewakuacji krwiaka, dwie godziny po nim przyniesiono mi moją Kruszynke z która byłam już do końca pobytu w szpitalu. Oczywiscie, że bardzo pragnęłam kontaktu ze swoją córeczką, ale zasypiałam z dzieckiem na ręku, karmiąc, każde wstanie z łóżka do zabiegów pielegnacyjnych było okraszone łzami, pękniętym szwem, anemia poniżej 7, myślę że ta przespanie chociaz tej pierwszej nocy byłoby na wagę złota. Dodam tylko, że rodziłam w naprawdę przyjaznym szpitalu, z cudownym personelem, opieką na wysokim poziomie i byłam wdzięczna za każdą pomoc. Byc moze gdybym poprosiłao zabranie córeczki na noc to nikt nie robiłby problemu, ale poprostu wstydziłam się, że zostanę odebrana właśnie tak jak Pani napisała…

    • Droga Pani, opis dotyczy mam w dalszych dobach po porodzie, i nie są to kobiety zmęczone, rekordem było podrzucenie maluszka na oddział przez matkę,a gdy po wielu godzinach koleżanka chciała oddać dziecko to okazało się, że matki nie ma na sali, znalazła się na plotkach na patologii ciąży i ,,zapomniała”.

    • Witam!
      Ja mam zupełnie inne odczucia po przeczytaniu tego wpisu. Rodziłam w szpitalu wojewódzkim 9 miesięcy temu i nie wyobrażałam sobie, aby moja kruszynka leżała gdzieś indziej niż przy mojej piersi. Odpoczywałyśmy sobie razem, malutka jadła leżąc obok mnie raz z jednej raz z drugiej piersi a w międzyczasie sobie spałyśmy. Nawet dziewczyna na łóżku obok po cesarce dzielnie, z niewielką pomocą, zajmowała się swoim maluszkiem. Dziwią mnie opisy ile dzieciaczków i jak długo pozostają w salach bez mamuś. Szczęście, że trafiają na taką super Panią „Noworodkową”!

  10. A ja mam pytanie – co jest złego w tym, że mama po ciężkim porodzie chce się w nocy wyspać i oddaje dziecko położnym nie na 2-3 godz. ale na tak długo jak się tylko da? Skoro jest taka możliwość to dlaczego z niej nie skorzystać i odpocząć spokojnie?

    • Bo przez ten okres dziecko musi coś jeść, do piersi nie jest przystawiane i przez to opóźniona jest laktacja, musi być zgoda na dokarmianie,dziecko ma trudności czasami z uchwyceniem piersi jeśli posmakowało butelki a później mamy się dziwią, że są kłopoty z karmieniem, a tak wg zaleceń to nie można bez medycznych przyczyn oddzielać dziecka od matki, bo o to walczyły kobiety. Oficjalnie nie ma oddawania dziecka pod opiekę personelu bez medycznego zalecenia. A oddawanie dziecka ,,jak długo się da” to już przesada, bo kiedy ma się wytworzyć więź emocjonalna jeśli matka oddaje malucha bo można.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.