Dystocja barkowa

Ostatnio koleżanka przyjęła maluszka z urazem okołoporodowym tuż przed moim dyzurem. Uraz dotyczył podejrzenia złamania obojczyka oraz prawdopodobieństwo uszkodzenia splotu barkowego. Wszystko było w fazie podejrzenia, bowiem po urodzeniu, noworodek ewidentnie manifestował słabsze napięcie mięśniowe danej raczki, zmniejszony odruch Moro, zgrubienie i trzeszczenia obojczyka. Ale do postawienia pełnej diagnozy potrzebny jest też czas. Nie raz widziałam noworodki z takimi podejrzeniami po ciężkich porodach, a po kilkunastu godzinach napięcie wracało i maluch fikał rączką na wszystkie strony, bo czasami obrzęk poporodowy tkanek powoduje takie objawy. Nasz maluszek miał złamany obojczyk, ale co do uszkodzenia sploty to jeszcze była spora nadzieja na dobre zakończenie.

Dziecko duże, około 4 kg, poród siłami natury. W dokumentacji położna bloku porodowego, która prowadziła poród, zaznaczyła iż zastosowano manewr McRobertsa ze wzg na wystąpienie dystocji barkowej. No i wszystko jasne, do tego główka naszego dzieciaczka w obwodzie mniejsza od klatki piersiowej. Jestem ciekawa jak wyglądał przebieg porodu, jak czas drugiego okresu, czy był wydłużony, czy czynność skurczowa była regularna?Jakie jeszcze były czynniki ryzyka dystocji? Dlaczego nie było CC? Pytam koleżankę, ale ona nic dodatkowo nie wie. Do porodu wezwana była już po narodzinach malucha i nie widziała dokumentacji położniczej. Przyjmuję dyżur i idę z koleżanką obejrzeć dziecko. Rzeczywiście rączka słabsza, ale chwyta łapką za palec i coś próbuje zginać w łokciu. Koleżanka głaszcze po główce dzieciątko i opowiada mi, ze trzeba ostrożnie, cieplutko i z wyczuciem, bo boli….No, jasne przecież wiem, ale w sercu mam ciepło. Wiecie, tyle złych opinii o położnych a ja pracuję z wspaniałymi kobietkami, ale mam szczęście!

Dyżur zaczynam od kąpieli i toalet, potem wizyta i zlecenia, zwyczajny dzień. Lekarz bada malucha z urazem i mówi, że jest lepiej, nie idealnie ale lepiej. To dobrze, szkoda maluszka. Zawożę dziecko do matki i już wiem, dlaczego to wszystko się stało. Po chwili rozmowy mam już poskładane wszystkie fakty. Pacjentka ma spora nadwagę (raczej otyłość) , do tego niedoczynność tarczycy i w USG – duży płód. Chociaż lekarz proponował, mama nie wyrażała zgody na cięcie cesarskie, wcześniej miała zabieg operacyjny i rana długo i paskudnie się goiła, bała się, że znów tak będzie. Chciała rodzić fizjologicznie. ,,I wszystko było dobrze tylko końcówka trochę gorzej poszła, zabrakło sił, no i tusza też swoje dołożyła, ale czuję się znakomicie, a pediatra mówi,  że jest lepiej i mały będzie pod opieką ortopedy i rehabilitanta, wie pani, ja nie mogłam być znów z ropiejącym brzuchem, nie mogłam”. Rozumiem pacjentkę i szanuję jej wybór. Przystawiamy noworodka do piersi, a ten cyk i ssie jak smok. Mama śmieje się i płacze. Takie emocje to tylko w macierzyństwie…..