Dary

Wieczorem, w domu przygotowałam tobołki. Na drugi dzień miałam dniówkę, więc chciałam zawieźć  podarowane rzeczy do szpitala. Było tego sporo, dwa wypchane toboły i jeszcze laktator w pudełku. A i tak część podarowanych ubranek ,,poszła do ludzi „, rzeczy większego rozmiaru zostały zapakowane i zaprzyjaźniona położna środowiskowa przekazała je wielodzietnej rodzinie. Spakowałam pieluchy tetrowe (nowe, piękne, kolorowe!), pampersy, chusteczki (dwie paczki!), ubranka (nowe i jak ,,nówki”), czapeczki, skarpety, kocyki (nowe), kosmetyki, rożek, maskotki i inne ,,dobrocie”.Mąż to aż był szczerze zaskoczony, że tyle tego. A ja byłam dumna i wdzięczna ,,moim kobietkom” za gest i serce.

Rano załadowałam wszystko do samochodu, wsiadam do tego mojego starego autka i gęba mi się cieszy. Na parkingu, pod szpitalem, spory ruch, wiadomo, godzina siódma to wszyscy zdążają do pracy. Próbowałam zaparkować jak najbliżej wejścia, ale nie było już miejsca. stanęłam więc dopiero w drugim rzędzie. Wypakowałam tobołki i zastanawiałam się jak ja to zabiorę, gdy obok zaparkowała koleżanka z bloku operacyjnego. Elka wysiada i gapi się na mój bagaż :,, Matko kochana ! a ty co masz za tobołki? Czekaj, pomogę ci, nie weźmiesz tego wszystkiego”,, Cześć dziewczyny, co tyle niesiecie?” Powoli stajemy się sensacją na parkingu, ale ma to dobre strony, bo są chętne do pomocy. Zostawiłam wszystko na portierni i biegiem do szatni, troszkę się martwiłam, że znów muszę dokonać łapanki na pomocników, ale dziewczyny już czekały przy portierni na mnie. Pomogły mi zapakować się do windy, ale musiały wysiąść wcześniej. Przymierzałam się w windzie jak tu się zabrać , ale ciągle brakowało mi rąk, nawet powieszenie torebki na szyi niczego nie rozwiązywało. Wysiadłam z windy i gromadzę pakunki i reklamówki. Wyglądałam jak tragarz – nieszczęście. Zrządzeniem losu nadchodzi pomoc w postaci salowej i oddziałowej.
Rozpakowałam wszystko w dyżurce, razem z koleżanką z nocnej zmiany układamy ubranka i dzielimy na ,,kupki” kaftaniki, body, śpioszki itp. Kaśka ogląda różowe body i pokazuje mi napis. Śmieszny tekst o dziadku. Z jednego kocyka, po rozdzieleniu, będą dwa do wózeczka. ,,Zobacz, ale piękne czapusie!” Pokazuję jej maskotki. ,,A co z maskotkami? Niech idą do dzieci”.,, Delfinek pójdzie na stanowisko resuscytacyjne, będzie wisiał i pilnował porodówki” Śmieje się z Kaśki. Oddziałowa każe mi serdecznie podziękować darczyńcom za wszystkie rzeczy. Kaśka pędzi z maskotką na porodówkę i zapowiada, że urwie łeb każdemu kto tknie delfina, na oddziale jest wesoło i tak jakoś milusio, misiek ląduje na ,,erce” i też ma ,,pilnować” porządku. Dwie inne maskotki trafiają na sale. Kaśka idzie do domu, a my zaczynamy podpisywać rzeczy. Pójdą do prania, a potem do dzieci. 

Drogie Panie: p. Mirello, p. Patrycjo, p. Agnieszko, p. Moniko i p. Bożeno – jeszcze raz dziękuję serdecznie, żadna rzecz nie została zmarnowana, ale trafiła do ,,milusińskich”, tych w szpitalnych wózeczkach i w domowych łóżeczkach.  Dziękuję!