Zwykłe życie – zwykły dyżur

Czasami to nie wiem o czym pisać, bo właściwie to nic się nie dzieje wyjątkowego, zwykły dyżur. Rano raport, potem kąpiele, pobieranie badań, zlecenia, nawet nie ma porodów. Po prostu spokój. Więc co pisać? Nic się nie działo. Ja tylko pół dnia przegadałam z pacjentkami. ,,Nowe” uczyłam przewijania, tatusia nauczyłam zmieniać pieluchy, ubierać i rozbierać, ,,stare” wspominały swój poprzedni raz, opowiadały o rodzinie, jak przetrwały połóg, jak długo karmiły, jak to odpadł kikut pępowiny i jakie miały problemy. Teoretycznie nie był to czas stracony, ale mój ,,osobisty” mąż mówi, że zwyczajnie plotkowałam  i tyle!

No i jak tu, w dobie totalnej krytyki Ochrony Zdrowia, napisać, że plotkowałam z pacjentkami? Ale taka jest prawda. Mam takie dyżury, nie zawsze ,,ratuję świat”, czasami zwyczajnie, robiąc obchód, gadam z kobietkami, bo mam czas. Oj, zaraz będzie totalna krytyka, ale co tam. Obiecałam, że nie będę kłamać w sprawach pracy.

Czasami muszę pogadać, a raczej wysłuchać pacjentki. To opowieść bardzo osobiste i bolesne, nie zawsze kończące się happy endem. Parę tygodni temu, na nocnym dyżurze, usłyszałam o tragicznej śmierci całej najbliższej rodziny pacjentki, pięć osób, odeszli nagle i nikt nie zawinił, wypadek, los, przeznaczenie. Gadamy wtedy i wiem, że to potrzebne jest i mnie i kobiecie. Ja ciągle uczę się pokory i szacunku do życia, a kobietka mogła po prostu się wygadać. Wyrzucić z siebie to co smutne czy złe.

Nie wiem, czy to nie dawne skutki, że pielęgniarkami były zakonnice, ale często się zdarza, że pacjenci traktują nas jak powiernice swoich trosk i kłopotów, opowiadają o dzieciach, zdradach czy rozczarowaniach. Chcą się wygadać lub troszeczkę pofantazjować, wyżalić lub zwyczajnie obgadać nielubianą teściową lub pracodawcę. Taka już natura ludzka. Ale zdarzają się chwile, gdy trzeba wysłuchać, bo to jest ważne.

Czad zabrał całą rodzinę, rodziców i trójkę dzieci. Nie doczekali narodzin dzidziusia ulubionej cioci. Patrzę na laurki narysowane przez siostrzenice, których już nie ma. Na kolorowe serduszka i kwiatki z bibuły. Mała Hania nigdy nie będzie znała wspaniałych dziewczynek, które dla niej rysowały słońce i kwiaty.

Takich historii muszę wysłuchać, bo to życie zwyczajne, bolesne ale prawdziwe.