Ciężarna na gigancie

Mam nockę. Temperatury wysokie, więc okna otwarte w szpitalu na wszystkich piętrach. Słyszę głosy dobiegające z bloku porodowego, płacz i jęki. Wyjątkowo nie mam dzieci pod opieką, więc idę na porodówkę zorientować się co się dzieje. Nie robię tego z ciekawości, po prostu na spokojnie, wezmę wcześniej zgody matki na zabiegi dotyczące noworodka. Na bloku dyżur ma moja Dorcia. Ale siedzi przy biurku jakaś taka osowiała i zgaszona. ,,Co tak siedzisz w tych papierzyskach? Co to za pacjentka?”, Dorcia nie odpowiada tylko gapi się na mnie. ,,Dorcia, kobieto, zresetuj się!” ,, Tobie łatwo mówić, ale ja to nie wiem co mam robić!” ,, O czym ty mówisz?”. ,,Mam pacjentkę, młodziutka dziewczyna, nieletnia, przyszła z matka i ojcem dziecka. Niby wszystko ok, ale ja coś im nie wierzę, matka nie wie jak nazywa się ginekolog córki, nosi inne nazwisko, nie wie pod jakim adresem zamieszka córka z noworodkiem, ojciec dziecka nie wie nic o dziewczynie, nie wie kiedy się urodziła i jaką szkołę skończyła, mówię ci, coś tu nie gra…” . powiedziałam Dorci, że naoglądała się kryminałów. Zabrałam blankiety i idę na salę przedporodową.

Przedstawiam się rodzącej i widzę niską,  drobną dziewczynę, która patrzy na mnie nieufnie i chyba ze złością. Troszeczkę jestem zaskoczona taka reakcja, ale spokojnie kontynuuję wyjaśnienia i opis procedur, tłumaczę jej, że chociaż to jest jej dziecko, zgodę musi mi podpisać jej matka, bo takie jest prawo. Matka rodzącej podpisuje wszystko i uśmiecha się do mnie. ,, Czy ja już mogę iść, bo małe dzieci w domu same..”. Proszę tylko o numer telefonu w razie potrzeby i matka opuszcza oddział, podziękowałam i idę do dyżurki. Dorota patrzy na mnie wyczekująco : ,,no i co?”. Sama nie wiem, rzeczywiście, nie ma wylewnego okazywania uczuć, ale to nie jest przestępstwo. Może to normalne dla nich, że każda żyje swoim życiem? Wypisuje dokumenty, ale słyszę rozmowę Doroty i ojca dziecka, po chwili słyszę płacz rodzącej. Wychodzę na korytarz i mijam się z chłopakiem, który wychodzi z bloku. Stoję na korytarzu i czekam na powrót Dorci.

Po chwili wraca moja koleżanka, kręci smutno głową. ,,Płacze, bo zostawili ją samą, matka i chłopak nie mogli zostać, więc rozżalona jest na całego…” . ,,Słuchaj, Dorota, nie będę ci przeszkadzać, daj znać jeśli będę potrzebna..”,,No tak, muszę z nią spokojnie pogadać, bo coś mnie niepokoi… „. Idę do siebie i mówiąc szczerze, nie myślę już o wątpliwościach koleżanki.

Rano, spotykam Dorotę w windzie, obie jedziemy do szatni. Zagaduję ją o poród. ,, Za chwilę będzie rodzić, ale wiesz, miałam rację. To uciekinierka z ośrodka wychowawczego, do tej pory poniewierała się z tym chłopakiem w różnych miejscach, papierosy, alkohol, ona ma kuratora, matka to ją już parę lat nie widziała, ale zgodziła się pojechać do szpitala jak ją złapały bóle, oddziałowa będzie pilotować sprawę dalej, szkoda tylko zmarnowanego życia”.