Kłamstwa i półprawdy

Ostatnio usłyszałam w programie TV fragment wypowiedzi ojca dziecka z zespołem Downa. Opowiadał jak pielęgniarka przyniosła maluszka do sali matki i powiedziała, że ,,nic z tego dziecka nie będzie”, a oburzony tata zwrócił jej uwagę, że to takie samo dziecko jak inne. Aż mnie zatrzęsło. Jak pracuję tyle lat w szpitalu, nigdy nie słyszałam żeby ktoś z personelu tak odezwał się do rodziców dziecka z wadami. Owszem, nie jesteśmy aniołami, ale to już kłamstwo. Żadna położna czy pielęgniarka nie powiedziałaby takie słowa do matki. Myślicie, że nigdy nie urodziło się w mojej obecności dzieciątko z Downem, wodogłowiem, rozszczepem kręgosłupa, bez rączki ? Wiem, co wtedy dzieje się na bloku porodowym, zapada cisza, na twarzach personelu widać powagę i współczucie, nie ma rozgardiaszu czy śmiechu. Pediatra lub neonatolog w obecności położnej spokojnie tłumaczy co zaobserwował przy badaniu, zawsze zaznacza, że jest to wstępna diagnoza i konieczne są dalsze badania. Nikt nie snuje czarnych wizji, nie mówi, że dziecko to kaleka, roślinka itp. Owszem, często rodzice proszą o pełny obraz danego rozpoznania, ale zawsze lekarz zaznacza, że istnieje wiele stopni upośledzenia czy ograniczeń i nie wszystko możne dotyczyć ich dziecka. Ale rodzice pamiętają tylko jedno:,, lekarz mówił, że nie będzie chodził a on chodzi”. No i jeszcze te opowieści jak położna czy pielęgniarka powiedziała, że to dziecko jest do niczego, taka roślinka, czy kaleka….Kłamstwo! Nigdy nie słyszałam, żeby najbardziej wredna położna w ten sposób wypowiadała się o dziecku w obecności matki czy ojca.

Prawdą jest, że w dyżurce komentujemy stan zdrowia dziecka i omawiamy zaobserwowane objawy czy zmiany w wyglądzie zewnętrznym. Ale nigdy nie jest to podyktowane niezdrową ciekawością czy złośliwością, raczej mamy na uwadze aspekt zawodowy. Często zastanawiamy się dlaczego tak się stało, z jakiego powodu doszło do powstania wad.

Przecież też jesteśmy matkami, wiemy co czuje w takiej chwili kobieta, więc dlaczego miałybyśmy być takie podłe? Po co te kłamstwa i pomówienia? Żeby poczuć się lepiej? Niech ktoś inny będzie zły i podły?

Nasza koleżanka ma córeczkę z zespołem Downa – teraz to już duża panna, druga pochowała  półrocznego syna z wadą serca, innej syn zmarł po półrocznej śpiączce powypadkowej. Nie jesteśmy inne od matek, którym towarzyszymy przy porodach.

Może te kłamstewka  to forma obrony, ale dlaczego kosztem innych? Bo tak łatwiej pogodzić się z losem i przyjąć postawę szlachetnego i pełnego wyrzeczeń rodzica?

Wiecie, jak ja się czuję, gdy docierają do mnie kłamstwa dotyczące mojej pracy? Koleżanki mówią mi: daj spokój, nie denerwuj się, szkoda zdrowia, ale ja czuję się obrzucona błotem. Chodzę całą noc do pacjentki, pomagam, przewijam dziecko, a potem ona skarży się na wizycie, że nikt do niej nie zaglądał i nie mogła się doprosić pomocy od położnej. Ja bronić się nie mogę, bo skończyłam dyżur a kobieta wyjdzie do domu zanim będę znów w pracy. Nic nie mogę zrobić.

W jednym z seriali ( chyba  dr. House ) bohater mówił, że pacjenci kłamią. Czasami to prawda, że kłamią.