Przypadek

Pracy mamy dużo, bo dzieci jest ponad stan. Wszystkie sale zajęte. Dla nas to dobrze, ale jednocześnie ciężko. Ostatnio dziewczyny miały przekazanie do dalszej diagnostyki noworodka z zespołem zaburzeń oddechowych. Jak przyszłam na zmianę to już dziecka nie było, bo pojechało do specjalistycznej placówki, ale one to ze stresu ledwo żyły.

Doszło do reanimacji i intubacji noworodka, który zewnętrznie nie miał żadnych wad, śliczny chłopczyk, różowy i oceniony na 9 pkt Apgar, sama radość. Po kilkunastu godzinach od porodu zaobserwowały drobne zaburzenia oddechowe. Podejrzewały przejściowe zaburzenia adaptacyjne, powiadomiły lekarza, umieściły na stanowisku resuscytacyjnym i podłączyły aparaturę monitorującą. Niby nic uchwytnego, bo i saturacja była na granicy, dziecko nie męczyło się przy ssaniu, ale zaczęło chwilami ,,postękiwać”, a to mógł być początek niewydolności oddechowej. W momencie badania lekarskiego doszło do bezdechu i konieczności reanimacji, Karolina opowiadała, że to był całkowicie nagły bezdech, dziecko przestało oddychać i umierało. Jeszcze przed chwilą były drobne zaburzenia regularności oddechu a teraz teraz musiały walczyć o życie. Przypadek, że był przy tym lekarz, który od razu intubował dziecko, że maluch był na stanowisku resuscytacyjnym i cały sprzęt był ,, pod ręką”. Strach myśleć co by było, gdyby to wszystko wydarzyło się na sali u matki. Zanim dotarłaby pomoc minęłyby minuty, te ,,złote” minuty życia.

,,Enka” przyjechała bardzo szybko, w tym czasie dziewczyny zabezpieczyły dostęp naczyniowy, pobrały krew i mocz do badań biochemicznych i bakteriologicznych, przygotowały wszystko do transportu, a jednocześnie cały czas jedna była przy dziecku. Dzięki Bogu dwie położne miały dyżur. Strach myśleć co by było, gdyby była tylko jedna.

Dzieciątko żyje chociaż rokowania są bardzo złe. Diagnozowanie poszło w kierunku wrodzonej choroby metabolicznej. Tylko tyle wiemy po telefonicznej rozmowie naszego szefa z lekarzem prowadzącym. Serdecznie współczuję Rodzicom, oby mieli siłę aby przetrwać wyroki losu.

Zawsze się bałam nierozpoznanych chorób metabolicznych, to chyba najgorsze co się może wydarzyć. Nie przypuszczasz nawet, że dzieje się coś śmiertelnie niebezpiecznego z dzieckiem i dopiero pogorszenie stanu dziecka jest sygnałem do działania.

64 Komentarze

  1. Bardzo współczuję rodzicom dzidziusia i życzę im dużo sił w tym trudnym czasie…mój syn miał właśnie robione badanie w kierunku wrodzonych chorób metabolicznych, gdyż za szybko rośnie mu główka, a wykluczono wodogłowie…na szczęście wyniki okazały się dobre…przynajmniej te, bo nadal czekamy na wyniki innych badań…Mimo iż moje dziecko nie jest w tak złym stanie jak to, łączę się w bólu z tymi rodzicami, bo sama drżę o zdrowie synka…

    • Karolino, mam w tej chwili dokładnie ten sam problem. Zbyt szybki przyrost obwodu głowy. Może mogłabyś podać adres e mail bo bardzo chciałbym zadać parę pytań a tu na forum wolałabym tego nie robić.

      • Nie matrwcie się tak. Mam 6 letniego synka któremu główka do 2 roku życia rosła w zastraszającym tempie. teraz jego obwód to 61 cm, ale chłopak jest zdrowy jak rydz, piszę i czyta a jest taki przemądrzały że w pięty idzie :) teraz idzie do szkoły..po TK głowy ok 2 r.ż. stwierdzono że taka uroda i że musiały się nasze geny tak zmutować..są takie dzieci i tu cytat neurochirurga dziecięcego z Poznania:”jedno dziecko ma duże uszy, a drugie głowę..trzeba się cieszyć że mózg ma dobrą powierzchnię czaszki do rozwoju” także dziewczyny bez pakini, jeśli nie ma żadnych objawów neurologicznych

    • Nie bardzo rozumiem dlaczego współczujesz, przecież to dziecko żyje. Ja im gratuluję! Wierzę, że dzieciak z tego wyjdzie, bo szansa chyba jest duża?

      • Owszem, gratulować można narodzin dziecka, ale Współczuję im, bo przeżywają teraz bardzo trudne chwile, mimo iż nadzieja jest, w chwili obecnej, gdy dziecko walczy o życie rodzicom nie jest łatwo. Samo patrzenie na cierpienie dziecka, niepewność tego, co mu jest, jaka będzie jego przyszłość jest dla rodzica piekłem…

      • Czy to Pan jest autorem bloga pragnieniedziecka? Czytałam wszystkie wpisy w trakcie ciąży. Jest ogromna prawda w tym że ludzie nie chcą słuchać „jeśli coś jest nie tak”. Gdy u synka wykryto szmery na serduszku wszyscy pocieszali ze bedzie dobrze ale tak naprawde nie chcieli słyszeć co tak naprawde sie dzieje. I pamietam wzrok wspólspaczek z sali gdy ja nie potrafiłam powstrzymać łez. Na szczęscie to nic groźnego i mąż teraz smieje sie z mojej paniki ale fakt to fakt. Nie powinno sie okazywac uczuc bo to cos niestosownego- smutne. Niestety teraz z wiadomych przyczyn nie śledze tak często Pana bloga ale mam nadzieje że z dzieciakami wszystko w porządku:) Pozdrawiam

    • Mojemu synkowi też za szybko rósł obwód główki. Zaczęło się to po 3 miesiącach. Lekarka podejrzewała wodogłowie. Badania jednak nie potwierdziły niczego. Obecnie synek będzie obchodził 4 urodziny ;) Każde dziecko jest inne i w innym tempie się rozwija ;)

    • Ja tak samo i łzy mi płyną jak sobie to przypominam. U nas skończyło się to dobrze, modlę się i o to dzieciątko

  2. Czytałam z zapartym tchem i łzami w oczach, bo sama znalazłam się w podobnej sytuacji. To było w 2 dobie życia mojego Maleństwa, saturacja leciała w dół…podejrzenie wady serca! Mało nie zamdlałam. Nagle zrobiło się tłoczno koło dzieciątka…pobierania krwi (ciężko przeżyłam cięcie żyłek), zakładanie dróg itp i ta „N” która zabiera dziecko…Po kilku dniach zdiagnozowano niedomykalność zastawki, doktor powiedziała, że nie jest to wada ale wyczytałam co innego. Najgorszemu wrogowi nie życzę takich stresujących sytuacji! A Skarbek ma już 4 miesiąc i ślicznie rośnie :)

    • Dzieci z wadami serca kierujcie od razu pod skrzydła dr. Malca.
      Przykład: brak lewej komory serca – aby dziecko było zdrowe, musi przejść operację w pierwszych 7 dniach życia. W Polsce zwleka się z tym nawet pół roku…
      Dr Malec operuje w Munser także polskie dzieci i to z dużą zniżką!

      • Moja córka miala ta chorobę zwana hipoplazja lewej komory serca (HLHS) i pierwsza operacje miala w wieku miesiac po urodzeniu

    • Moja siostra ma zdiagnozowaną niedomykalność. Wyszło to w okresie dojrzewania, gdyż bardzo szybko rosła i nagle okazało się, że mocno męczy się. Lekarz uspokoił nas mówiąc, że ludzie żyją z tym bez problemu, o ile dbają o siebie. Nie przemęczają się, ograniczają alkohol i inne używki. Przez jakiś czas miała zwolnienie na określone ćwiczenia, a jeśli przesadziła z czymś to robiło się jej słabo, tyle. Nadal prowadzi bardzo aktywny tryb życia i ma się bardzo dobrze. Nadal będę za zdaniem, że Google.com nie jest lekarzem i Internet nie powinien go próbować zastępować.
      Pozdrawiam!

    • moja corcia tez ma niedomykalnosc zastawki pnia plucnego,ma 17miesiecy i nadal jest szmer nad serduszkiem,nadal czekamy bo wlasnie z czasem powinna sie sama zamknac.saturacja tez spadala,potem pojawily sie inne problemy (podejrzenie Hirshsprunga) ale wykluczono a moj syn jest po operacji serduszka Calkowicie nieprawidlowy splyw zyl plucnych do zatoki wiencowej i ubytek w przegrodzie miedzyprzedsionkowej. koszmar przeszlam ale Bog dal ze jest b.dobrze i tego tez zycze tej Kruszynce opisanej w artykule tak jak wszystkim dzieciaczkom.zdrowia a dla rodzicow sil, wytrwalosci i wiary.

  3. Witam może troszkę prywatnie. Czytam panią od dłuższego czasu, mam pytanie może pani troszkę wyjaśni sytuację. Małżonka już w sumie leży 3 tydzień na ginekologii z Gestoza (zatrucie ciążowe). Czym tak naprawdę to grozi bo bez problemu można znaleźć informacje czym jest, ale ciężko się doszukać czym tak naprawdę grozi dla dziecka i mamy…

    • Wszystko zależy od nasilenia objawów, dawniej dotyczyło to trzech powikłań – nadciśnienia , obrzęków i białkomoczu (gestoza), obecnie uznaje się za wiodące nadciśnienie (PIH) a obrzęki i niewydolność nerkowa uznawana jest jako skutek. Taka ciąża uznawana jest za wysokiego ryzyka i konsekwencje zależą od nasilenia objawów i skuteczności farmakoterapii, każdy przypadek jest indywidualny, często nie wpływa to na stan ani matki ani dziecka, bo dobrze dobrane są leki i stan jest dobry, czasami konieczne jest hospitalizacja i baczna obserwacja, a czasami szybsze ukończenie ciąży. Wszystko jest zależne od stanu matki, wartości ciśnienia i innych badań i stanu dziecka, wieku ciąży. Proszę się nie denerwować i nie myśleć o najgorszym, spokój potrzebny jest matce i pozytywne myślenie, proszę się odezwać z nowinami, na pewno dobrymi

      • Dzięki bardzo za odpowiedź już zbliżamy się do 33 tygodnia żona od piątku znowu w domu. Ciekawe ile razy jeszcze tam wróci :). A czy zna pani jakiś skuteczny sposób na przywiązanie kobiety w ciąży do łóżka bo jak ją proszę to nie dociera :). A z dzidziusiem wszystko w porządku.
        Pozdrawiam

        • Moj ginekolog mowi, ze te ktore nie chca lezec kladzie w szpitalu.Gdy to nie pmoze leki podaje w kroplowce na stojaku bez kolek. W pierwszej ciazy lezalam w domu.Nie zawsze plackiem.Syn urodzil sie w 35 tygodniu. W drugiej ciazy najpierw lezalm w domu, a od 32 tygodnia w klinice.Warto bylo bo dzieki temu syn urodzil sie 1 dzien przed terminem.Nie wyobraza Pan sobie o ile latwiej z dzieckiem donoszonym niz z wczesniakiem.

        • Kochany, rozumiem troskę o dziecko, ale pomysły u przywiązywaniu żony, nawet jeśli sa metafora, sa przerażające. Ona nie jest bezmyślnym inkubatorem na dwóch nogach, tylko autonomicznym bytem, w ktrym dokonuje się cud powstawania nowego życia. Zastanów się, co możesz zrobić dla żóny, żeby nie musiała tak biegac, a nie jak ją uziemić. Rozmawiaj z nią, wyrażaj spokojnie troskę o nią i o dziecko, a nie kombinuj, jak jej zabrać buty i kluczyki od samochodu. Po prostu – szanuj swoją kobietę, która nosi w sobie Twojego potomka, i nie zapominaj o jej podmiotowości.

      • Ja miałam zatrucie ciazowe przy pierwszym dziecku, spuchlam na twarzy, obrzęki nóg, wysokie ciśnienie… Lekarz od razu skierował mnie do szpitala , miałam bardzo wysokie ciśnienie , ze zdenerwowania aż mi się trzesly nogi jak galaretka co oczywiście bardzo źle wpływali na ciśnienie,lekarze walczyli o ciśnienie cala noc, a zastrzyki były tak bolesne ze pamiętam do dziś – choć było to 21 lat temu. Na szczęście trafiła m na wspaniały zespół w szpitalu na Solcu w Warszawie, lekarze i pielęgniarki super, ja oczywiście wtedy mlodziutka i glupiutka w ogóle nie zdawalam sobie sprawy z zagrożenia, matriwlam się tylko tym czy będą wywoływać mi poród…. Urodziłam tydzień przed terminem, niestety syn ciężko rodził i ciężko się chowa do dziś, jest trudnym dzieckiem bo dla mnie to zawsze dziecko! Ale jest silny i zdrowy s ja z ciśnieniem teraz na nowo mam problem ,bo po porodzie wszystko przeszło jak ręką odjal

      • Witam doczekaliśmy udało się dotrzymać do 37 tygodnia (choć pediatra upiera się że to 36 … niech jej będzie) Sebastian jest wspaniałym cudem w naszym życiu. Obyło się bez przywiązywania żony :) ale większość czasu spędziliśmy w sali nr 17 pewnego szpitala. Dzidziuś jest zdrowy (dziś poszedł się opalać w okularkach :) ) Może w niedzielę będziemy wszyscy w domku. Buziaczki. Jak wyjdziemy spróbuję wysłać jakieś zdjęcie na konkurs bo na razie to tylko takie „standardowe” na oddziale. Właśnie taka mała sugestia na świeżo wiem że nie ma pani czasu… ale taki mały pomysł na posta. Przed i po porodzie jest wykonywane masę badań, trzeba podpisać szereg zgód itd. My mamy zasadę że zgadzamy się na to co nam personel podkłada, bo wierzymy że robią to dla dziecka większość pielęgniarek i lekarzy tłumaczy i omawia co i po co robią. Ale jakby znalazła chwilkę żeby opisać jakie badania i inne zabiegi po porodzie są wykonywane i po co. Nas troszkę zestresowało badanie przesiewowe na szczęście okazało się że przyczyną zamieszania była woskowina w uszach :). Zdziwiliśmy się też dlaczego codziennie ma pobieraną krew rano i wieczorem i dopiero któraś z pielęgniarek wytłumaczyła że miał niski poziom cukru i muszą to kontrolować… Oczywiście można sobie poczytać o tym na różnych forach itd. ale ja osobiście uważam że takie źródło nie jest zbyt wiarygodne…

  4. Historia zadziwiająco podobna do małej Laury z bloga kochamylaure.pl. Radze przeczytać pierwszy wpis o tej dziewczynce i, jeśli ma Pani możliwość, podpowiedzieć rodzicom o istnieniu choroby zwanej klatwa Ondyny. Moze warto diagnozować w tym kierunku, a nuz okaze się to właściwy trop. Pozdrawiam Panią i wszystkie dzieci urodzone pod Pani opieka

  5. Przeszły mnie dreszcze…mój malec ma 5tygodni..leci 6…pepuszek dalej nie odpadl,choc wyglada slicznie. Jakis starszy doktor kazal smarowac jeszcze tydzien Fioletem,ale ja sie boje ze wtedy chirurg nie bedzie mogl ocenic stanu kikutka. No i co? Niby ja sie martwie..a prawda jest taka ze to pewnie pikuś, a rodzice w calym kraju przezywaja okropne chwile, do tego takie malutkie dzieciaczki sie mecza… Ciąża i już samo rodzicielstwo to ogromna odpowiedzialność. Nigdy nie wiadomo co się może stać…
    pozdrawiam serdecznie!!!

    • Kochana, przede wszystkim nie denerwuj się. Miałam podobnie z córeczką. Po 5 tygodniach (z Octeniseptem) kikut trzymał się jakby w ogóle nigdzie się nie wybierał. Położna środowiskowa doradziła nam fiolet. Córcia miała dokładnie 7 tygodni kiedy kikutek odpadł. Daj Wam jeszcze trochę czasu :)

      • Ufff,dzięki!!! zatem nie tylko nasz pępuszek się tak przykleił do właściciela :) dzięki bardzo,fiolet juz od wczoraj ruszył do akcji także za pare dni może będzie efekt.
        …Tak. U nas to drobiazg,pikuś,a ja napisałam,bo po prostu serce boli jak maluszki cierpia, jak rodzice nie moga spać, a Mamy po 9, czasem bardzo ciężkich, miesiącach mają kolejne, jeszcze trudniejsze.
        p.s. a mogłabym prosić aby nasza Kochana Pani położna może lekko ruszyła temat ‚prof.chazana’ ? Czy mamy nie mają już nic do gadania? temat gryzie się gł.od strony mężczyzn,czy tego śp Dzieciątka, a co z mamą ? a co z cierpieniem tego Maleństwa przez te kilka dni życia… Co mówi się np. w szpitalu na oddziałach? Co mówią inne położne/pielęgniarki? KOBIETY ?
        Ciepło pozdrawiam!!!

        • Ten Octenisept to rozbić o kant… przepraszam za dosadność, ale moja Mała też miała długo kikut pępka, nowe zalecenia, że tylko to, bo fiolet, czy spirytus za mocne. Pępek z tym kikutem zaczął się ślimaczyć, zadzwoniłam do koleżanki, której siostra jest położną. Kazała mi pół na pół rozrobić w kieliszku czysty spirytus i delikatnie przemywać patyczkiem do uszy okolice kikuta. Nie minęły trzy dni jak kikut odpadł a stan zapalny się cofnął. Nigdy żadnego cholernego Octenisepyu:)

    • Mojej malutkiej po miesiącu dopiero odpadł pępuch, i oczywiście stosowałam ocenisept. Niestety ten lek wydłuża gojenie pępka. Przed porodem czytałam jakąś naukową publikację, że obecnie odchodzi się od smarowania pępka czymkolwiek, a ocenisept jest wskazany wtedy gdy z pępkiem dzieje się coś złego lub gdy maluch mieszka w kiepskich warunkach w wilgotnym i zagrzybionym pomieszczeniu. Położne oczywiście zaleciły ocenisept i ja durna stosowałam. Po 4 tygodniach przestałam regularnie stosować spraj i pępek odpadł. Moja siostra nie stosowała w zasadzie niczego oprócz spirytusu 70% raz na tydzień jak sobie przypomniała i u jej dzieci pępki odpoadły w ciągu 2 tygodni.

    • wiem co czujesz ja niestety mialam to nieszczescie ze moja malenka zmarla bo lekarze zbyt pozno sie zorientowali co sie dzieje poszlo zakazenie na organizm mam nadzieje ze sie uda tobie i twojemu malenstwu 6 tygodni miala a z pepkiem bylo nie tak jak trzeba trzymam kciuki za ciebie i malenstwo

  6. mój maluszek (już duży) od 10 dnia życia ma bezdechy afektywne. pierwsza kolka = pierwszy bezdech. to jest zupełnie co innego niż zaburzenia oddychania, ale tak czy inaczej dla rodzica jest przerażające. wpadał w bezdech, bo bolał brzuszek, bo piersi nie mógł uchwycić, bo był ubierany, wyciągany z kąpieli, szczepiony, wieziony w wózku, w samochodzie. każdy negatywny bodziec to był dla mnie horror, bo wiedziałam że się zezłości i będzie robił się siny. tak się napinał, że aż naczyńka w oczach mu pękały. pani pediatra stwierdziła, że tak małe dziecko nie powinno mieć bezdechów afektywnych, więc wysłała mnie do neurologa, na szczęście (w nieszczęściu) trafił mi się mały histeryk i złośnik, ale to jakoś przeżyjemy :) po 2 miesiącach takich rewelacji już nie robiło to na mnie najmniejszego wrażenia, trzeba robić swoje, a maluszka pocieszyć i tyle. najważniejsze, że nic z tego tytułu mu się nie dzieje (przebadany!)

    • My często w samochodzie mamy istny armagedon. Córeczka jest zdrowa ale bardzo nie lubi jeździć w foteliku. Czasami jest spokojnie, innym razem potrafi tak płakać że aż traci oddech.

    • jestem mamą 4 dzieci,
      jeśli chodzi o pępek to wyłącznie alkoholowy roztwór pioktaniny; nie wszystkie szpitale i położne to polecają ale jest najskuteczniejszy, kilka razy dziennie i dokładnie wkoło kikuta przy pomocy patyczka do uszu.

  7. Moja koleżanka wczoraj pochowała martowo urodzonego synka:( Ciąża przebiegała bez komplikacji, donoszona, pojechała do szpitala z bólami porodowymi. Dlaczego?:(

  8. Mój synek też postękiwał w szpitalu. Nie myślałam że to coś groźnego, ale jakoś tak wyszło że wspomniałam o tym pielęgniarce. Za chwilę przyszedł doktor, zabrali małego na prześwietlenie, zrobili badania. Okazało się że ma wrodzone zapalenie płuc. Spędziliśmy w szpitalu 8 dni, w międzyczasie na czwarty dzień zaczęła się żółtaczka. Ale już jest wszystko o.k.

  9. zapewne podali szczepionke i ujawnił się NOP. absurdem jest szczepic w pierwszej dobie zycia dzieciatko nic nie wiedzac o jego odpornosci. zapewne NOP zostanie zamieciony pod dywan.współczuje strasznie

  10. 16 lat temu urodziłam córkę, dostała 9 punktów w skali Abgar, mimo, że była wcześniakiem, urodzonym w 6 miesiącu. Ponieważ była w dobrym stanie położono ją na ogólnej sali, z innymi noworodkami, w zwykłej cieplarce. Gdy dostała zaburzeń oddychania nie było przy niej n i k o g o.
    Gdy w końcu to zauważono była w stanie zagrożenia życia. W rezultacie zaniedbania personelu szpitala (Warszawa, Instytut Matki i Dziecka!) córka ma porażenie mózgowe.
    Oczywiście życzę rodzicom, żeby wszystko dobrze się skończyło, ale niestety może być różnie.

  11. Dzieci jest ponad stan? A to mnie Pani zaskoczyła, bo tyle się mówi o niżu demograficznym…. Pozdrawiam ciepło :)

  12. Zwracam się do Bizonka – rok temu urodziłam córeczkę, a właściwie miałam cc w 32tc właśnie z powodu zatrucia ciążowego. U mnie niestety stan z każdym dniem sie pogarszał aż po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu padła decyzja o konieczności rozwiązania. Córcia urodziła się z hipotrofią (1270g), ale dostała 8pkt, była bardzo silna i obyło się na szczęście bez typowo wcześniaczych powikłań. Teraz jest super wesołym, zderowym i bardzo silnym dzieckiem i Wam bez względu na rozwój sytuacji tez tego życzę! powodzenia i trzymam kciuki!

  13. A ja wierzę że dzieciątko przeżyje .Ja miałam podobną sytuację synek miał zaburzenia oddychania 4 stopnia i nadciśnienie płucne lekarze nie dawali mu szans.Ja dużo się modliłam w tym czasie to dało mi siły .Dziś syn ma 5 lat i wszystko jest ok.

  14. „podobno” wszystko jest wola BOGA – nie wolno z tym „dyskutować” , pozwólcie umrzeć swoim dzieciom, nie przeciwstawiajcie się woli BOGA

  15. Ja pamiętam jak mój synek leżał na intensywnej w poznaniu 2 tygodnie urodził się z nadciśnieniem płucnym zachłysnął się smółką i jeszcze inne rzeczy.To były koszmarne trzy tygodnie ale dzięki lekarzom i reszczie personelu medycznego wyszedl z tego.Dziękuję im serdecznie.

  16. musza byc silni i przygotowac sie na wszystko bo jak powiedzial mi ktos w ciezkich chwilach gdy stracilam dziecko CO MIALA SIE STAC TO SIE STALO A MY NIE MAMY WPLYWU NA ZDROWIE

  17. pewnie od razu po porodzie dzieciątko zaszczepione syfem z rtęcią i aluminium….. i pewnie lekarz nie wiąże stanu dziecka ze szczepieniem choć ulotka wyraźnie wskazuje jakie mogą być skutki uboczne.. druga sprawa – szczepi się TYLKO zdrowe dzieci a jak to dziecko zostało zdiagnozowane???? Ręce opadają… :-( współczuje rodzicom

  18. minely 2 lata i urodzilam zdrowego syna mimo tego ze rokowania byly ze urodzi sie z zespolem downa — przezywalam to ale znow wrocilo zdanie CO MA SIE STAC TO SIE STANIE
    ALE ZASZLAM W CIAZE PO SMIERCI MAMY I CZULAM ZE JEZELI BOG DAL NAM POTOMSTWO TO BEDZIE WRAZ Z MAMA CZUWAL NAD MALENSTWEM ABY URODZILO SIE ZDROWE
    MA JUZ POL ROKU

  19. A może to szczepienia w pierwszej dobie życia …. raczej skłaniałabym się w tym kierunku. Niż wymyślanie wyssanych z palca chorób metabolicznych ….

  20. Jak sie dziewczyny polozne stresujecie robota, to zmiencie zawod. Tu trzeba zelaznych nerwow i zimnej glowy, a nie rozmyslania co to bedzie i „stresowania sie”.

  21. Ciekaw jestem czy dziecko dostało wcześniej szczepionkę. U nas pierwsze się szczepi a później dopiero bada dokładnie. Tak miałem z moimi bliźniaczkami, które urodziły się z jakimiś tam torbielami w głowie. Na szczęście nie zgodzilišmy się na szczepienia i dziewczyny są zdrowe. Bez szczepień.

  22. przeżycia naprawdę straszne- moja córcia niecałe dwie doby od urodzenia również miała bezdechy :-( spedziłyśmy w szpitalu ponad miesiąc- na szczęście wszystko skończyło się dobrze i teraz możemy cieszyć się obiema CUDOWNYMI, a co najwazniejsze ZDROWYMI dziewczynkami :-)
    trzymam mocno kciuki!

  23. kochane Położne! czas baczniej przyjżeć się problemowi szczepień…czas zechcieć wiedzieć więcej, poszukać informacji…Również jestem zdania że szczepienie zaraz po narodzinach to absurd…zbrodnia…Współczuję dzieciom. Drugiego dziecka nie szczepię po porodzie. Bariera krew mózg wykształca się dopiero w 3-cim miesiącu życia. Cały syf idzie do mózgu bezbronnego niemowlaka. Dlaczego personel medyczny nie widzi, nie chce tego widzieć? Skąd ta nagonka i agresja- zwłaszcza lekarzy , sanepidu, pań z przychodni na rodziców którzy nie szczepią? Nikt nie odpowie za NOP-a, dlaczego, skoro szczepionki są takie bezpieczne, nikt, ani sanepid, ani lekarz, ani położna nie chce wziąc za to odpowiedzialności?W innych państwach UE nie ma przymusu szczepień i, a w razie wystąpienia nop-u państwo płaci odszkodowanie. Czas zechcieć otworzyć oczy. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.