Powrót z chorobowego

Powrót do pracy po L4 to uczucie powrotu do normalności i zwykłego życia. Fajne uczucie. Pacjentki podejrzliwie patrzą na moje urazy po wypadku, ale to tylko kosmetyka, muszą się zagoić i tyle. Te odważniejsze pytają co się stało. I pocieszają, że nie jest tak źle. Oj, to takie naciąganie prawdy, bo lustro mówi co innego.

Siedzę na oddziale i składam ciuszki w szafie – chyba oddziałowa ,,ukrywa” mnie przed ludźmi. Coś ostatnio źle się dzieje z naszymi ubrankami dla dzieci. Wracają z pralni i z wyglądu przypominają ścierki. Już były składane dwie reklamacje i nic. Pieluchy tetrowe to kolorem nie ustępują mopom. Rzeczy są rozciągnięte i zdeformowane.Tragedia. Pralnia przeprasza i obiecuje zmiany, ale ubranka nadają się już do wyrzucenia, żal serce ściska nad taką stratą. Tym bardziej, że to darowizny, nowe rzeczy. Mają nam odkupić. Ale nigdy nie będą  tej jakości co mieliśmy.Szkoda tego wszystkiego.

Mam czas przejrzeć ulotki. Poukładać i posegregować. Przy okazji widać jakie głupoty czasami są tam powypisywane. Niby ,,poradnik dla mam” a takie bzdury, że od razu wyrzuciłam do kosza, w tym ,,mądrym dziele poradnikowym” nadal pępek trzeba pielęgnować spirytusem, do pielęgnacji,,koniecznie” polecają tyle kremów i szamponików, że strach. Nie wyróżniam żadnej firmy, bo to wybór pacjentek, ale nie mogą do kobiet trafiać głupoty.

Szef poinformował mnie, że dziecko u którego zaobserwowałam skrócenie małego paluszka u dłoni, pomimo skierowania do poradni i zaleceń kontroli rozwoju, nie było diagnozowane, bo rodzice nie mieli na to czasu – upłynęło już 5 miesięcy od narodzin. Rączka się nie rozwija, jest znacznie krótsza, drobniejsza. Przypadkowo zaobserwowano deficyt ruchowy u dziecka podczas pobytu na oddziale dziecięcym. Czyste zaniedbanie. Takim rodzicom to tylko przetrzepać skórę. I nie ma tu tłumaczenia, że nie wiedzieli gdzie lub jak, bo nasz ordynator wydaje skierowania z umówionym terminem, tylko pojawić się w poradni. Ot życie.