Jak Dorcia poszła pod nóż

Mądre to przysłowie, że szewc bez butów chodzi. Oj, mądre.

Niedzielna noc. Roboty sporo, bo i wizyta lekarska, i zlecenia, a do tego sporo dzieci. Biegam, jak kot z pęcherzem. Na korytarzu mijam Dorcię, jakaś taka szara na gębie i zgarbiona.

-Dorcia, a ty co taka wypluta?

-Oj, nawet mi nic nie mów, chyba coś mi zaszkodziło, boli mnie brzuch , głowa,wszystko.

-Żebyś tylko rotawirusa nie przywlokła, a masz biegunkę?

-Nie, wariacie, tylko mi niedobrze.

-To weź sobie jakiś paracetamol czy co, może No-spa?

- Wzięłam, już mi troszkę przechodzi, mam teraz poród, ale potem to będzie spokój to dojdę do siebie….

Potem to było pilne cięcie cesarskie i Dorotę widziałam na sali operacyjnej, nic nie mówiła to myślałam, że już się dobrze czuje. Przyjęcie noworodka na oddział, dokumenty i pobranie krwi do badań zajęło mi trochę czasu. W drodze do laboratorium to nawet myślałam czy nie zajrzeć do niej na blok, ale pomyślałam, że jak zrobię wszystko to pójdę pogadać. Jak wróciłam z laboratorium to przyszła matka wcześniaka, potem musiałam zajrzeć do jeszcze jednej sali, sprzątałam zabiegowy, zrobiłam pakiety….

O godzinie trzeciej w nocy poszłam na blok porodowy. Żeby to nie był pusty przebieg, zabrałam do uzupełnienia pakiety sterylne i pieluchy. Wchodzę do dyżurki, a Dorcia klęczy przy fotelach i jęczy.

- Matko kochana a ty co robisz?

- Nie śmiej się, ty wiesz jak mnie boli, z samego rana to idę do lekarza, trudno, niech się sypie grafik….

- Wariatko, jak tak boli, to nie ma co czekać, idziemy na Izbę Przyjęć, a swoją drogą trzeba było zadzwonić…

- Daj spokój z Izbą , będą mówić, że histeryzuję….Wiesz, że ja jestem słabo odporna na ból, może to niestrawność a latam po nocach ….

Pomyślałam, że poproszę o pomoc dziewczynę z Izby, niedawno rodziła jej córka, więc na pewno nie odmówi. Zadzwoniłam i opowiedziałam co się dzieje. Pielęgniarka kazała tylko wsadzić Dorcię do windy a one ją wezmą na izbę. Zadanie łatwe i proste. Dorcię postawiłam na nogi i dalej holować do windy. Ta, przygięta jak scyzoryk, nawet nie stawiała oporu. Tak szybko mi to poszło, że nawet dumna z tego byłam. Powiadomiłam lekarza, że będę pilnować bloku, dopóki nie wróci Dorota, a że nie było pacjentek, to nie było problemu. Zadowolona wróciłam do siebie. Po godzinie powędrowałam po wyniki do laboratorium, a na półeczce oddziału wydruku brak, zaskoczona pytam laborantki, kiedy będą.

- Musicie czekać, chirurgia ma pilny zabieg i całą górę badań, jeszcze krew mam do krzyżówki, wyniki są w systemie, a wydruki dam jak zrobię chirurgię.

No, nie ma sprawy, wiadomo, że trzeba czekać. Wróciłam na oddział. Na korytarzu spotykam lekarza dyżurnego i gadamy, że cały blok operacyjny chirurgii oświetlony, że pewnie jakieś wyrostki, woreczki, albo wrzody. No, kiedyś to były zabiegi z wypadku, ale teraz, wszystko jedzie do specjalistycznego, więc chirurdzy robią samą drobnicę. Śmiejemy się z dyżurantem, że rżną po nocy, żeby im do rana pacjent nie uciekł.

Około godziny piątej pomyślałam, że trzeba zadzwonić na Izbę i dowiedzieć się, co z moją Dorcią. Rozsiadłam się przy biurku i wykręcam numer Izby.

- Noworodki się kłaniają, u was jest moja Dorota, chciałam się dowiedzieć, kiedy wróci na oddział…

- No, nie prędko…

- A co? Dalej ją boli?

- No, teraz to już nie, bo pewnie śpi…

- Uśpiliście mi Dorcię ! Ale tak poważnie to niech powoli wraca, bo raport i w ogóle…

- Kochana, Dorcia jest na bloku, już ją zerżneli, pękł jej wyrostek i długo sobie poleży.

- Jak to zerżneli?

- Normalnie, skalpelem, a swoją drogą to wytrzymała ta Dorcia, chodzić z takim ostrym brzuchem….

Taką niespodziankę zrobiła mało wytrzymała na ból koleżanka, a jej mąż Doroty to był tak zaskoczony, że zszokowany powiedział do mnie : ,,jak to zoperowana?, przecież dzisiaj mieliśmy kupić lodówkę?”