Grzeczna

WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO OSÓB I ZDARZEŃ JEST PRZYPADKOWE

Jak zobaczyłam ile sal jest zajętych na położnictwie to już wiedziałam, że to nie będzie spokojny dyżur. Jak jest tak dużo porodów to znaczy, że zaczęła się ,,fala”. Taki nawał będzie przez kilka dyżurów i trzeba to tylko przetrwać. Wiadomo, że najgorsze są nocne dyżury, bo pełnione w pojedynkę, ale co zrobić? Taka praca.

Koleżanka z dniówki, widząc co się dzieje, poważyła mi noworodki. To duża ulga, bo przy tym stanie dzieci, zajęłoby mi to co najmniej dwie godziny. A ja czasu to za dużo nie miałam. Na oddziale do zrobienia: godzinowe zlecenie badania krwi i obserwacja pulsoksymetryczna u dziecka urodzonego z niskim Apgarem, czworo dzieci pod moją opieką, które trzeba przewinąć i nakarmić, i cały oddział matek. Jak to piszę to wydaje się, że to niewiele. Ale w rzeczywistości trzeba szybko się zorganizować, żeby niczego nie odkładać na później, bo przecież jest jeszcze porodówka. A tam dwie rodzące, więc jak w banku będę wzywana do każdego nowonarodzonego dziecka, co zajmie mi przeciętnie godzinę na każdy poród. Oczywiście, jeśli będzie wszystko w porządku. Muszę więc ogarnąć oddział i nadrobić to, co da się wykonać wcześniej. Posprzątać i zarejestrować badania na rano, przygotować i opisać próbówki.

Pierwszy poród odbył się zaraz po godzinie 21. Dziewczynka urodziła się na 10 punktów, różowa i żywotna. Matka bardzo energiczna i konkretna, prosiła, żeby nie kłaść jej córki na brzuch zaraz po porodzie, bo przeraża ją to. Woli, żeby była czysta i ubrana. Nie ma problemu, nie wszyscy lubią widok zakrwawionego i mokrego dzieciaczka na swoim brzuchu. No, cóż, standard opieki porodowej nie rozumie, że niektóre kobietki to przeraża i zwyczajnie nie chcą tego.

Do drugiego porodu wezwanie było po drugiej w nocy. Tu nie szło zbyt dobrze. Młoda dziewczyna, pierwsze dziecko, położna prowadząca kręci głową, idzie opornie. Wracam na oddział i zabezpieczam dzieci, powiadamiam neonatologa i pędzę na porodówkę. Na wszelki wypadek szykuję się jak do nagłego cięcia  i stanu zagrożenia życia dziecka.

Rodząca prosi, żeby poczekać z cięciem, bo ona postara się dobrze przeć i wszystko będzie dobrze. Ale ekipa anestezjologiczna już jest gotowa, na sali cięć zaczyna się ruch. Czekamy na sygnał ginekologów. Neonatologia gotowa. Stoję na sali porodowej i słyszę jak pacjentka prosi, że jeszcze raz spróbuje. Że ona się postara i nie będzie nikomu sprawiać kłopotów. Lekarz uspokaja ją i tłumaczy całe zagrożenie, ale dziewczyna prosi: spróbujmy jeszcze raz, ja będę grzeczna. Anestezjolog unosi brwi i patrzy na mnie, ja również jestem zdumiona walecznością dziewczyny, ale też jej niefrasobliwością. Zaczyna się ból i dziewczyna prze jak szalona. Ku zdumieniu całej ekipy rodzi się dziecko, bez problemów i w dobrym stanie, żywotne. Z wszystkich opada napięcie, każdy lubi takie zakończenie. Młoda mama cieszy się , że dała radę i dziękuje wszystkim, jest strasznie grzeczna. Neonatolog patrzy na mnie i cichutko komentuje:,, nie wiem co oni jej dali ale to działa”.

Moment szycia naciętego krocza. Ginekolog głośno prosi o pomoc przy wziernikach, a położnica odzywa się: ,,może ja potrzymam, żeby było doktorowi wygodnie?”. Wszyscy śmiejemy się. A dziewczyna odzywa się : ,,mama mówiła, żeby być grzecznym to wszystko będzie dobrze i szybko pójdzie”. Wiadomo, zawsze trzeba słuchać mamy!