Sezon grypowy

Już kiedyś pisałam o problemach epidemiologicznych w szpitalu, myciu rąk i czystości, ale muszę znów to wykrzyczeć: LUDZIE, PO JAKĄ CHOLERĘ CIĄGNIECIE ZE SOBĄ CHORE DZIECI DO SZPITALA NA ODWIEDZINY !!!!!!!!!!!!!! Czy to brak wiedzy, zdrowego rozsądku czy zwykła głupota? Dlaczego narażacie innych, mniej odpornych: noworodki, ludzi starszych i już obciążonych zdrowotnie, osłabione matki. Gdzie tu rozum i odpowiedzialność?

W niedzielę zaczynają się odwiedziny już w południe, pełne wycieczki, całe rodziny. Z jednej strony to piękne, niech ci chorzy mają wsparcie i troskę, z drugiej strony: przeraża. Pech chciał, że musiałam przejść się na oddział neurologiczny: sterylizatornia pomyliła skróty nazw oddziałów w opisie pakietów. Oni to ,,neu”, my ,,now”, w przypadku pisma odręcznego łatwo o pomyłkę. Tak, więc pakiet z naszymi narzędziami trafił na neurologię, koleżanki zadzwoniły, że zagubione pakiety są u nich. Ubrałam fartuch ochronny i zeszłam na neurologię.

Na salach chorych aż czarno od odwiedzających, chociaż jest świetlica, to nikt z niej nie korzysta. Szukam pielęgniarek, ale one akurat robią toaletę, więc czekam aż skończą. Stoję przy dyżurce i słyszę potworny, krtaniowy kaszel na jednej z sal. Zaglądam na salę, żeby sprawdzić, czy wszystko ok. A  tam  tłum odwiedzających, z chorym kilkulatkiem, otacza leżącego starszego pana po udarze. Dzieciak siedzi na łóżku i kaszle, wprost na dziadka. Widać, że maluch ledwie oddycha, jest niespokojny i chce wyjść, ale babcia prawie siłą trzyma dziecko na łóżku chorego. Bo przecież dziadek cieszy się z odwiedzin. Nie wytrzymuję i zwracam uwagę, ale lepiej bym zrobiła (dla swojego samopoczucia) nie odzywając się. Pyskówkę przerywa pielęgniarka. Głośno przyznaje mi rację, ale widzę, że nic to nie zmieniło. Zabieram pakiety i idę na swój oddział. I tu niespodzianka !

Na ,,czwórce”, wśród odwiedzających czworo dzieci, w tym dwójka ma taki katar, że sople wiszą z nosa, jak wycieki wulkaniczne. Trafił mnie szlag. Palnęłam taki wykład, że sama bym się bała, prawie siłą wyprosiłam osobę odwiedzającą i dzieciaki z pokoju, z zaznaczeniem, że opiszę w dokumentacji, jak narażony był noworodek. Wiem, byłam wg odwiedzających niegrzeczna, ale wcale tego nie żałuję, bo do diabła, ktoś musi dbać o dzieci.

Ja wszystko rozumiem, ale czy tak trudno pojąć, że takie odwiedziny przyniosą więcej szkody niż radości, że kochający wnuczek ,,sprzeda” dziadkowi zapalenie płuc, a katar dla noworodka to ciężka infekcja? Ludzie, myślcie !