Złe nowiny

Jak przekazać złe nowiny? Nie ma takiego mądrego, kto zrobiłby to wprost idealnie. Zawsze jest jakieś ale. Za delikatnie – dajesz zbędną nadzieję, za brutalnie – brak empatii i zwyczajnie jesteś świnią. Nic dziwnego, że podświadomie unikamy takich rozmów i zazwyczaj nic nie mówimy. Bo chociaż w teorii jest to temat otrzaskany to w realu nie wiesz co odpowiedzieć, gdy na ciebie nie padnie pytanie :,, czy moje dziecko jest zdrowe, wszystko z nim w porządku ? ” – wtedy, gdy twoje doświadczenie mówi, że urodził się maluszek z zespołem Dawna, z wadami lub innymi zaburzeniami rozwoju.

Nikt nie powie, przed pełną diagnozą. A takiej nie robi się na sali porodowej. Wyjątek stanowią jasno określone wady – rozszczepy, brak kończyn czy inne zmiany. A co robić, gdy podejrzewasz, że występuje zespół wad, bo dziecko wiotkie, szeroki odstęp między palcem wskazującym a kciukiem, albo linia uszu jest bardzo nisko, lub włoski na głowie sięgają aż do plecków, albo nosek szeroki, oczka migdały, lub niepokoi cię proporcje ciała. A z resztą możesz się mylić! Bo w medycynie nie ma łatwych diagnoz, zawsze możliwa jest pomyłka i trzeba zachować pokorę. Nie jestem nieomylna, jestem tylko położną, która musi się jeszcze wiele nauczyć.

Czekam w takich przypadkach na lekarza neonatologa, zwracam jego uwagę na moje wątpliwości. Czasami on dodaje swoje spostrzeżenia i wiemy, że będą to złe nowiny. Ale tak bywa, że natura jest niedoskonała. Że trzeba się zmierzyć z nieszczęściem i modlę się, żeby medycyna znała na to receptę. Bo jak tu powiedzieć, że nie ma lekarstwa i możliwości leczenia, że tak już będzie bez poprawy i nadziei? Więc lepiej nic nie mówić, bo aż serce boli, gdy widzi się małego człowieczka, któremu łatwo w życiu nie będzie.

Nie ma ostatecznych diagnoz, wierzę, że zawsze jest nadzieja i możliwość leczenia czy rehabilitacji. Ale czasami nie zdaję egzaminu z profesjonalnej postawy i  nie mówię rodzicom wszystkiego co wiem o schorzeniu czy wadach ich dziecka. Nie umiem przekazywać złych nowin, nie daję rady.

Dwa dni temu trzymałam na rękach dziecko z zespołem ciężkich wad, lekarz przekazywał nowiny, a ja stałam i patrzyłam w przerażone oczy matki. Prawie nie oddychałam, miałam wrażenie, że nie mam prawa być przy ich cierpieniu, jestem obca. Kiedy podałam jej dziecko, zapytała ,,co teraz będzie? ” Wiedziałam, ale milczałam. Pogłaskałam ją tylko po głowie. Nie dałam rady, to też moje dziecko…….