Tęsknota za trzecią ręką

Miałam kilka dni urlopu, więc kiedy wróciłam to ledwie nadążyłam z pracą. Trafiłam akurat na falę urodzin. I to same porody z problemami. Nie chodzi o dzieci, ale o procedury. Kiedy matka ma wynik GBs dodatni lub przedwcześnie odeszły wody płodowe powyżej 18 godzin ( powinno to nastąpić w trakcie porodu – II okres) to u noworodka konieczne jest wykonania badań kontrolnych. Przy GBs to badanie krwi : CRP i morfologia, ale już przy odpłynięciu wód to cały cykl badań bakteriologicznych i biochemicznych, podanie antybiotyku- po uprzednim założeniu neoflonu. Jednym słowem mieć samotny dyżur i takie procedury do wykonania to jazda bez trzymanki.

Wkłuwasz dziecku igłę i pobierasz krew do próbówki na morfologię, jedną ręką trzymasz główkę i igłę oraz następną probówkę, a drugą mieszasz próbkę ( konieczność – żeby nie było skrzepu !). Cholernie tęsknisz za trzecią ręką. A jak zakładasz neoflon ( to taki malutki venflon) to jedna ręka trzyma dłoń wielkości kapsla, a drugą zakładasz wkłucie do żyłki cieniutkiej jak niteczka. I nie ma mowy o żadnej współpracy. Dziecko szarpie i wyrywa się ile sił. Jak się wkłujesz to modlisz się, żeby tylko umocować plastrem zanim dzieciak wyrwie neoflon. I masz tylko dwie ręce. Czy wiecie w jakim wtedy człowiek jest w stresie? Starasz się jak wariat, a drobny ruch noworodka może zniweczyć sukces wkłucia. Pamiętajcie, że żył nie ma dużo, tych widocznych. Są położne, które wkłuwają się ,,po palcu” czyli na dotyk. Najpierw uciskając palcem skórę dziecka, wyczuwają ewentualnie żyłę ( duża sztuka!) a potem wkłuwają się w jej światło. Ale nawet wieloletni staż nie zapewnia stuprocentowego sukcesu. Bo noworodek może mieć po porodzie obrzęk tkanek, jest zagęszczony ( więc krew szybciej krzepnie w świetle igły i już nie utoczysz ani kropelki), minimalny ruch główki może wykłuć igłę ( nie trzyma się główki jak w imadle ) a do tego manipuluje się probówkami, co trochę rozkojarza.

Jak do tego jesteś sama i między czasie musisz odprawiać z kwitkiem przychodzące z prośbą matki i zdenerwowanych tatusiów, to masz wszystkiego dosyć. U dorosłego taką procedurę wykonałabym w ciągu kilku minut, ale u noworodka to nawet kilkadziesiąt minut. Musisz być pewna, że wkłujesz się od razu, więc oglądasz, macasz i dezynfekujesz po kilka razy. Spokojnie i bez pośpiechu, bo chcesz jak najlepiej. Jedna strona główki, druga i znów ta pierwsza. Wybierasz żyłę, więc macasz i uciskasz, czy jest sprężysta, czy może to nic nie warta żyłeczka, czy prosta, czy nie pęknie…..

I nagle włazi do gabinetu zabiegowego ojciec z zapytaniem, czy to długo będzie trwało, bo on już by chciał jechać do domu, a w ogóle to dlaczego dziecko tak płacze? Czy aby nie robię mu krzywdę?

Najgorsze jest to, że zawsze tłumaczę rodzicom po co biorę ich dziecko i że będę wykonywać takie a nie inne czynności, i że może to trochę potrwać. Oj, wtedy przydałaby się trzecia ręka do popukania się w czoło ( znacząco na pytanie ojca!) – ale nie mam, a szkoda!