Macierzyństwo wg Jurka

On nie chce dziecka. Po co? Teraz?? Przecież jeszcze się nie urządzili, przecież jego partnerka musi skończyć kolejny kurs i mają plany na urlop, jeszcze nie czas. Potem nie pytałyśmy, bo to ich sprawa, a tak naprawdę przyzwyczaiłyśmy się, że Jurek i jego partnerka zrezygnowali z potomstwa. Tak myślałyśmy: zrezygnowali. Czas płynie, Jurek zrobił specjalizację, dzielił się z nami wspaniałymi wspomnieniami z urlopowych wojaży, robił remont mieszkania. Normalne życie. Jako ratownik medyczny przywoził nam pacjentki rodzące i czasami widział nowonarodzone dzieci. Ale nigdy nie mówił o noworodkach inaczej jak :wrzaskun, glista. Potem śmiałyśmy się, że sam będzie miał takiego wrzaskuna, który nie da mu spać przez miesiące , za karę. Takie pogaduchy.
Kiedyś spotkałam Jurka na korytarzu ginekologii. Stał oparty o ścianę z pochyloną głową. Ze śmiechem klepnęłam go w ramię: co tu robisz? Jedno słowo :poronienie, zmyło mi śmiech z twarzy. Próbowałam powiedzieć coś pocieszającego, ale tylko ucisnęłam go za ramię. Potem przelotnie widziałam go na ginekologii jeszcze kilka razy. Ale już nie miałam odwagi spytać co słychać. Widać było po nim smutek i rezygnację.
Na oddziale dziewczyny wiedziały o zmartwieniach Jurka, o staraniach o ciąże, poronieniach jego partnerki i kłopotach zdrowotnych. Część mówiła, że to kara losu za „złe” słowa o dzieciach, ale tak naprawdę wszystkie mu współczułyśmy.
Mijały lata, zmieniłam pracę i rzadko spotykam koleżanki z dawnego oddziału. Ale ostatnio korzystałam z „usług” izby przyjęć i spotkałam Jurka. Ze śmiechem zaczeliśmy rozmowę, że trzeba zmienić pracę, aby się spotkać. Bo Jurek nie jeździ już w karetce, woli pracę na oddziale, pewnie nie słyszałam, że ma glistę. W pierwszej chwili nie zrozumiałam, pomyślałam o chorobie, pasożytach, ale jak zobaczyłam ten uśmiech od ucha do ucha to zajarzyłam. Zdjęcia w telefonie, opowieści o ciąży, porodzie, kłopotach z oddychaniem u dziecka, respirator i walka o zdrowie. Glista ma już dwa miesiące, jest zdrowy, karmiony piersią, ale ojciec nie przesypia spokojnie nocy, bo boi się i ciagle ma włączone „czuwanie wewnętrzne”. Kupił czujnik oddechu, ale mimo tego nasłuchuje. Śmieję się z jego zaangażowania, bo ciągle pamiętam „tamtego” Jurka. Nie omieszkuję wypomnieć mu tego, ot taki mały, przyjacielski przytyk.
Jurek milknie a potem słyszę: głupi byłem, macierzyństwo to szczęście każdego dnia.
Nie poprawiam go, że w jego przypadku to ojcostwo, niech będzie macierzyństwo…
Wszystkiego najlepszego Jurku, jesteś cudownym ojcem