Bez umiaru

Kiedyś pisałam o zdrowym rozsądku. Myślałam, że w pewnym momencie przychodzi opamiętanie i zmiana nastawienia. Dziś wiem, że nie zawsze tak jest. I taka sytuacja przerasta wszystkich. Każdy robi błędy. Pacjentka z uporu, a my z chęci unikniecia konfliktu.

Jak zwykle chodzi o karmienie piersią. Pacjentki mają świadomość korzyści z karmienia naturalnego, chcą tego i nie zgadzają się na żadne dokarmianie. Jest to postawa godna pochwały i promowana przez położne. Z jednym wyjątkiem. Czasami, pod wpływem kilku czynników, ilość pokarmu kobiecego jest niewystarczająca. Co wtedy się dzieje? Noworodek zaczyna się odwadniać, rośnie temperatura ciała, następuje znaczny ubytek masy ciała, stan noworodka pogarsza się. Jednym słowem, konieczne jest dokarmienie. Najszybciej taką konieczność może zaobserwować położna, opiekująca się położnicą i noworodkiem, ale dla niektórych pacjentek taka osoba nie jest autorytetem. ,,Taki ktoś” nie będzie decydował o zmianie obranej drogi i filozofii opieki nad dzieckiem i wychowania. Przecież pacjentka wie, czego chce, wspierana przez doradcę laktacyjnego ( kontakt telefoniczny – bez faktycznej oceny stanu położnicy i noworodka! – dla mnie szokujące !!!!!). Co robi położna? Proponuje podanie glukozy lub mieszanki mlecznej. Tutaj powinnam Wam opisać reakcję pacjentki, ale nie mogę. Jak opisać dziki upór, bez opamiętania i wątpliwości, że ,,ktoś” ma rację? Położna zgłasza problem lekarzowi. Dyżurny bada malucha i przedstawia wnioski diagnostyczne, i tu ,,niespodzianka” – matka nie zgadza się z opinią neonatologa, bo …Dopiero radykalne decyzje lekarza ucinają kłopotliwą wymianę zdań. U dziecka konieczna jest terapia lecznicza, a mama nawet w takim przypadku,,wietrzy” zaniedbania i naruszenie jej praw.

Uczciwie napiszę, przychodziłam na dyżur z nadzieją, że ominą mnie ,,przepychanki”. Ale to nie było mi dane. Wiecie o co poszło? O zlecone badanie krwi. Że zapomniano o pobraniu krwi od dziecka. Bo lekarz zlecił i nikt nie przyszedł do malucha. A w rzeczywistości: krew pobiera się po zakończeniu wizyty lekarskiej, więc od zlecenia do wykonania mija nawet godzina. Ja tłumaczę, a pani uśmiecha się lekceważąco i nawet nie patrzy na mnie. Mnie skacze ciśnienie i powtarzam sobie, że to tylko kilka dni. Wytrzymam.

Jak ocenić taką sytuację? Wiem jedno: jest to przykład totalnego braku zaufania dla personelu szpitalnego. Nie dyskutuję czy zasłużenie czy nie. I oczywiście nieetyczne zachowanie osób zajmujących się doradztwem. Najbardziej szkoda mi dziecka. I nie mówię tu o metodach czy filozofii wychowania. Jego matka na pewno chce jak najlepiej dla swojego dziecka. Ale nauczy go totalnej nieufności i podejrzliwości, każdy system będzie zły….A szkoda, bo życie jest takie trudne bez zaufania…