Zespół Munchausena

Czy matka może krzywdzić swoje dziecko? Może…. I ja miałam taki przypadek. Odchorowałam to i modlę się, aby nigdy już nie mieć z tym do czynienia. To było straszne dla dziecka, ale też trudne i przerażające dla mnie.

Zaczęło się od tego,że pacjentka ciągle skarżyła się na ulewania u swojego maleństwa. To częste u noworodków, czasami wystarczy skorygować błędy pielęgnacyjne i wszystkie kłopoty mijają bezpowrotnie. Zaczęłam obserwować i zaoferowałam pomoc przy karmieniu. Mama była bardzo chętna do współpracy. Słuchała cierpliwie, prosiła, żebym patrzyła czy dobrze robi, czy dobrze trzyma. Była pełna zaangażowania i dobrych chęci. Dziecko zjadło mieszankę, spokojnie ssało, nie męczyło się i oceniłam, że nie ma niepokoju. Wiedziałam, że karmienie sztuczne jest decyzją matki, ale zapytałam czy nie jest możliwe karmienie naturalne? Mama zaczęła mi opowiadać, że nie ma prostej sytuacji w domu, mąż nie pomaga, teściowa z pretensjami i do tego musi szybko wrócić do pracy. Współczułam kobiecie i podziwiałam, że tak dobrze sobie radzi.

Wróciłam do innych zajęć i myślałam, że kłopoty z ulewaniem mamy za sobą. Pod koniec dyżuru mama znów zgłosiła ulewanie. Weszłam na salę i zobaczyłam ubrudzone przetrawionym mlekiem dziecko, które ledwo łapie oddech przez zapchany nosek. Udrożniłam drogi oddechowe i przebrałam dziecko, które żałośnie płakało. Matka, pełna troski, próbowała mi pomóc. Zanim uspokoiłam dziecko i ogarnęłam sytuację, nadeszła pora zdania dyżuru.

Przekazałam koleżance raport z zaznaczeniem problemu ulewania i konieczności obserwacji dziecka. Zanim dojechałam do domu już miałam telefon z informacją, że matka złoży na mnie skargę, bo nie dbałam dostatecznie o jej dziecko.

Poddenerwowana ledwo dojechałam do domu, przecież to wszystko było kłamstwem. W domu nakręcałam się nerwowo, nie spałam w nocy, rozbolała  mnie głowa, byłam kłębkiem nerwów. Wiecie, to moja nowa praca, przełożeni dopiero mnie poznają, a tu skarga o zaniedbanie. No, masakra.

Na nockę jechałam z potwornym bólem głowy i kamieniem w żołądku. Ledwo zobaczyłam koleżankę od razu zapytałam o dziecko. Dowiedziałam się, że maluch przebywa na obserwacji na patologii, bo całą noc ulewa. Cholera, coś przegapiłam! Miałam takie poczucie winy, wręcz wstydziłam się swojego niedbalstwa.

 

Całą noc myślałam o maluchu, musiałam ,,zaliczyć” komentarz matki na temat  nieuctwa i chamstwa położnych. Byłam jak zbity pies.

Poszłam na patologię, zobaczyć co z dzieckiem. Koleżanki od razu ustawiły mnie do pionu. Nie mam nic na sumieniu, dziecko jest zdrowe, wszystkie badania są ok. A problem tkwi w matce, która cierpi na zaburzenia psychiczne: zespół Mungchausena. Przez ucisk brzuszka wywołuje u dziecka ulewania. Tak robiła przy pierwszym dziecku i dziewczyny dobrze ją pamiętają. Ja jestem nowa, więc miałam pecha.

Rodzina pacjentki ma dostarczyć leki psychiatryczne a do tego momentu dziecko będzie izolowane od matki.

Niby wszystko w porządku, ale ja do tej pory nie mogę dojść do siebie.

 

 

 

13 Komentarze

  1. O kurczę… nie wiem co powiedzieć. I co teraz? Dopóki ta kobieta będzie przyjmować leki to będzie ok, a jeśli przestanie? Skrzywdzi swoje dziecko? Zabije je? A gdzie jest partner? Tata dziecka? Rodzina przecież wiedziała o chorobie tej kobiety. Czemu nie poinformowali lekarzy, położnych na samym początku? Milion pytań. Oby ta historia zakończyła się szczęśliwie.

  2. To bardzo trudny do wykrycia problem i mało się o nim mówi. Nie zdarza sie często ale za to często kończy się tragicznie. Jestem ciekawa czy mam wyszła do domu z dzieckiem? Czy maluchem zaopiekował się ojciec? jak rozwiązaliście ten problem?

  3. Wierzyć się nie chce…ale z drugiej strony to choroba, więc nie powinniśmy oceniać, prawda? Ja sama bałam się, że dostanę napadu i upuszczę maleństwo….albo że będziemy we dwójkę i dostanę napadu, kto się wtedy dzieckiem zajmie? Jednak pomoc rodziny to podstawa. A Pani Położnej życzę wszystkiego najlepszego w pracy :) dla mnie każda Położna jest bohaterką :)

  4. Na początku myślałam, że się trafił taki noworodek, jak ja – tj.mama jak mnie nakarmiła to musiała mnie położyć w łóżeczku (najlepiej jeszcze karmić w łóżeczku jak leżałam na płasko – jakby co karmiła butelką). Wystarczyło że mnie podniosła i już z brzuszka się ulewało. Jak mnie nie ruszała, to była nadzieja, że nie zwrócę tego co zjadłam. Tu się okazuje, że bohaterka posta za bardzo uciskała brzuszek…

  5. Ciekawy artykuł, jednak ciekawi mnie dlaczego w karcie pacjentki nie było adnotacji o takich zaburzeniach – skoro jak sie okazuje była już znana. Dlaczego skoro była już taka sytuacja z pierwszym dzieckiem, w tym samym szpitalu. Jak zwykle tysiące papierów, ankiet do wypełnienia a przekaz informacji zerowe. I jak zwykle cierpi osoba niewinna, w tym przypadku to maleństwo.

  6. Może jestem bez serca, ale takim mamom powinno się ograniczać prawa do dziecka. Nie wiem, czy ten zespół jest wyleczalny (słyszałam o nim to i owo, ale nigdy, czy można go wyleczyć / zaleczyć). W każdym razie dopóki matka stwarza zagrożenie dla dziecka, to nie powinna się nim opiekować, a już na pewno nie powinna zostawać bez nadzoru

    • Oczywiście, że nie, zabieg cc to zabieg operacyjny, może go prowadzić lekarz operator, położna może po przeszkoleniu wykonywać czynności instrumentariuszki.

  7. Witam,
    piszę ponieważ szukam pomocy. Już nie wiem co mam robić.
    Czy mogłaby Pani poświęcić chwilę na przeczytanie mojej historii i udostępnienie?

    https://pomagam.pl/wlasna-doroslosc

    Nie wiem co mam robić, nie widzę innego wyjścia.
    W razie potrzebny, bez problemu prześlę stosowne dokumenty poświadczające sytuację.

    Serdecznie pozdrawiam i proszę o pomoc!

  8. Aż nie mogę uwierzyć… Ktokolwiek powinien poinformować Panią o stanie zdrowia pacjentki, przede wszystkim personel, ale też to, że nie było nic wspomniane o tym w karcie pacjentki też jest zastanawiające. Ciekawi mnie co z rodziną, ojcem dziecka? Ktoś musi wiedzieć o tym, a pomimo tego nie podjęli odpowiednich kroków…

Odpowiedz na „RóżaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.