Ciąg dalszy „nauki odpoczynku”

Czytając Wasze komentarze pod ostatnim wpisem dochodzę do szczególnego wniosku: nie wszystko było złe w starym systemie!

Zwróćcie uwagę na najczęściej monitowane niedogodności: tłumy odwiedzających osób na salach położnic i  (szczególnie w pierwszym okresie po porodzie) brak możliwości realnego odpoczynku – konieczność ciągłej opieki nad noworodkiem. Niestety, nowy system opieki okołoporodowej zniszczył to, co do tej pory, w pewnym sensie, chroniło matkę i dziecko przed infekcjami i ogromnym zmęczeniem: ograniczenie kontaktów ze światem zewnętrznym, większa obsada personelu neonatologicznego, sale obserwacyjne dla noworodków. Obecnie , nawet nie mogę pomóc matce odpocząć. Bo nie mam gdzie zabrać malucha –  zwyczajnie nie ma takiej sali. A nie mogę, z przyczyn epidemiologicznych umieścić dziecka w gabinecie zabiegowym, czy pokoju opatrunkowym, zresztą tam zawsze coś się dzieje. Po remoncie przystosowującym oddziały do standardu nie ma takich sal, nie ma nawet pokoi socjalnych – w starym miejscu pracy nie raz dzieci spały w socjalnym żeby matki mogły dojść do sił, obecnie cała praca biurowa toczy się na korytarzu. Czasami biorę dziecko i maluch towarzyszy mi przy biurku, ale jest to na krótką metę: matka ma zmieniany opatrunek lub jest badana. W starym systemie były sale obserwacyjne dla noworodków, zawsze było wolne miejsce specjalnie dostosowane do potrzeb dzieci, ciepło , czyściutko, obsługa neonatologiczna. Teraz to marzenie. Dzieci muszą przebywać z matkami, bo w obrębie jednego oddziału, nie ma gdzie „przechować” dzieci. A przekazać dzieci na oddział neonatologiczny nie ma postaw medycznych – argument, że mama jest zmęczona i chce się wyspać jest nie do przyjęcia.

Druga sprawa: odwiedziny. Oj, tu już nic nie poradzimy. Zwyczajnie, po ludzku, nie mamy na to wpływu. Nie mogę cały czas pilnować odwiedzających i kontrolować czasu odwiedzin, bo mam inną robotę i nie będę tracić czasu na pyskówki. Straszne? Prawdziwe! Jest nas mało, pracy przybywa (dokumentacja, komputer, badania), na moją uwagę, że jest za dużo osób odwiedzających, słyszę tylko jaka to ja jestem wredna i złośliwa. Nie chcę być ciągle tak traktowana. Zwyczajnie mam już dosyć. To wcale nie znaczy, że od czasu do czasu nie próbuję ogarniać te tłumy, ale muszę się przyznać – przegrywam na całej linii. Niestety matki same muszą dojrzeć do tego. Cieszę się, że świadomie zauważacie ten problem. To dobrze prorokuje. Może doczekamy się poprawy kultury i poszanowania dla drugiego człowieka.

A teraz coś Wam opiszę. Jest noc, siedzę przy biurku na korytarzu, obok stoi moja koleżanka położna. Rozmawiamy na temat programu komputerowego – jaki głupi i tak dalej  :lol: Korytarzem przechodzi młody mężczyzna: ani „dzień dobry”, ani „dobry wieczór”. Mówię więc głośno „dobry wieczór”, facet spojrzał na nas i mija bez słowa. Niestety, w nocy wszystkie drzwi są zamknięte na szyfr i nie łatwo wyjść. Po chwili gość wraca korytarzem. Ja znów ze swoim „nieśmiertelnym ” – dobry wieczór i znów nic. Mija nas bez słowa. Koleżanka śmieje się i mówi, że nie mam co liczyć, że gościa wychowam. A ja wiem swoje – sama osobiście zamknęłam wszystkie drzwi na klucz. Facet miota się przy drzwiach na końcu korytarza, a ja czekam przy biureczku. Po chwili wraca. Ja znów – „dobry wieczór”, koleżanka wybucha śmiechem i chowa się w zabiegowym. Uzyskałam coś na podobieństwo „dobry” i żądanie otwarcia drzwi. Ostentacyjnie wypuściłam gościa z pożegnalnym ” dobranoc”. Coś mruczał, ale nie wiem co   :lol:

5 Komentarze

  1. Odwiedziny były dla mnie konieczne (ale max 1 os) właśnie z powodu braku pomocy ze strony personelu. Nie można było zostawić dziecka nawet na 15 min żeby spokojnie się wykąpać. Byłam po CC i każdy ruch to był ogromny ból przez 2 doby. Siedziała przy mnie siostra albo mąż w godzinach 11-18. Inaczej chyba zemdlałabym ze zmęczenia (bałam się ze upadnę jak będę trzymać dziecko na rękach).

    • Ale co innego 1 osoba przy łóżku, a co innego całe rodziny (kilka osób jednocześnie, potem zmiana odwiedzających). Przy mnie też cały czas był mąż i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być.
      A co do opieki nad noworodkiem – widocznie mój szpital nie był całkiem „nowoczesny”, bo mogłam oddać dziecko na neonatologię, żeby przespać się w nocy:)

    • Miałam dwa CC Kiedy urodziłam pierwszego syna 15 min po operacji już był ze mną .Był to sezon grypowy i absolutny zakaz odwiedzin. Położna ograniczyła się do przystąpienia mi dziecka do piersi mimo, że nie mogłam wstawać przez najbliższe 6 godzin. Dziewczyna która ze mną leżała a rodziła sn przewijają moje dziecko bo nie miał kto. Dwa lata później sytuacja całkiem inna jeśli chodzi o zainteresowanie położnych bo sale pełne odwiedzających . Nie oceniam nikogo i nie krytykuje ale to daje do myslenia

  2. U nas nie ma możliwości wejścia na salę. Jest jedna ogóna sala odwiedzin. Niestety nikt nie kontroluje kto wchodzi na salę. Przy stoliku obok nas siedziały kaszlące dzieci które odwiedzili młodszego brata. Szybko zakończyłam wizytę męża. Moja siostra rodziła w Olsztynie i mógł ktoś z nią być. Ja byłam sama i brakowało mi bliskiej osoby, która by mi pomogła.

  3. A ja cieszyłam się, że mój synek był ze mną od razu po porodzie. Nie rozstawałam się z nim ani na chwilę. W szpitalu, w którym rodziłam sale są dwuosobowe. Fakt, że miałam odwiedziny z których bardzo się ucieszyłam no i był zawsze mój kochany mąż. Zawsze była osoba, która doglądała syna kiedy ja mogłam się przespać. A jednocześnie byłam spokojna o syna. Że np nikt mi go nie weźmie podczas mojego snu, nie wykona jakiegoś zabiegu na który się nie godzę. Nie czarujmy się w dzisiejszych czasach każda prawie każda matka woli mieć swoje dziecko na oku. Nigdy nie wiadomo co się dzieje na takich ogólnych salach.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.