Nowy wpis

Dziwne są te nasze czasy i rzeczywistość, w której żyjemy. Świat zwariował i pędzi ku zagładzie. Mieszkam na uboczu i wręcz na końcu tego durnego świata. Zamachy terrorystyczne czy napaść bandycka to dla mnie tylko wiadomości z wielkiego świata. Do czasu….

Kiedy zaczynałam pracę zawodową to zachowania agresywne czy napaść na personel to były wyjątki, pojedyncze przypadki na skalę całego kraju. Owszem, pyskówki zawsze miały miejsce, krzyki, wyzwiska i wulgaryzmy to się zdarzały i nadal się zdarzają. Ale bandycka napaść? Szpital był miejscem bezpiecznym dla personelu i pacjentek. Pani na portierni pilnowała czasu odwiedzin, oddziały były spokojne i nikt nie szwendał się po korytarzu. Pielęgniarki, jeśli miały wątpliwości co do trzeźwości czy „spokojności” klienta, wypraszały z oddziału – i co prawda wysłuchały ” ku….”, ale pozbywały się awanturników. Napaść z ostrym narzędziem ? Okaleczenie czy chęć pozbawienia życia?  Mój Boże, tego nie było !!!!!

Dyżur dzienny, popołudniowy spokój , czas odwiedzin, więc na oddziale tłumy ludzi. Dzieci biegają po korytarzu, pełno kobiet i starych ludzi, na salach komplet położnic z noworodkami. Osoby bezbronne i niewinne. Drzwi otwarte i wchodzi każdy kto chce, odwiedzający z rodzinami, mężowie i szaleńcy.

Czy widzieliście personel w szpitalach? To prawie zawsze starsze panie, które nigdy nie spodziewają się działań zagrażających życiu. Bo czy kiedykolwiek można się tego spodziewać ? Przecież pomagamy, ratujemy zdrowie i życie, jesteśmy w pracy, w bezpiecznym miejscu !  Nic bardziej mylnego i o tym się przekonałam…..

Wszedł na oddział położniczy w tłumie odwiedzających. Młody, wysoki, silny i niebezpieczny dla wszystkich. Stałam przy biurku na korytarzu i rozmawiałam z pacjentką. W momencie kiedy zwróciłam na niego uwagę ( bo szwendał się tam i z powrotem), podeszła do mnie koleżanka. W wąskim przejściu było nas trzy, za plecami miałyśmy drzwi od dyżurki. Zapytałam czy kogoś szuka, on coś pomruczał i poszedł dalej. Było nas za dużo w grupie. Za dużo by mógł coś zrobić. Szukał łatwego celu. Za chwilę usłyszałyśmy krzyki, odgłos trzaskania drzwiami. Nie rozumiałyśmy co się dzieje, awantura? nagły poród? coś z noworodkiem? Ale salowa krzyczy żeby zamykać oddział, że wariat zaatakował koleżankę z noworodków, sąsiedniego oddziału. Blokujemy drzwi i sprawdzamy pacjentki, u nas , dzięki Bogu, wszystko w porządku. Napastnik po szamotaninie z pielęgniarka, która wyrywa się i ucieka, zamyka się w gabinecie zabiegowym. Przyjeżdża ekipa policyjna, pięciu facetów, są błyskawicznie i pacyfikują szaleńca, który próbuje podciąć sobie gardło. Wcześniej zdemolował cały gabinet w  jakimś szaleńczym amoku. Policjanci nie bawią się z napastnikiem, dobrze pamiętają atak nożownika na pielęgniarkę, która cudem przeżyła. Wyważają drzwi i zabierają napastnika. Wszystko trwa tak krótko, że nie możemy jeszcze długo ochłonąć.

Niby wszystko w porządku, tylko pozostaje świadomość, że ON niedługo opuści szpital psychiatryczny i wróci …..Jak nożownik, któremu głosy kazały zabić pielęgniarkę…….On też wrócił.

 

9 Komentarze

  1. Jestem położną we Wrocławiu – to duże miasto, ale mimo to szpitale w ogóle nie są chronione, są otwarte całą dobę, wejść może każdy.
    Kiedyś już pisałam także na swoim blogu o agresywnych pacjentach i ich rodzinach. Niewiele można w takiej sytuacji zrobić, niestety. Kradzieże w szpitalach to codzienność, ataki na personel medyczny również zdarzają się coraz częściej…

  2. W dzisiejszych czasach wejścia na oddziały, szczególnie położnicze powinny być pod kontrolą, kto chce wejść musi się wpisać. Na pewno było by to uciążliwe ale jeśli chodzi o bezpieczeństwo tych najmniejszych każdy o zdrowych zmysłach by zrozumiał a i personel byłby bezpieczny. Aż ciężko uwierzyć w to co się stało

  3. Sami jesteśmy personelem pielęgniarsko- ratowniczym. I wielokrotnie w swojej karierze spotykaliśmy się z agresywnym pacjentem. Wydawać mogłoby się, że są oddziały, na których personel jest bardziej narażony na zetknięcie się z takim środowiskiem (SOR; psychiatria; niekiedy chirurgia i interna, gdzie leżą pijani z urazami i powikłaniami po spożywaniu różnych substancji). No ale tak jak wspomniałaś- czasy się zmieniają. Musimy być czujni i na siebie uważać. Gorąco pozdrawiamy, Mr&Mrs JaQ-Bosky. :)

Odpowiedz na „~Maria LepuckaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.